Menu

Partnerzy Specjalni:



  
Avatar użytkownika
Drakar
Żywa Legenda
Nieaktywny
Profesja: Żniwiarz
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 20
Punkty Ducha: 1
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 162
Dołączył(a): 01 maja 2014, 17:03
Drakar

Wielki Bazar

Postprzez Drakar » 04 sty 2015, 12:50

Znajdujący się przy głównej bramie miasta bazar jest jednym z największych bazarów na kontynencie. To właśnie tutaj zjeżdżają się kupcy, rzemieślnicy i handlarze z całego państwa. Bazar jednak nie jest jedynie miejscem handlu, znajdują się tutaj różne warsztaty rzemieślnicze zajmujące się obróbką skóry, metalu, kamieni szlachetnych, wijące koszy, czy szyjące ubrania, a także te tworzące broń. Właśnie z racji że każdy ma prawo do posiadania broni na bazarze często bywa niebezpiecznie, dlatego też Sułtan zwiększył liczbę straży odpowiedzialnej za utrzymanie porządku oraz zaostrzył kary.
Za kradzież stracisz rękę, za oszustwo stracisz język i inne podobne. Ciekawym faktem jest to że na bazarze nie obowiązują ustalone ceny, o wszystko trzeba się umiejętnie targować, a należy pamiętać że handlarze z bazaru są mistrzami w targowaniu się. Mówi się też że bazar posiada swoja ciemną część w której można znaleźć wiele ciekawych rzeczy, a także łatwo stracić życie.

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Wielki Bazar

Postprzez Eirlys » 01 paź 2017, 20:51

  Chociaż słońce nieznośnie przypiekało, a w powietrzu unosiły się tumany kurzu i paskudny odór psującego się mięsa, na bazarze kłębiły się tłumy. Do stolicy przybyły niedawno karawany kupieckie nie tylko z najdalszych zakątków Sułtanatu, ale i z sąsiednich krajów. Co jednak dziwne, miejscowi bez zainteresowania oglądali zagraniczne towary, które okazały się nie aż tak egzotyczne, jak liczyli. Pomiędzy stragany oferujące najwyższej jakości wyroby z Bakaszu wcisnęły się stoły oferujące jaksarską biżuterię i wódkę, a tuż obok Waldgrosseńczycy rozłożyli swoją broń. Były to rzeczy, które w Lajiharze widziano i wcześniej, w dodatku o wiele lepszej próby. Kupcy wysłuchiwali więc teraz narzekań niedoszłych klientów, którzy wydziwiali na rysy na koralach, niepewnie tkwiące w rękojeści ostrza mieczy i sztyletów, a nawet na niepełne flasze trunków, jakby kupcy poskąpili albo też poczęstowali się w drodze. Przybysze nie słuchali przy tym owych skarg z pokorą, nierzadko kłótnie zdawały się na tyle żarliwe, że krzątający się nieodmiennie po bazarze strażnicy czuli się w obowiązku ich upominać bądź też obarczać grzywną, znacznie przewyższającą cenę za miejsce na placu.
  Takie oto scenki widział Nizaar, gdy stał w cieniu jednego z rozlicznych warsztatów, z dala od przepychających się ludzi. Trudno powiedzieć, co skłoniło go do przyjścia na bazar. Tak tłoczne miejsce nie było bezpieczne dla Drugiego — w tłumie i ścisku łatwo o zsunięcie ochronnych szat, chroniących przed zgubnym dotykiem zwykłej ciżby. Mężczyzna mógł tu co prawda spokojnie obserwować zwierzęce zachowanie handlujących się, dla których każdy pens wart był zaciekłego targowania się, aspirującego wręcz niemal do bitki. A wszystko to pod czujnym okiem strażników, którzy jednak — jak słyszał każdy zainteresowany nie do końca prawymi interesami — nie zapuszczali się w niektóre zakątki, dając tym samym przyzwolenie na rozkwit drugiego, czarnego rynku. Gdyby Nizaarowi się poszczęściło, mógłby znaleźć zatrudnienie u jakiegoś szubrawca, który hojną ręką pomógłby mu spłacić dług. Lub też pozbyłby się niepotrzebnego już pracownika znającego jego sekrety, podrzucając jego zwłoki na jeden ze straganów oferujących mięso. Przez skwar i wszechobecny brud porozkładane z pieczołowitością szynki, udźce i tuszki pozbawione głowy wyglądały tak, jakby na powrót wstąpiło w nie życie. Był to widok tak odpychający — zwłaszcza, że bystry wzrok magusa bez trudu wyłapał tłuste liszki wypełzające z trzewi martwych zwierząt — że nie tylko człek chciał zapomnieć o potrzebie jedzenia, ale i zawartość jego żołądka gwałtownie podchodziła mu do gardła. Niektórzy jednak okazywali się nieczuli na oznaki rozkładu i kupowali sztuki mięsa, zawzięcie targując się z kupcami.
  Gdy kolejny, ociekający krwią i śluzem udziec trafił w ręce niewybrednej klientki odzianej w poszarzałe ubranie, które nieskutecznie maskowało liczne fałdy tłuszczu pokrywające jej zwaliste ciało, Nizaar dostrzegł bladolicego blondyna, który chwiejąc się na boki zbliżał się do warsztatu, pod którym skrył się Drugi. Nieznajomy ledwie co utrzymywał się na nogach, a jego ubranie, a raczej jego strzępy ledwie co trzymające się w całości na jego wysokiej, chudej postaci, było mokre, co wyraźnie odstawało od panującej w Lajiharze duchoty. Mężczyzna jednak nie zdawał sobie sprawy z tego, jakim odszczepieńcem był na tle przyzwyczajonych do upału miejscowych i obficie pocących się cudzoziemców, którzy ledwie wytrzymywali upał. Prawdę mówiąc, z niczego nie zdawał sobie sprawy, albowiem widać było w jego oczach wyraźny obłęd. Nim dotarł do warsztatu, padł na kolana i dziwnie przeciągając głoski, wyszeptał "Uciekłem". Teraz też Nizaar mógł dostrzec, że skórę szaleńca pokrywały typowe dla Egzarchów ścieżki.

Avatar użytkownika
Nizaar
Miano: Nizaar
Płeć: ---
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 5
Dołączył(a): 18 wrz 2017, 16:42
Nizaar

Re: Wielki Bazar

Postprzez Nizaar » 02 paź 2017, 16:18

Nie mógł się oprzeć przyjściu w takie miejsce. Nie po tylu latach... Z wielką przyjemnością obserwował to jak kupcy próbują siebie nawzajem wyzyskać, chcąc kupić jak najtaniej nieraz wadliwy jak i z niższej półki towar, bądź sprzedać go opowiadając przy tym bajki wyssane z palce. Znał te metody, przecież każdy kto przebył taki kawał drogi chce sprzedać jak najwięcej. A lokalni ludzie to wykorzystują. Aż sam miał ochotę skorzystać z okazji i podejść by kupić gorzałkę na zimną noc, coby móc nie tylko rozgrzać ciało zgubnym ciepłem, a również uczcić w samotności powrót do domu. Właśnie, dom... Tyle lat minęło a on nic nie wiedział o swojej rodzinie. Co się działo przez ten czas? Czy wszyscy zdrowi? Czy siostra nie została jeszcze wydana za mąż? Czy prowadzą dostatnie życie i zawsze mają pełne miski? Kurcze, tyle tych pytań, że jakby przyszło co do czego nie wiedział od czego powinien zacząć.
Niektóre rzeczy jednak się nie zmieniały. A mianowicie chodzi teraz o strażników. Bez nich czarny rynek nie mógłby kwitnąć tak samo jak ten legalny. Zawsze znajdzie się ktoś kto za parę monet przymknie oczy na to i tamto. Od takich właśnie uczynków wszystko się zaczyna! Jak przyjdzie co do czego to nawet wrogowi otworzy bramę za sakwę złota. Jednak ich aktualna działalność nie szkodziła miastu w oczach Nizaara. Zawsze to "zdrowa" konkurencja jest, choć czasem dochodzi do rękoczynów. Tutaj też w swoich myślach przystanął na dłuższą chwilę. Czarny rynek może i jest niebezpieczny dla nieobeznanych ludzi bez pleców u kogoś, ale zyskowny. Taki sposób szybkiego zarobku zaczął go odrobinę kusić. Raz dwa wyszedłby z długu, a i może zarobił jeszcze na własne badania. Całe to rozmyślanie nad tym czy się podjąć tego czy też nie, przerwał widok mięsa. Zmora straganów sułtanatu. Zapach takiego mięsa wystawionego na gorąco pustyni nieraz bywa gorszy od gnoju koni bądź wielbłądów robiących pod siebie przed karczmami niemającymi stajni. I jeszcze robactwo! Wzdrygnął się mocno na ten widok odwracając wzrok kiedy tylko poczuł, że śniadanie próbuje wyjść nie tą stroną co powinno. Ale klient zawsze się znajdzie...
Miał dać już sobie spokój z pobytem na straganie, jednak dziwny jegomość przykuł uwagę. Gdyby nie jego zachowanie, które wskazywało, że jest wyczerpany, zapewne nie zawracałby nim sobie większej uwagi. Patrząc nawet na odzienie mężczyzny. Zawsze mógł się z kimś potłuc, poszarpać i w ostateczności wylądować w zbiorniku wody. Fontanna, wodopój, może nawet studnia. Ze wszystkiego mógł wyleźć. Gorsze w tym wszystkim było jednak to, że zmierzał w jego kierunku! A co jak się na niego rzuci? I miałby zakończyć w tym miejscu swoją przygodę przez jakiegoś obłąkańca? Oj nie, co to to nie. Powoli wyciągnął ostrze i schował je w rękawie trzymając o tak.
— Nie dotykaj mnie... — syknął wrogo do niego półszeptem, ale chyba nie dotarło. Być może jest odurzony jakimś narkotykiem często podawanym niewolnikom. Słyszał o takich praktykach i ponoć w różnych częściach światach jest to stosowane. Mógł się on okazać nawet jego furtką do przestępczego świata sułtanatu... Zbiegły niewolnik złapany przez mrożącego krew w żyłach maga. Heh, nawet mu się spodobało to.
Nie zdołał dojść i kamień z serca spadł. Może i to dobrze, że nie miał tyle siły? teraz przynajmniej nie zagraża Drugiemu, ale nigdy nic nie wiadomo. Kucnął aby móc bliżej przyjrzeć się obliczu człowieka, tylko po to aby chwilę potem stwierdzić iż ma do czynienia z Egzarchem. A to ci niespodzianka! Nic jednak więcej w tym kierunku nie zrobił. Chyba, że dręczenie go drobnymi kamyczkami z ziemi jest liczone. Co chwila wydłubywał je i rzucał w nieznajomego próbując zwrócić jego uwagę na siebie:
— Ktoś ty? — zapytał jak jego działania przyniosły planowany skutek.

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Wielki Bazar

Postprzez Eirlys » 06 paź 2017, 20:11

  Nizaar z lubością przyglądał się znanym od wieków szachrajstwom, ba, nawet zaczął rozmyślać nad tym, czy nie wykorzystać okazji i kupić za bezcen jaksarską gorzałę... Chciał uczciś w ten sposób swój powrót, nawet jeśli nie miał nikogo, kto powitałby go z otwartymi ramionami na progu. Niestety, gdy tylko to sobie uświadomił, przyjemna wizja odurzenia alkoholem wieczorem rozwiała się, a zastąpił ją cały ciąg pytań na temat własnej, od dawna niewidzianej rodziny. Gdy Drugi zaczął się zastanawiać ich losami, zwrócił uwagę na ten jeden element, który na bazarze pozostał bez zmian. Straż nadal patrolowała stragany i sprawdzała, czy nikt nie dopuszcza się kradzieży bądź w obiegu nie ma zakazanych towarów, czy cudzoziemcy nie oferują wyrobów, które mogą wytwarzać tylko lokalni rzemieślnicy. Jednocześnie zbrojni otaczali opieką tych, którzy sięgnęli głębiej do sakwy, gwarantując prowadzenie szemranych interesów. Świadomość tego z jednej strony denerwowała Nizaara, który uważał przekupność strażników wobec kupców za pierwszy krok, który mógłby doprowadzić ich do wpuszczenia wrogów do strzeżonego przez nich miasta. Z drugiej zaś strony, kusiła możliwość szybkiego wzbogacenia się. Jeden, dwa nielegalne interesy, odrobina szczęścia i może uniezależniłby się od dłużnika? Mężczyzna nawet nie zdążył zastanowić się dobrze nad tym, czy taki nietrzymający się prawa pracodawca nie okazałby się gorszym jarzmem, gdy zauważył kupy ruszającego się mięsa. Niestety, owy ruch nie wynikał z tego, że sprzedawano żywą trzodę, a z tego, że na słońcu pustyni nieposolane połacie mięsiwa psuły się szybko, stając się domem dla miriadów glist i innych robaków. Nie był to ani przyjemny widok, ani miła woń, toteż chcąc nie chcąc, Drugi poczuł, jak jego ciało buntuje się, wystawione na takie podniety. Nim na rozgrzany deptak chlusnęło zawartością skręcającego się z obrzydzenia żołądka, do Nizaara podszedł obszarpany nieznajomy.
  Ów jegomość, mimo że cudzoziemiec, nie wydawał się wcale szczególny, dopóki jasnym się nie stało, że celem jego wędrówki jest miejsce, gdzie stoi Drugi. Mag miał po swojej stronie magię — gdyż nieznajomy, chociaż miał na skórze jakieś ciemniejsze ścieżki sugerujące bycie Egzarchą, wydawał się być pozbawiony wszelkich użytecznych w walce przedmiotów, nie mówiąc o artefaktach — nie znaczyło to jednak, że zamierzał ryzykować. Nawet nie pomyślał o użyciu zaklęć, zresztą w tak tłocznym miejscu ujawnienie swych zdolności mogłoby skończyć się niezwykle źle. Trudno walczyć z motłochem, a jeszcze trudniej jest wytłumaczyć wszędobylskim strażnikiem, czemu też człowieka wyglądającego jak żebrak potraktowało się jakimkolwiek czarem.
  Nizaar wpadł w panikę, czując zew śmierci, gdy tymczasem obszarpaniec powoli zbliżał się do niego. Chwycił za sztylet i przemyślnie chowając ostrze w rękawie, przygotował się do ataku czy też raczej obrony przed nachalnym, najwyraźniej odurzonym czymś mężczyzną. Magus syknął na niego, chcąc zatrzymać nieznajomego w owej wędrówce. Jasnowłosy jednak nadal zmuszał swe niezgrabne, pałąkowate ciało do heroicznego wręcz wysiłku. Nizaar zaczął więc gotować się do walki, jednocześnie pozwalając sobie odpłynąć myślami ku jakże przyjemnej wizji: nieustraszony mag odbija niewolnika i oddaje go prawowitemu właścicielowi, na co ten znajduje mężnemu czarownikowi jakieś intrygujące, dobrze płatne zajęcie. Była to myśl piękna, ale dość absurdalna, toteż gdy nieznajomy padł na kolana — niestety nie po to, aby złożyć pokłon w obliczu majestatu i mądrość Drugiego — poczuł niewysłowioną ulgę.
  Nerdijczyk zbliżył się do chwilowo niestanowiącego zagrożenia cudzoziemca i przyjrzał się mu z bliska. Ku jego zdziwieniu, żebrak okazał się Egzarchą. Chociaż wladającymi artefaktami ludzie nie mieli takiego potencjału w korzystaniu z magii, co Drudzy, cieszyli się większą estymą i sympatią ze strony społeczeństwa, rzadko więc się zdarzało, aby jakiś pół-mag był spychany na margines. Zawsze znajdowała się dla nich odpowiednia robota, czy to typowo najemnicza, czy też jakaś bardziej chwalebna. Tymczasem znękany, padły bez sił mężczyzna był zarośnięty, a jego brudna twarz, szyja i ręce pokrywały źle zagojone rany i ślady po ugryzieniu pluskiew. Czy tak wyglądał człek, który mógł kontrolować swoją aurę na tyle, by korzystać w potężnych artefaktów? Wyczerpany, wychudzony i brudny jak pierwszy lepszy żebrak? Jego odzienie nie tylko nosiło ślady zniszczenia, ale i wykonane było z podłego rodzaju tkaniny, takiego, z jakiego zwykle szyto stroje dla biedoty czy też całuny dla bezimiennych zwłok. Buty trzymały się nóg chyba tylko na dobre życzenie, a ręce nosiły ślady spracowania. Do tego mężczyzna był obdarzony wątpliwą urodę, sugerującą, że nawet w czasach świetności nikt nie patrzył na niego z przyjemnością. Jedna pionowa blizna biegła od połowy czoła z lewej strony, przecinała łukowatą brew, urywając się nad okiem, w którego szarej tęczówce zamiast żrenicy widać było okrągłą, białą plamę, po czym czerwona pręga pojawiała się znów i kończyła dopiero na linii żuchwy. Poza tym bladą, spieczoną słońcem skórę pokrywały też inne blizny i ślady, drobne i płytkie, ale zawsze źle zagojone. To wszystko razem w wąskimi, bezkrwistymi ustami, haczykiwatym nosem i nieregularnymi rysami nadawało mu odstręczający wygląd. Jedynym ładnym i sugerującym dawne bogactwo elementem był wisior na złotym łańcuchu, który wychynął zza kołnierza brudnej koszulu: dwa sierpy skierowane do siebie ostrzami i tworzące zarys litery M o zaokrąglonych wierzchołkach, pomiędzy którymi zawiszony był fragment winorośli. Owa biżuteria nie tylko została wykonana starannie, lepiej niż niejedne rodowe klejnoty, ale i stanowiła jakiś symbol, który musiał być ważny dla mężczyzny. Cudzoziemiec zacisnął kościste palce na wisiorze, jakby w ten sposób miał zyskać potrzebne siły. Ignorował przy tym próby zwrócenia uwagi przez Nizaara, jakby delikatne uderzenia kamyków w obolałe ciało były niczym. W końcu nieznajomy spojrzał na Nizaara i odpowiedział na zadane pytanie.
  — Jestem wolny — nie była to może odpowiedź zbyt konkretna, ale przynajmniej wywołała uśmiech i autentyczną radość na twarzy nieznajomego. — Uciekłem im, a ty zostaniesz moim posłańcem. Jaczemir miał rację, co zostało zapisane, musi się spełnić.
  Wszystko to brzmiało trochę dziwnie i tajemniczo, ale nieznajomy wydawał się pewny swych racji. Z każdego wypowiedzianego z trudem słowa wiało szczerym przekonaniem, mimo że w kupie nie mówiły niczego jasnego. W końcu, jakby to miało wszystko tłumaczyć i ostatecznie przekonać Nizaara, nieznajomy dorzucił:
  — Zwą mnie Dalimiar.

Spoiler:

Avatar użytkownika
Nizaar
Miano: Nizaar
Płeć: ---
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 5
Dołączył(a): 18 wrz 2017, 16:42
Nizaar

Re: Wielki Bazar

Postprzez Nizaar » 11 paź 2017, 16:02

I tak oto rodziły się kolejne pytania. Niezbyt wiele z tak szczątkowych informacji mógł wyciągnąć, ale swoje wiedział — tylko głupiec narażałby swoje życie dla zwykłej biżuterii lub symbolu. Chyba, że... no właśnie. Chyba, że to nie jest coś przeciętnego. Tym bardziej iż poszarpaniec sam w sobie nie był kim zwykłym. Tak jak on. Coś poważniejszego musi za tym stać i pewnie tak samo nielegalnego. Może to coś królewskiego? Albo potężny artefakt. Niby mógł mu to wyrwać w tej chwili, ale po co? Od razu podniósłby wrzawę, że go okrada. A z drugiej strony takie zwracanie uwagi na siebie mogłoby ściągnąć tutaj tych, od których dopiero uwolnił się. Postanowił mimo to dowiedzieć się trochę więcej od jegomościa Dalimara.
— To co zostało zapisane może zostać spalone i zapomniane. Ale nim to... — zatrzymał się oczekując na jego reakcję na te słowa. Chciał sobie zbudować klimat aby Egzrach wiedział, że to Nizaar rozdaje karty a nie on. Nie będzie mu ktoś ledwo żywy rozkazywał. Z tym klimatem jednak ciężko może być biorąc pod uwagę to, że jest na targowisku.
— Co z tego będę mieć? Konkrety bo w innym wypadku twój los zakończy się tutaj.— twardo postawił na swoim stając i patrząc na niego z wyższością.

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Wielki Bazar

Postprzez Eirlys » 13 paź 2017, 15:29

  Tajemniczy Egzarcha okazał się wyjątkowo utalentowanym człowiekiem — wszak nie każdy człek miał dar do takiego wypowiadania się, aby jeszcze więcej zamącić, niż wyjaśnić. Jego bełkot był podejrzanie tajemniczy, Nizaar bez trudu wyłapał w całej tej paplaninie, iż nieznajomy niczego konkretnego tak naprawdę nie powiedział. Z drugiej strony, wszystko to było w pewien sposób kuszące. Nieznany w tych stronach symbol, szczere złoto u mężczyzny odzianego w łachmany, wspomnienie proroctwa, obecność samego Egzarchy, który wyróżniał się na tle przeciętnych zjadaczy chleba… Było to niezmiernie intrygujące, w dodatku gdzieś w tle jaśniała nieśmiało wizja bogactwa — na razie jeszcze nieokreślonego, ale Drugi miał przeczucie, że w grę musi tak czy inaczej wchodzić coś bardzo kosztownego. Nerdijczyk czuł, że musi dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi, jednocześnie domyślił się, iż lepiej wejść na drogę pertraktacji niż próbować imaginować sobie cała intrygę, dzierżąc wisior w dłoni.
  Z twarzy Dalimara znikł na chwilę wyraz obłąkania. Zastąpił ją czysty, ogromny strach spowodowany zaledwie sugestią, że tak ważne przepowiednie mogą zostać zniszczone. Odsunął się nieznacznie od Drugiego, mimo że przecież i tak nie miał przy sobie niczego, co mogłoby zostać spalone, nie licząc lichego odzienia i poobijanego ciała. Ecgarcha jednak nie bał się o swe życie, gdyż zaraz posłał Nizaarowi groźne spojrzenie i pewnie z przyzwyczajenia wybełkotał coś, co brzmiało bardziej jak szelest niż normalne słowa. Jego złość uleciała, gdy Drugi zdradził się ze swoją interesownością. Cudzoziemiec był rozczarowany, zgarbił się i zwiesił brudną, zawszoną głowę na ramiona.
  — Hegemon miał rację, nawet w obliczu wielkich spraw ludzie bardziej przywiązani są do sakwy —cóż, czego by nie mówić o Dalimarze, on nie wyglądał na zbyt zależnego od pieniędzy. Ubranie wisiało na nim w strzępach, był wygłodzony i nosił na sobie ślady przebytych chorób, a ukąszenia wszy sugerowały, że sypiał byle gdzie. Jeśli ktoś prowadził takie życie, nie potrzebował zbyt wiele złota, ot, kilka pensów wyżebranych pod świątynią lub wykradzionych zajętemu targowaniem klientowi. — Nie boję się śmierci, ale głupotą było kierować na siebie uwagę… Co do zapłaty, dostaniesz dosyć, o ile ochronisz pewne informacje, dwa razy tyle, jeśli pomożesz w poszukiwaniach kolejnej. Powiedzmy… Dziesięć koron za każdy dzień, gdy sekret jest bezpieczny, dwadzieścia za każdy, gdy będziesz szukał tego, o czym traktuje nakaz.
  Tym oto sposobem Egzarcha nadal pozostał tajemniczy, Nizaar wiedział przynajmniej, jaka zapłata jest oferowana… O ile oczywiście Dalimar lub osoby, dla których pracował, były w stanie przekazać taką sumę.

Avatar użytkownika
Nizaar
Miano: Nizaar
Płeć: ---
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 5
Dołączył(a): 18 wrz 2017, 16:42
Nizaar

Re: Wielki Bazar

Postprzez Nizaar » 24 paź 2017, 10:18

Szyderczo uśmiechnął się pod zakryciem twarzy, wiedząc, że jego słowa podziałały znakomicie na faceta. Choć nadal nie wiedział kim jest, poza jego imieniem i tym, że jest Egzarchem, czuł iż ma do czynienia z kimś pokroju fanatyka, członka sekty. Jakby podszedł do jakiegoś przeciętnego człowieka, który nie wyróżnia się na tle innych wyznawców przeróżnych kultów, z pewnością inaczej zareagowałby na słowa Nizaara. Obstawiał, że zostałby zwyzywany, wyśmiany lub otrzyma kontrargument. A i tak zależałoby to od poziomu kasty do której przynależy dana istota.
— Co poradzisz, każdy tego potrzebuje. — rzekł bezradnie w odpowiedzi. I tak rodziły się kolejne pytania. Jaka wielka sprawa? Jaki Hegemon? O co mu w tym wszystkim do jasnej ciasnej biega? W jakie bagno chce go wpakować? Ale za takie pieniądze... to wydawało się tak mało realistyczne. Kto raczyłby płacić taką kwotę za dzień! Coraz bardziej w tym wszystkim był pewien tego, że ten cały Dalimar wyolbrzymia całą sprawę przez obłęd w który wpadł.
— Mówiłem, że masz podać konkrety a nie kolejne tajemnice. Co mi po koronach, jeżeli nie wiem co czym jest w tym wszystkim. — jasno i surowo poinformował obszarpańca zmieniając ton w porównaniu do wcześniejszej luźnej wypowiedzi.

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Wielki Bazar

Postprzez Eirlys » 04 lis 2017, 17:02

  Prosty plan Nizaara powiódł się, a przynajmniej po części. Może i nadal nie wiedział, z kim dokładnie miał do czynienia — nie znał nazwiska, rodowodu i historii cudzoziemca — mógł jednak sklasyfikować go do setek fanatycznych dziwaków, gotowych pójść w ogień na rozkaz hegemona, kimkolwiek by on nie był. Na razie tyle wystarczyło Drugiemu, wszak miał już pewne wskazówki co do dalszego postępowania z delikwentem. Niestety, owe wskazówki jasno mówiły, że teraz należy za wszelką cenę obedrzeć Jaksarczyka z jego tajemniczości i wydobyć od niego wreszcie jakieś wiarygodne informacje. Bo że rzucone mimochodem, bez mrugnięcia okiem sumy, nie były gwarantem tego, że cała ta konspiracja świadczy o czymś bezpiecznym, tego Nizaar był pewny. Zresztą na wzmiankę o takiej liczbie koron mężczyzna od razu poczuł nagły przypływ niewiary i poczucia zagrożenia, które skutecznie stłumiły pokusę zgodzenia się na tak intratną, chociaż niejasną ofertę. Toteż nic dziwnego, że Drugi zachował spójność postępowania, jakiej nie powstydziłaby się żadna kobieta podczas swej comiesięcznej przypadłości. Najpierw rzucił luźno, nieco filozoficznym tonem uwagę, która chyba uspokoiła nieco obszarpańca. Dalimar niby to się uśmiechnął, niby skrzywił, ale tak naprawdę rozluźnił ramiona i przestał w końcu rozbieganym wzrokiem patrolować okolicę, co niepokoiło nieco stojącego najbliżej kupca handlującego złotymi łańcuchami, pierścieniami z kamieniami wielkości nasion grochu i bransoletami grubości pasów przepasających zwyczajowo męskie szaty. Gdy handlarz w końcu odetchnął i przestał obawiać się kradzieży biżuterii, Nizaar zmienił swe postępowanie radykalnie. Nagle, z ojcowską surowością, zaczął się domagać konkretów. Wobec takiej postawy, cudzoziemiec się przestraszył. Znów powiódł wzrokiem po okolicy, a napotkawszy trwożliwie spojrzenie kupca, skupił się na twarzy Nizaara.
  — Nie chcę mówić zbyt wiele, nim się nie zgodzicie utrzymać tajemnicy — powiedział, pozornie całkiem rozsądnie. Pozornie, bo przecież żaden człek zdrowy na umyśle nie zgodziłby się na tak enigmatyczną umowę. — Dostaniecie, panie, fragment pewnego dziennika. Jest napisany w sanctinie, a więc języku niezbyt dla mnie znanym, ale dla was, sądząc po masce, raczej nie stanowiącym większych trudności. Jeśli przechowacie ów frament w przeciągu kilku dni, najpewniej pięciu, dostaniecie zwykłą opłatę, jeśli przetłumaczycie rozdział i przekażecie jego treść mnie, zapłata będzie wieksza.
  Tym oto sposobem wyjaśniła się jedna wielka zagadka — Nizaar ma się zabawić w ochroniarza kilku kartek, a jeszcze lepiej — tłumacza cudzych wspominek. Nie wiadomo było oczywiście, kto miał za to zapłacić, czemu miało służyć szukanie największej możliwej liczby osób przechowujących dziennik, jeśli jednak cały ów plan był tworzony przez osoby pokroju Dalimara, to nie należało się w nich doszukiwać logiki.

Zaloguj  •  Zarejestruj

cron