Menu

Partnerzy Specjalni:



  
Avatar użytkownika
Drakar
Żywa Legenda
Nieaktywny
Profesja: Żniwiarz
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 20
Punkty Ducha: 1
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 162
Dołączył(a): 01 maja 2014, 17:03
Drakar

Las Tengu

Postprzez Drakar » 18 gru 2014, 13:43


Las Tengu


  Las Tengu — zwany także zakazanym lasem, lasem duchów, lub lasem demonów. Znajduje się w południowo-wschodniej części wyspy. Jest on średniej wielkości lasem mieszanym, który wiecznie spowija mgła.
  Jedna z legend głosi, że jest on zamieszkany przez demony, które strzegą jego tajemnic, inna zaś mówi że w lesie tym żyją złe duchy, zabijające każdego, kto wkroczy do ich królestwa. Jaką tajemnice skrywa ten las, nie wie nikt, gdyż każdy kto przekroczył jego granice, już nigdy nie powrócił. Nawet należące do pasterzy zwierzęta boją zbliżać się do granicy lasu, a psy często warczą i uciekają z podkulonym ogonem.
  Jedyną osoba która przeżyła w tym lesie był jeden z najznamienitszych samurajów z klanu Nori, jednak to co wyszło z tego lasu niczym nie przypominało dawnego bohatera. Jego oczy były pełne strachu, a on sam nie był w stanie powiedzieć nic sensownego. Świadkowie mówili że bał się nawet własnego cienia i ciągle skarżył się na głosy w jego głowie. W efekcie nie wytrzymał i popełnił samobójstwo.

Zatem, drogi podróżniku, czy jesteś pewien, że chcesz tam wchodzić?

Avatar użytkownika
Antymag
Support
Support
Profesja: Antymag
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10
Korony: 20
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 147
Dołączył(a): 04 kwi 2015, 15:45
Antymag

Re: Las Tengu

Postprzez Antymag » 22 kwi 2017, 10:32

  Las Tengu zwany był zakazanym nie bez powodu. Od zawsze czaiły tam się przeróżne licha gotowe porwać ludzi, pozbawić ich głów, jelit, genitaliów, czy innych kluczowych dla życia wnętrzności. Jedni prawili, że są tam starożytne demony, które upodobały sobie porywanie samotnych wędrowców, inni twierdzili, że za wszystkimi temi strasznymi historiami stoją najzwyklejsi bandyci. Byli tacy, który wierzyli w to, że są tam Pierwsi, inni uznawali, że to miejsce jest siedzibą wyjątkowo paskudnego kultu Onych.
  Tak na prawdę było tam mnóstwo rzeczy, przede wszystkim drzew, od których więcej było tylko liści. Były tam zwierzęta. Jedne uciekały przed drugimi, drugie goniły jedne, a trzecie były padlinożercami i czekały aż drugie odstąpią od pierwszych. Przy ziemi rosły krzewy, grzyby, raz na jakiś czas jedno drzewo upadło, bo porażony błyskawicą pień nie był w stanie wytrzymać ciężaru zielonej korony, która upadała na posadzkę leśnego dworu niczym złoto spadało z głowy umierającego króla.
  Był też tam wędrowiec, a właściwie wędrowcy w liczbie nie aż tak znowu mnogiej, bo było ich pięciu. Dwóch mężczyzn odróżniających się od siebie wiekiem, choć wyglądem już nie do końca. Każdy z nich dzierżył włócznię, ubrany był w skórę, na plecach niósł toboły, a przy pasie miał siekierę. Ojciec i jego syn. A skoro była już głowa rodziny i jej szyja, to przyszła pora na jej genitalia i rosnące jeszcze latorośle. Bowiem podróżnikom towarzyszył młodszy syn, który nie osiągnął jeszcze wieku dorosłości, a dopiero powinien zacząć naukę u jakiegoś rzemieślnika. Nie posiadał bronii. Obok niego szła pani matka, trzymając w dłoniach zawiniętego w ubrania najmłodszego członka kompanii. Kroczyli spokojnie, choć nie spacerowym tempem. Rozmawiali ze sobą żywo, a wyraz ich twarzy nie wskazywał na to, że przeżyli radosne chwile. A cień śmierci rozpościerał się naokoło nich. Oni byli tego świadomi. Co rusz oglądali się na boki, oczekując demonów, które przecież miały czyhać na nich za każdym drzewem, gotowi ich wypatroszyć.
— Nie bójcie się. — Mówił im ojciec. — Nie bójcie się, bo jak sami widzicie, nic tu nie ma.
  Oprócz drzew. I bladego młodzika, który siedział przed nimi na zarośniętej już z dawna drodze, który ich widział, choć oni jeszcze nie widzieli jego. Był osłabiony. W dłoni dzierżył kosę, a ręka jego drżała bez przerwy. Ci, którzy tam podróżowali w jego kierunku, ci biedni chłopi, których pokrzywdził los byli tym, czego potrzebował. Byli tym, co umożliwi mu życie.
  Ratoshi bowiem nie jadł nic od dni prawie już dwóch. Nie jadł, ani nie pił, ani nie pożywiał się w jakikolwiek inny sposób. I wiedział, że jeśli tego nie zrobi dzisiaj, to nie zrobi tego już nigdy. W tym lesie zwierzęta uciekały od ludzi, przerażone ich obecnością, jak gdyby to oni byli gusłami mającymi siać śmierć i zniszczenie. No, w przypadku młodego kostuchy mieli sporo racji. On bowiem ze śmierci i zniszczenia żył. A jego życie kroczyło tam drogą i było co raz bliżej. Lada chwila miało go zauważyć.
Tylko poważne sesje. Ale za bycie zbyt poważnym zabijam.

Avatar użytkownika
Ratoshi
Egzarcha
Egzarcha
Płeć: Mężczyzna
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 7
Dołączył(a): 18 kwi 2017, 9:47
Ratoshi

Re: Las Tengu

Postprzez Ratoshi » 22 kwi 2017, 21:58

*Brrrrrrrr* To żołądek zmęczony głodem odezwał się po raz kolejny, naruszając leśną ciszę. "Cii, mój malutki, nie teraz, wytrzymaj jeszcze chwilę" wyszeptałem sam do siebie i ściągnąłem mięśnie brzucha, by powstrzymać burczenie. Spojrzałem przed siebie. Grupka wieśniaków zbliżała się w moim kierunku i nieśli jakieś toboły. *Może mają w nich jedzenie* pomyślałem, *może się podzielą, mam nadzieję...* łzy zaczęły napływać mi do oczu. *Wyglądają na takich szczęśliwych, też kiedyś byłem szczęśliwy... mamo...* Mimo iż łzy ciekły mi po policzkach powstrzymywałem się od szlochu. Siedząc na środku drogi, płacząc w milczeniu czekałem aż się przybliżą.

Avatar użytkownika
Antymag
Support
Support
Profesja: Antymag
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10
Korony: 20
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 147
Dołączył(a): 04 kwi 2015, 15:45
Antymag

Re: Las Tengu

Postprzez Antymag » 23 kwi 2017, 14:07

  Szczęście było ostatnią rzeczą, która widniała na twarzach podróżującej rodziny. Twarze starszych były zatroskane, a młodszych przerażone. Przerażenie owo zostało tylko spotęgowane, gdy malec pokazał dłonią na kościstą sylwetkę płaczącego chłopca. Ani blady kolor jego skóry, ani kosa, którą miał przy sobie nie zwiastowały niczego dobrego. Piątka zatrzymała się, by najstarszy mógł pomyśleć, co należy teraz uczynić. Najwyraźniej ani zboczenie z traktu, ani ucieczka nie wchodziła w grę, bowiem odezwał się i ruszył w stronę kostuchy. Reszta ruszyła za nim, mówiąc między sobą przyciszonymi głosami. Matka uspokajała swych synów, sama nie będąc pewna tego, co miało się stać za kilka ledwie minut.
  Smutek i strach widoczne u podróżnych dodawały tragizmu temu, co musiało się stać. Wybór, przed którym stałeś był dość oczywisty. Nie tylko żołądek domagał sie nasycenia, ale i ten okropny głód, który towarzyszył Ci odkąd ukończyłeś trening u... Sam z resztą już nie pamiętasz u kogo. Z każdą minutą czułeś jak słabniesz. Pustka, która w Tobie drzemała budziła się i żądała śmierci. Dobrze wiedziałeś o tym, że jeśli nie spełnisz jej zachcianek i nie ułożysz jej do snu, to ona sama się nasyci. A Ty już nigdy nie będziesz musiał płakać.
  Byli już blisko. Na tyle blisko, byś mógł rzucić się na nich i odebrać jedyne, co im pozostało. Na tyle blisko, byś mógł usłyszeć drżenie ich półgłosu, którym wymieniali przepełnione niepokojem uwagi. Przechodzili dalej, tuż obok Ciebie, ignorując Twój płacz. Czuć było, że byli przerażeni. Bali się tego, że gdy tylko spojrzą, Ty wstaniesz i rzucisz się na nich gotów do mordu. Daleko od prawdy nie byli. To była jedyna szansa na to, byś przeżył. Tak, jak zawsze. Albo oni, albo Ty.
Tylko poważne sesje. Ale za bycie zbyt poważnym zabijam.

Avatar użytkownika
Ratoshi
Egzarcha
Egzarcha
Płeć: Mężczyzna
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 7
Dołączył(a): 18 kwi 2017, 9:47
Ratoshi

Re: Las Tengu

Postprzez Ratoshi » 23 kwi 2017, 14:41

Obserwowałem ich. Ich zachowanie i emocje. Z daleka wyglądali na szczęśliwych. musieli być. W końcu byli razem.… Jednak gdy się zatrzymali zauważyłem, ze mój osąd był błędny. *Musieli przejść przez coś strasznego... powinni mnie zrozumieć* pomyślałem i wytarłem łzy. Zaczęli się do mnie zbliżać, zauważyłem, że odbijają trochę na ich prawo by mnie ominąć. Gdy byli parę metrów przede mną, wyciągnąłem lewą rękę, gestem zagradzając im drogę. Zacząłem wstawać, mówiąc " Przepraszam. Macie jedzenie prawda?". Widziałem strach odmalowujący się na ich twarzach, myślałem, ze będą mi współczuć... choć trochę. To nie moja wina, że jestem jaki jestem. "Musicie mieć jedzenie." — wypłakałem, stojąc z wyciągniętą w bok lewą ręką i prawą trzymając kosę pionowo. Mimo załzawionych oczu i błagalnej postawy uważnie obserwowałem ich emocje i mowę ciała, a moje mięśnie były napięte. Gotowałem się do skoku.

Avatar użytkownika
Antymag
Support
Support
Profesja: Antymag
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10
Korony: 20
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 147
Dołączył(a): 04 kwi 2015, 15:45
Antymag

Re: Las Tengu

Postprzez Antymag » 25 kwi 2017, 14:33

Mogłeś teraz obserwować plecy rodziny. Wyglądały jak... Plecy. Były proste, odziane w to samo, co brzuchy, a właściwie w tylną część owego materiału. Rodzina teraz zupełnie zamilkła, nadal bojąc się odezwać. I wtedy, gdy gotowałeś się do skoku, jeden z mężczyzn zauważył, że podniosłeś też swoją kosę. Natychmiast zakrzyknął i odwrócił się. Zaatakował pchnięciem, co było dość logicznym posunięciem. Zmusił Cię do odruchowego odskoku do tyłu. Ojciec w tej chwili dopiero orientował się co się stało, a matka zaczęła biec do przodu, wiedząc, że zaraz za nią popędzi prawie najmłodsza latorośl. Nastała chwila na Twój kontratak.
Tylko poważne sesje. Ale za bycie zbyt poważnym zabijam.

Avatar użytkownika
Ratoshi
Egzarcha
Egzarcha
Płeć: Mężczyzna
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 7
Dołączył(a): 18 kwi 2017, 9:47
Ratoshi

Re: Las Tengu

Postprzez Ratoshi » 26 kwi 2017, 10:11

"Dlaczego?" Zapytałem, puszczając pchnięcie lewym bokiem i wykorzystując pęd chłopaka podciąłem mu nogi by wpadł w przydrożne krzaki. "Dlaczego chcecie umrzeć?" rzekłem jednocześnie rzucając się w pościg za kobietą. Z małym dzieckiem na ręku i zmęczona podróżą nie będzie w stanie zbyt szybko uciekać. Sądząc po płaczu za mną, chłopcu musiała stać się krzywda. *Przepraszam, nie chciałem*, uroniłem łzę. Minąłem zszokowanego ojca i złapałem drugiego chłopca wbijając mu lekko czubek kosy w brzuch. "Stój kobieto, albo twój syn zginie! I wracaj tu natychmiast! Wy dwaj rzućcie broń i kopnijcie ją w moją stronę. Bez żadnych sztuczek. A ty szczeniaku szarpnij się, jeszcze raz, a będzie to twój ostatni podryg na tym świecie". Wiatr zaszumiał złowrogo.


Antymag wyrzucił 1d100:
29

Avatar użytkownika
Antymag
Support
Support
Profesja: Antymag
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10
Korony: 20
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 147
Dołączył(a): 04 kwi 2015, 15:45
Antymag

Re: Las Tengu

Postprzez Antymag » 01 maja 2017, 11:39

  Dwójka Cię nie słuchała. Być może uważali Ciebie za potwora, którym przecież, chcąc czy nie, byłeś. Uniknąłeś pchięcia z łatwocścią. Ani włócznie nie były zbyt poręczną bronią, jeśli chodzi o walkę we względnie otwartym terenie, ani ci, którzy nią władali nie należeli do zawodowców. Jednak każdy popełnia błędy. I ty takowy popełniłeś, ignorując zupełnie głowę rodziny, która koniec końców taka zszokowana nie była. Kiedy tylko poderwałeś się do biegu, najstarszy z przeciwników zamachnął się drzewcem trafiając prosto w Twój brzuch, pozbawiając Cię na chwilę tchu. Ci, którzy nie byli uzbrojeni oddalali się tylko coraz bardziej. Ojciec zaczynał kolejny zamach od góry, celując najprawdopodobniej w Twoją czaszkę, by pozbawić Cię przytomności. Syn natomiast wstawał z ziemi, na którą go posłałeś.
  Dzień był pochmurny. Być może niedługo spadnie na ziemię deszcz, zmywając z niej krew poległych. Być może też chmury postanowią zostać na swoim miejscu, przysłaniając Słońce. Pewne w pogodzie tamtejszego dnia było jedno — Nie było wiatru.


Spoiler:
Tylko poważne sesje. Ale za bycie zbyt poważnym zabijam.

Zaloguj  •  Zarejestruj

cron