Menu

Partnerzy Specjalni:



  
Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Kociebor » 14 kwi 2017, 10:38

  Potężna twierdza stojąca u wyjścia portu będącego jedyną drogą na Nagate. Wielkie barki i kogi obładowane tonami surowców wyruszały z tego miejsca do różnych miejsc cesarstwa. Część surowców natomiast wprost na eksport.
Wielki kamienny wał chronił port przed falami. Na jego końcu znajdowała się siedziba Namiestnika. Kamienne mury kontrastowały z bambusową infrastrukturą portu oraz drewnianymi pokładami gigantycznych Baochuanów zakotwiczonych w oddali. Wokół wielkich okrętów uwijały się niczym mrówki malutkie dżonki.
Od razu rzucał się w oczy wschodni styl budowania w każdym z budynków fortyfikacji. Nieco inaczej wyglądało to w samym porcie gdzie można było dostrzec innego typu budowle. Potężne wierze były wyładowane dziesiątkami dział zdolnymi rozprawić się z każdą jednostką próbującą wydostać się z portu. Choć postawiona na kamiennym murze zabudowania powyżej były już drewniane, głównie sosnowe. Mimo militarnego charakteru twierdza była dziełem sztuki radującym oko. O tej porze w nocy zamek wyglądał niesamowicie. W lustrze wody odbijała się jego wielka sylwetka pośród dziesiątek gwiazd.


Kliknij, aby powiększyć



  Kruk miał nie łatwe zadanie, musiał przeniknąć do środka, wyeliminować jednego z oficerów i wyjść z tego żywy. Miał jednak czas, na wykonanie tego zadania przydzielono mu prawie miesiąc. Nie musiał się spieszyć ale dzisiejsza noc wprost zachęcała do udania się na mały rekonesans.

  Nagito Fuchida nie był zbyt wysoko postawioną osobą, za tym zleceniem nie stało najwyraźniej nic innego jak zemsta. Furia męża któremu przyprawiono rogi a który ma odpowiednie znajomości i pieniądze. Pieniądze były tą istotniejszą kwestią, takie zadanie kosztowało wiele, bardzo wiele. Za głowę Fuchidy dawano przeszło 300 koron , tyle co za konia. Nie można było przejść obok tego obojętnie ale jednak wiązało się to z ogromnym ryzykiem. Zleceniodawca podał też dość dużo szczegółów z życia celu. Lepiej było może ni wnikać w jaki sposób wyciągnął ze ze swojej niewiernej żony.
W każdym razie wyglądało na to że ten miał patrole w pobliżu grobli co drugi dzień. Miał pod sobą 6 ludzi z czego 2 łuczników czyli typowy tutaj oddział.
Resztę czasu spędzał na zamku słusznie spodziewając się odwetu... Cóż mógł o tym pomyśleć zanim wychędożył żonę członka Kompani Handlowej w Ministerstwie Wody. Po cóż jednak załatwiano to takimi drogami zamiast oficjalnie? Odpowiedz jest prosta, honor rodziny. Trzon musiał utrzymać pozory przed innymi. Nie można było narazić opinii rodu na szwank, co nie dało Shigeru za dużego wyboru jeśli chodzi o sposób rozwiązania sprawy.

  Księżyc leniwie wstawał nad horyzontem a niebo było prawie bezchmurne. Miała to być zimna noc, klimat wyspy potęgował tylko efekt kończącej się pory roku. Nim wiosna rozkwitnie w pełni minie jeszcze trochę czasu. Zabójca ukrył się w lesie przed groblą w skupieniu omiatając twierdzę wzrokiem, szukając jakiejkolwiek możliwości spenetrowania jej.
Czekał... dziś był dzień w którym Nagito miał swój patrol. W oddali brama otworzyła się i odział wyszedł równym krokiem. Formacja składała się z dwóch łuczników z tradycyjnymi łukami yumi o długim górnym ramieniu oraz czterech zbrojnych w naginaty pieszych. Oficer miał przy boku miecz a jego pancerz wyglądał o wiele porządniej niż pozostałych. Ku przerażeniu zabójcy oficer na czele nie był jego celem. Kruk poczuł jak przyśpiesza mu tętno. Miał to być ledwie rekonesans a tutaj okazuje się że jego ofiara nawet się nie pojawia.
Kruk musiał teraz podjąć decyzję co dalej z tą patową sytuacją. Słońce zaszło dwie godziny temu więc miał prawie całą noc na nowy plan.
Obrazek

Avatar użytkownika
Kruk
Człowiek
Człowiek
Miano: Tatsuya
Profesja: Zabójca
Płeć: Mężczyzna
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 3
Dołączył(a): 12 kwi 2017, 19:54
Kruk

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Kruk » 14 kwi 2017, 11:32

Mężczyzna w czerni ubrudził swoją twarz pyłem z ziemi, aby za bardzo nie wyróżniała się w kompletnych ciemnościach. W lesie, takim gęstym skupisku drzew, łatwo byłoby wypatrzeć jasnoszarą skórę, więc należało temu zapobiec. Kruk kucnął za pniem jednego z drzew, przyglądając się ze spokojem twierdzy.
Rekonesans stanowił zadanie znacznie trudniejsze, aniżeli samo wykonywanie zadania. Decydował on bowiem o sposobie przeprowadzenia akcji. W grę wchodził ekwipunek, którego należałoby użyć, mocne i słabe strony fortecy, trasy patroli... Miał co prawda dużo czasu, ale zawsze najlepiej było działać jak najszybciej. Inaczej cel — choć w wypadku Kruka, on nazywał ich trupami, ponieważ starał się zawsze wypełniać zlecenia z sukcesem — mógł przenieść się do innego miejsca albo wzmocnić ochronę. Ciężki to był orzech do zgryzienia, oj ciężki.
Zemsta była częstym powodem nasyłania na siebie nawzajem zabójców. Tatsuya nie przepadał za wypełnianiem takich zleceń, gdyż uważał, że są pozbawione większego sensu i wyższego celu. Tu jednak wchodziła w grę niemała — jak dla Szarego — sumka, która pozwoliłaby mu na wykupienie lepszego ekwipunku czy innej kryjówki niż pokoje w zawszonych zajazdach.
Nagle brama otworzyła się; zabójca odruchowo schylił się jeszcze niżej, niż było to potrzebne. Wytężając wzrok, dojrzał czterech żołnierzy piechoty oraz dwóch łuczników. Krew zaczęła mu buzować w żyłach, gdy ujrzał oficera. Zdziwił się, widząc oficera. Szczerze mówiąc, liczył na to, że jego trup opuści fortecę — byłby to przejaw skrajnej głupoty, ale zabójca zakładał, że taki będzie minister. Ale oficer... Oficer to ciężka sprawa. Zawsze są to osoby lepiej wyszkolone, mają lepsze zmysły niż przeciętny wojskowy. Nie żeby Kruk obawiał się wykrycia, ale gdyby doszło do starcia z nim, podczas gdy ten nosiłby tak solidną zbroję, nic by mu nie zrobił. Żołnierze mieli zazwyczaj pancerze albo zużyte, albo za własne pieniądze, przez co często łatwo było znaleźć luki. Ale oficerowie już nie. Do tego miecz, który w zwarciu był bardziej zabójczy niż długa broń piechoty, nadająca się do powolnych ruchów.
Mężczyzna przypadł do ziemi i począł obserwować trasę oddziału, decydując się podjąć ten krok jako pierwszy. Nie spuszczając z nich wzroku, zaczął się czołgać, delikatnie przesuwając łokciami przed sobą po ziemi, aby odsunąć wszelakie patyczki i inne przeszkody. Najpierw będzie śledził oddział Nagity, potem zajmie się innymi patrolami i fortecą.
Noc Kruka czas zacząć.

Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Kociebor » 15 kwi 2017, 0:56

  Kruk zakamuflował swoją twarz, szarawa skóra nie rzucała się już tak w oczy niemniej pył szczypał nieco. Po oględzinach twierdzy można było dojść do jednego. Jedynym sposobem na ciche dostanie się do środka jest grobla, była jeszcze możliwość wykorzystania systemów kanalizacji. Kontynentalne wykusze nie mogły się równać z poziomem higieny Cesarstwa. Był jednak haczyk, zapewne w tunelach z kanalizacją znajdują się kraty. Jakby tego było mało wejście było w całości w wodzie. Koniecznym było by dopłynięcie tam od strony portu.
Jeśli chodzi o groblę nie było możliwości zakradnięcia się. Może gdyby udało się znaleźć dobry moment i wspiąć do góry zanim ktoś zareaguje. Ukrycie się na dachach twierdzy było już o wiele prostsze dzięki ich wytwornemu kształtowi. Bramy sforsować z marszu jednak nie szło. Jeśli Kruk chciał znaleźć się w środku musiał coś wymyślić.
W tym czasie brama otworzyła się a Zabójca przypadł do ziemi. Był niewykrywalny, tym bardziej że nikt nie spodziewał się ataku w takim miejscu. Najciemniej zawsze jest pod latarnią. Któż byłby takim głupcem żeby posunąć się do ataku tuż przy tam mocno obsadzonym punkcie.

    Tętni przyśpieszyło a Kruk poczuł jak jego ciało przygotowuje się do walki. Wnętrza dłoni zaczęły lekko się pocić żeby zwiększyć przyczepność. Oddech przyśpieszył i stał się płytszy.

    Mordercę gdy zorientował się iż na czele oddziału znajduje się oficer. Spodziewając się ministra czy innego polityka miał aktualnie problem dotyczący uzbrojenia. Przebicie się przez oficerski pancerz nie należało do najprostszych. Inne materiały i inny kunszt wykonania. Zwykłe pancerze były wykonywane masowo, te dla oficerów były dostosowane do użytkownika. Na szczęście dla zabójcy już broń drzewcowa powinna się przez takową swobodnie przebić.

  Ruszył śladami patrolu obserwując go z ukrycia cicho się czołgając. Nie musiał odchodzić zbyt daleko. Patrol dotarł do granicy zabudowań portu po czym skręcił w prawo wykonując obchód dojścia do nasypu. Minęli czyhający w mroku cień i udali się w stronę plaży. Po dwustu metrach zawrócili i ruszyli z powrotem w stronę grobli. Można było jednak ostrzec że są zaniepokojeni. Podobnie obrali inna niż zwykle trasę co budziło niepokój. Coś było tu bardzo nie tak. Okazało się jednakże że kryjówka była bardzo dobra przynajmniej przy zdolnościach do Kamuflażu Kruka. Był na tyle blisko by usłyszeć ich słowa:
— Ten buc Fuchida od kilku dni był jakiś dziwny ale teraz przeszedł sam siebie. Ja rozumiem lęk przed patrolem ale u diabła wykrzyczeć samemu generałowi że nie zamierza się wykonać swojej wachty zasłaniając się przeczuciem. —
— Takiej zabawy nie było tutaj od czasu jak stary Fujimoto zastrzelił jedną z szarych kurw. —
-Albo od wizyty tych magów z Initium ale srał na to pies, uważam że Arata będzie lepszym dowódcą. —
— Dla ciebie może tak ale on już nie przymknie oka na tyle rzeczy, młody ambitny, chce zmienić świat. Szlag by takich jak on. Jak mam chlać sake jak on ciągle nadmą siedzi. —
— To proste nie chlej albo spróbuj znaleźć kryjówkę w zamku. Ponoć w piwnicy jest kilka nieużywanych pomieszczeń. Teraz chyba składują tam ten kolorowy kryształ ale miejsca starczy, byle tylko Masaru poczęstować też czymś i nas wpuści. —

odpowiedział mu rechot — Gdyby stary Fuchida wiedział co planujemy chyba by się zesrał z zazdrości. Czeka go każdy kolejny patrol aż do usranego świtu. Może jak do świtu będzie kursować w te i we wte to wybije sobie z głowy tę szopkę. —

    Godzinę później pojawił się już wyczekiwany oficer, zmierzał groblą w stronę Kruka z wymęczoną brakiem snu twarzą. Było widać na jego obliczu głęboki smutek. Było w nim coś tęsknego, jakby stracił część duszy. Jego oddział wyglądał podobnie ale łuczników zastąpili strzelcy. Dało się też odczuć pewny rodzaj pogardy od jego podopiecznych. Jeszcze kilka minut i będzie na rozstaju. Można było podziwiać jego kunsztowny pancerz noszący jednak mocne ślady użytkowania. Twarz była odsłonięta, to była idealnie ta szansa by pozbyć się problemu. Wszystko zależało od mordercy a sekundy mijały. Serce waliło mu jak młot, mógł kontynuować rekonesans lub spróbować wykonać misję od razu przy pierwszym podejściu, miał wiele wiele możliwości.

// rzucę kostką, jak trafi parzystą idzie w lewo, jak nieparzysta w prawo
Kociebor wyrzucił 1d100:
92
Obrazek

Avatar użytkownika
Kruk
Człowiek
Człowiek
Miano: Tatsuya
Profesja: Zabójca
Płeć: Mężczyzna
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 3
Dołączył(a): 12 kwi 2017, 19:54
Kruk

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Kruk » 15 kwi 2017, 10:16

Jak było widać, żołnierze nie pałali miłością do Fuchidy. Mówili o nim jak o jakimś podrzędnym śmieciu; najwidoczniej nie był tu zbyt popularny. Szczerze mówiąc, po części rozumiał wojskowych — tylko fiut posuwa czyjąś kobietę.
Tatsuya oczyścił umysł. To nie była jego sprawa, kto co kiedy zrobił. On miał jedynie zadanie zabicia Fuchidy i na tym powinien się skupić. Coś wciąż jednak gryzło zabójcę — dlaczego trasa powrotu była inna niż trasa wyjścia tego patrolu? Czyżby było za mało żołnierzy?
Po godzinie czuwania z twierdzy wyszedł kolejny patrol, na czele którego stał... Jego trup. Kruk uśmiechnął się szeroko za maską, nie dowierzając, że gość jest aż tak wielkim cymbałem. Szczęście się do niego uśmiechnęło, jego twarz była odsłonięta... A jednak Tengu postanowił czekać. Jeśli rzuciłby nożem i chybił, byłby spalony, a jego cel uciekłby w inne miejsce albo podwoił ochronę. Jeśli by trafił, musiałby uciekać; wątpił, że nawet żołnierze, którzy nienawidzili Fuchidy, siedzieliby cicho po czymś takim. Działanie bez planu i odpowiednich kalkulacji miało osiemdziesiąt procent szans na niepowodzenie. Wolał więc poczekać, a potem wrócić pod twierdzę i poszukać odpowiedniego wejścia do fortecy. Wróciłby następnej nocy i zaatakował.
Z drugiej strony, strzelcy mieli jedną szansę na ustrzelenie napastnika, ponieważ musieli następnie przeładować broń, co dałoby mu czas na zabicie ich dwóch. Piechota byłaby nieco trudniejsza do zdjęcia — musiałby zabić ich jeden po jednym, zbliżyć się do nich. Oddział wyglądał na przymulony... A więc jednak Kruk miał szanse.
Zdecydował się mimo wszystko poczekać. Podążał dalej za oddziałem, oddalony od nich nieco, obserwując co się stanie...
//przydałby się jakiś schemat fortecy, bo pogubiłem się trochę z tymi opisami :v

Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Kociebor » 16 kwi 2017, 10:09

Mapa trasy pierwszego oddziału:

Kliknij, aby powiększyć

Mapa aktualnej pozycji (na początku tego posta):

Kliknij, aby powiększyć



  Zabójca oczyścił umysł, skupiał się nad tym czemu zmieniono trasy. Być może mieli za mało żołnierzy, być może było to spowodowane terenem, a być może paranoja trupa jednak trochę udzieliła się wszystkim.

  Trup ruszył ścieżką powoli rozglądając się po okolicy. Oddalał się od grobli maszerując cały czas prosto. Nerwowe zerknięcia jego zmęczonych oczu miały w sobie coś tragicznego, żołnierze w oddziale sądząc po zmęczeniu także wykonywali karne zadanie. Widać było ich rezygnacje... rezygnacje, zmęcznie... i także nerwowe rozglądanie się. Tatsuya podążał za nimi. Widział swojego trupa na tle morza. Wiatr był spokojny, fale leniwie nacierały na wybrzeże, ponawiając swój odwieczny atak, nasypując kolejne warstwy złotego pyłu. Nagito spojrzał w stronę lasu a w jego oczach odbiło się światło księżyca. Tengu mógł dojrzeć w jego oczach paniczny strach który widział wpatrując się w ciemność. Miał szansę dopaść trupa ale oczekiwał w napięciu.

  Jak się okazało całkiem słusznie, usłyszał trzask łamanej gałązki a w lasku za nim dostrzegł przyczajoną sylwetkę. Cesarski shinobi najwyraźniej miał za zadanie z cienia osłaniać nielubianego dowódcę. Więc jednak generał wolał dmuchać na zimne i wysłał nieco większą obstawę nieposłusznemu oficerowi. Ninja zbliżał się powoli stąpając teraz znacznie ostrożniej. Miał na sobie czary strój, jedyną widoczną częścią ciała były oczy. Na plecach miał przewieszoną małą katanę w jednolicie czarnej pochwie. W prawej ręce ściskał małą kuszę. Widać było że bierze swoją pracę na poważnie. Jego przekrwione oczy przeszukiwały teren. Jeśli Kruk będzie dalej ścigać trupa była szansa że go zauważy. Podobnie przy natychmiastowym odwrocie przechodząc przez ścieżkę musiał zostać zauważonym. Był w pułapce a schinobi z każdą chwilą podkradał się bliżej. Można było dostrzec że ma podobną technikę co Tatsuya jednak był o wiele gorszy. Wyglądał na nowicjusza, jego ubranie było całe mokre. Wydawało się że w takim razie musiał zamoczyć cięciwę kuszy ale po co trzymałby ją w takim razie w gotowości. Ninja musiał mieć skrytkę na brzegu aby tego dokonać. Sytuacja była bardzo dziwna. Wyglądało na to że Cesarska Armia jest bardzo dobrze przygotowana nawet gdy sytuacja jest niepewna.


// Nie ważne jaka akcje wykonasz rzuć kostką [dice]tu wstaw[/dice] 1d100
Test kostki
Kociebor wyrzucił 1d80:
75
Obrazek

Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Kociebor » 01 lip 2017, 20:11

Rok 1526 Późne lato

  Ichizo znajdował się w swojej komnacie po południowej stronie budynku. Na zewnątrz szalała burza. Letni monsun dawał się w znaki. Było gorąco i bardzo parno. Gigantyczne statki stały na redzie. Zbyt wielkie by schronić się w porcie utrzymywały swoje ogromne kadłuby na przybrzeżnych wodach z dala od zdradzieckich raf. Tutaj na wyznaczonych miejscach mogły ustawić swoje kotwice i czekać. Ogromne kamienne koła utrzymywały je na dnie. Osłaniał je też wysunięty cypel o który rozbijały się fale. Wiatr jednak nie był zbyt silny. Silne za to były opady. W głębi wysp szalały teraz ogromne osunięcia błotne. To była definicja fatalnej pogody.
  Wszystkie mniejsze jednostki pochowały się w porcie, dotyczyło to też floty Nadzorcy. Jego wielki okręt i 10 mniejszych korzystały z wypoczynku w dokach i uzupełniały zapasy oraz przeprowadzały potrzebne naprawy. Teraz Diabeł mógł odpocząć. Mógł przez chwilkę być sobą. Zając się czymś co lubił. Wypocząć... Napić się... albo poczytać. W taką pogodę ktokolwiek próbował by uciekać z wyspy skazywał się na śmierć. Żadna łajba sklecona tutaj nie miała szans wytrzymać czegoś takiego na pełnym morzu.
Ichiro mógł delektować się najlepszym sake prosto z Shihon.
  Wtedy wszystko się zaczęło. Najpierw usłyszał nerwową bieganinę i tupot wielu nóg. Potem usłyszał jak ktoś biegnie. Odgłos śpieszącej się osoby zbliżał się szybko i po chwili ustał wprost pod jego kwatery.
Wtedy usłyszał nerwowe walenie w drzwi — Dowódco! Dowódco! Port!
Obrazek

Avatar użytkownika
Ichizo
Krwawy Nagate
Człowiek
Miano: Ichizo Horigome
Profesja: Dowódca
Płeć: Mężczyzna
Korony: 120
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 32
Dołączył(a): 30 cze 2017, 12:20
Ichizo

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Ichizo » 01 lip 2017, 20:38

Jeśli ktoś zostałby poproszony o podanie definicji fatalnej pogody, to tegoroczny monsun byłby bezsprzecznie najlepszą. Deszcz, lawiny błotne, deszcz, burze, deszcz a do tego skwar z pewnością dawały się we znaki wszystkim mieszkańcom wyspy. W swojej komnacie Ichizo odczuwał to nawet mocniej, wszak nagrzane ściany nie dawały mu wytchnienia, a skomponowane z cudami pogodowymi na zewnątrz potrafiły doprowadzić do szaleństwa. Nie przeszkadzało to jednak dowódcy Karmazynowych w wyrzuceniu nóg na stół i popijaniu z miseczki swojej sake z Shihon. Pal licho, że ciepła, lepszego trunku ze świecą na wyspach szukać. Wybitnie jednak ciężko było mu się dzisiaj upić. A nie ma co ukrywać, że próbował już od dłuższego czasu. Pogoda odwalała za niego ostatnio prawie całą robotę, wszak przy takich warunkach nie szło wypłynąć w morze, ze zgodą namiestnika lub bez niej. Cóż więc może robić wojskowy pozbawiony zajęć? Poszukać dziewcząt? Na pewno nie tutaj. Ilość rozrywek ograniczyła się więc do picia i czytania, a że jednej z tych czynności oddawał się namiętnie już jakiś czas, postanowił wstać i poszukać czegoś do czytania. Przeczesując regały natrafiał jednak na książki dawno już przez niego przeczytane: książki traktujące o geografii państw kontynentu, słowniki językowe, wyspiarskie opowiadania ludowe a nawet, poradnik wędkarski. Wszystko to dawno temu zostało przeczytane i to najprawdopodobniej kilka razy.
-Muszę poprosić, żeby przysłali mi tu coś nowego. Powiedział zrezygnowany Ichizo drapiąc się po głowie. Pozostawało mu więc ponownie usiąść za biurkiem i wpatrywać się w sufit do czasu aż nie zmorzy go sen. Wyrzuciwszy ponownie nogi na stół, sięgnął po butelkę po czym w przypływie niezwykłej pomysłowości stwierdził, że nie ma sensu marnować czasu na polewanie jej zawartości do miseczki i należy ową butelkę rozpracować jak na żołnierza przystało. Zbliżył butelkę do ust lecz nie zdążył jej do końca przechylić, gdyż z korytarza usłyszał odgłosy kroków. Odgłosy wielu kroków lecz jego zainteresowały konkretnie te, które w szybkim tempie i z coraz większym łoskotem zbliżały się do jego komnaty. Nagle zaskoczyło go gwałtowne łomotanie w drzwi i wezwanie jakiegoś człowieka. Zaskoczony i wciąż trzymający butelkę przy ustach Ichizo krzyknął: Właź do cholery!

Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Kociebor » 02 lip 2017, 15:28


Po zanalizowaniu całkowitego braku nowości w swoim księgozbiorze. Na dziewczyny iść nie mógł z uwagi na bardzo uboga ilość normalnych ludzi na wyspie. Z kobiet były tu głównie żony i córki namiestnika i generałów. Wszystkie one poza zasięgiem Dozorcy. Sączył więc ciepłe sake delektując się smakiem nieco zbyt gorącego napoju. Teraz nawet w piwnicach było gorąco. Jedynym w miarę chłodnym miejscem były znajdujące się pod ziemią jaskinie. I to te położone na średniej głębokości. na większej głębokości aktywność geologiczna dawała już się we znaki.
  Gdy tylko nakazał wejść, to pokoju wpadł młody oficer, z tego co pamiętał dowódca jednego zgrupowania mniejszych jednostek. Miał pod sobą dwie łodzie ale wszyscy pamiętali go jako bardzo porywczego. Nie raz zdarzało się że rwał się do roboty kiedy inni podchodzili co najmniej sceptycznie. uwielbiał żeglować w każdych warunkach. Nic z resztą dziwnego biorąc pod uwagę za co został tu przeniesiony, mianowicie za notoryczne ignorowanie poleceń przełożonych o zakazach wypływania wskutek czego zginęło 10 ludzi. Jego akta były pełne wręcz samobójczego ruszania na zgrupowania pirackie znacznie mniejszymi siłami. Trzeba było mu za to przyznać że był skuteczny w swojej roli. Dokonał abordażu stworzonego przez piratów na szybko brandera (trzeba zaznaczyć już podpalonego) i skierowaniu go w stronę ich okrętów. W wyniku tego działania stracił ponad połowę oddziału (biedacy spłonęli żywcem) ale udało mu się zatopić wrogą kogę. Dowództwo chcąc uniknąć kolejnych incydentów jakkolwiek skutecznych postanowiło odesłać go na tę przeklętą wyspę. Cóż można było o nim rzec, momentami formalny do przesady, czasem wręcz zbyt nachalny, pozbawiony wyczucia ale skuteczny. Od czasu przeniesienia wykonujący rozkazy bez szmerania choć widać że gdy pozostawić mu wolną rękę jego impulsywna natura daje się we znaki.
  Teraz jednak ważniejszym było to co miał do powiedzenia — Port płonie! — Wysapał, widać było iż biegł tutaj najszybciej jak się dało, do tego był cały mokry. — Moje jednostki wyprowadziłem z portu raz z dwoma pobliskimi, ich załogi gaszą pożary na reszcie. Myśmy ratowali pozostałe okręty. Stoimy przy grobli na kotwicach. — Mówił szybko i chaotycznie do tego co zdanie pluł wodą. Potem dyszał przez kilka chwil i już z większa składnią dodał — Dowódco, wiem że wyprowadziłem statki bez zgody ale tylko tak mogliśmy je ratować.
Obrazek

Avatar użytkownika
Ichizo
Krwawy Nagate
Człowiek
Miano: Ichizo Horigome
Profesja: Dowódca
Płeć: Mężczyzna
Korony: 120
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 32
Dołączył(a): 30 cze 2017, 12:20
Ichizo

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Ichizo » 02 lip 2017, 19:19

Nieco otępiała mina i butelka sake wciąż trzymana na wysokości ust. Mniej więcej w ten sposób zareagował kapitan, na nagłe wtargnięcie i alarmujące informacje przybyłego podkomendnego. Starał się uporządkować nieco gonitwę myśli, która niczym burza na wyspie, spowodowała absolutny rozgardiasz w jego głowie. Z pewnością nie pomagała też opróżniona do połowy butelka sake trzymana w ręce. Wpatrując się jeszcze chwile w zadyszanego marynarza, Ichizo przechylił butelkę i pociągnął potężnego łyka, krzywiąc się chwilę potem. Ta pogoda nawet taką wódkę potrafi spierdolić. Powiedział, wciąż się krzywiąc. Szybkim ruchem zrzucił nogi ze stołu, wstał, poprawił miecze i szybkim krokiem dzierżąc flaszkę w ręce ruszył w stronę drzwi. Mijając zdyszanego kamrata, wręczył mu flaszkę, wciskając mu ją w pierś i rzucając krótko: Zimniejszej tutaj nie znajdziesz, uwierz. Wciąż idąc szybkim krokiem wypadł na korytarz twierdzy kierując się w stronę portu. Był to człowiek, który miał tendencje do denerwowania się, lecz nigdy nie wybuchał niekontrolowanym gniewem i agresją. Częściej zasypywał okolicę gradem przekleństw i krzyków. Incydenty owe charakteryzowały się jednak zawsze pełną kontrolą. Maszerując dziarskim tempem, Ichizo myślał o kilku rzeczach. Myśl o płonącym porcie i przyczynie zaistniałej sytuacji, awansowała z trzeciego miejsca na pierwsze, pokonując rzeczy pierwszej potrzeby takie jak: posmak ciepłej wódki, oraz brak jakiejkolwiek zimnej w okolicy. Zbliżając się w kierunku portu, Ichizo odczuwał coraz mocniejszy zapach dymu. Przyspieszył kroku jeszcze bardziej, by jak najszybciej zobaczyć cóż takiego dzieje się w porcie, oraz jak bardzo rozległy jest pożar.

Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Kociebor » 03 lip 2017, 0:19

  Zaiste taka pogoda potrafiła spierdolić nawet tak dobrą wódkę ale młodemu oficerowi to nie przeszkadzało jak widać ponieważ łyknął sobie solidną ilość. Chwile potem ruszył za dowódcą który szybkim krokiem przemykał właśnie przez korytarz. Mijali dziesiątki drzwi a z części z nich wybiegali w pośpiechu żołnierze ubierając się szybko. najwyraźniej ogłoszono pełną mobilizację. Chwilę potem zaczęły bić gongi i dzwony. Na korytarzach zaroiło się od ludzi. Ichizo na szczęście był już na dziedzińcu. Brame otwarto na oścież i było z niej dobrze widać groblę. Ponad murem twierdzy poprzez niebo sięgała wielka czarna smuga na tle gwiazd. Dopiero się podnosiła niczym wielki smok próbując dosięgnąć wiszący na środku nieba księżyc.
  Po przejściu przez bramę kapitan mógł dostrzec swoją flotę. Cztery małe statki stały na kotwicy przed nim a w oddali szalał pożar. Wielkie słupy ognia trawiły prawie całą infrastrukturę. Najmocniej paliła się część cywilna po lewej gdzie znajdowały się nieliczne małe jednostki rybackie. Uratowała się ledwo jedna mała łódź podczas gdy resztę zajął ogień. Część ta paliła się najmocniej ponieważ gasiło ją ledwie kilku szarych. Cały tamtejszy pomost i rozwieszone sieci buchały wysoko płomieniami. Wielu rybaków skakało do wody wiedząc że nie uratują swoich statków. Inni walczyli dalej skacząc potem w płonących szatach gdy tylko dosięgały ich płomienie. Środkowa część wojskowa miała się prawdę mówiąc średnio. Największy okręt uratowało najwyraźniej wycofanie się części małych jednostek. Pożar dzięki temu nie rozprzestrzeniał się. Natomiast reszta statków będąca bliżej części rybackiej płonęła. Płonęły też stacje załadunkowe za nimi i doki serwisowe poprzez nie pożar się rozprzestrzeniał. W najlepszym stanie była część z okrętami przeładunkowymi do transportu rudy jako że do jej ochrony skierowano większość żołnierzy. Ci zajmowali się ratowaniem magazynów, żurawi, dźwigów i wszystkiego co było potrzebne by barki były w stanie przenieść rudy na ogromne transportowce na redzie.
  Nocne niebo rozjaśniła eksplozja gdy pożar dotarł do jednego z magazynów. Prawdopodobnie były to właśnie zasoby prochu na co wskazywało położenie budynku w strefie serwisowej marynarki. Płonące szczątki poleciały w niebo zapalając za nimi slumsy szarych. Chwilę potem pożar zaczął zajmować miasto trawiąc wszystko na swojej drodze. Bambusowe domy były łatwym celem dla wygłodniałych płomieni.
Aktualnie można było to podsumować następująco z sześciu pomostów dla dwóch nie było już ratunku, trzeci był prawie cały spalony a okręty na nim były w płomieniach z wyjątkiem dwóch które zdołały się ewakuować. Pomost czwarty na którym były dwa małe i statek samurajski był w połowie ewakuowany. To znaczy małe już uciekły a duży okręt szykował sie do odpłynięcia. Z uwagi na odłamki bano się rozwijać żagle i używano wioseł. Znajdująca się dalej część magazynowa rudy była w całości najlepiej chroniona. Pomosty 5 i 6 w całości nietknięte prawie w ogóle, najlepiej chronione. Z tyłu właśnie zapaliło się miasto. Pożar może dosięgnąć nawet okolicznych lasów.
Obrazek

Avatar użytkownika
Ichizo
Krwawy Nagate
Człowiek
Miano: Ichizo Horigome
Profesja: Dowódca
Płeć: Mężczyzna
Korony: 120
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 32
Dołączył(a): 30 cze 2017, 12:20
Ichizo

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Ichizo » 03 lip 2017, 10:15

Sytuacja wyglądała dużo gorzej niż mógł się tego młody kapitan spodziewać. Zewsząd buchały płomienie. Płonęły statki, pomosty, ludzie. Jakby tego było mało chwilę po przybyciu Ichizo, wybuchł wojskowy magazyn z prochem. Najprawdopodobniej, bo huk był tak wielki, że Cesarz podskoczył zapewne na swym drugim najważniejszym tronie. Kapitana uspokajał jednak fakt, że obfite opady deszczu, pomagały w gaszeniu rozprzestrzeniającego się ognia. Największą radość sprawiał mu jednak fakt, iż właśnie udało się wyratować jego największy, nienazwany jeszcze okręt. Jego zniszczenie prawdopodobnie przelałoby czarę goryczy, która wypełniona jest już po brzegi od momentu, gdy kapitan nie doliczył się wśród nie objętych ogniem łodzi, sześciu ze swoich małych statków abordażowych. Stał tak, trawiąc otaczający go chaos i szalejący wokoło ogień. Stał tak jeszcze przez chwilę z tępym wyrazem twarzy, po czym odwrócił się do podążającego za nim oficera i zabrawszy mu butelkę sake, wypił duszkiem pozostałą w niej wódkę. Cisnął następnie butelkę za siebie, nie odwracając się nawet za siebie, zupełnie nie bacząc na fakt, że mogła trafić kogoś między oczy. Narastała w nim złość, aczkolwiek wciąż był on daleki od wybuchu. Był od niego oddalony dokładnie o 2 minuty, bowiem tyle zajęłoby mu dotarcie do gabinetu namiestnika, i potraktowanie jego drzwi solidnym kopnięciem, nie bacząc na cesarskie konwenanse. Przygryzając delikatnie, nerwowo wargi, odwrócił się do oficera i spokojnym głosem, niemalże wyrecytował: Zbierz chłopaków i zajmijcie się gaszeniem portu. Wiatr jest silny i może roznieść pożar, ale napierdala deszczem więc powinniście mieć łatwiej. W pierwszej kolejności macie ocalić jednostki wojskowe, cywilne na końcu.
Jak statki będą bezpieczne, zajmijcie się portem. Kiedy już ugasicie ten burdel, podeślijcie kogoś żeby zobaczył jak z osiedlami Szarych, albo lepiej, już kogoś tam poślijcie żeby ich zaalarmował. Ciężko nie usłyszeć napierdalania tych gongów ale nie chcemy przecież, żeby cała wyspa poszła z dymem prawda?
Klepnął oficera po ramieniu i już popychał w stronę portu, kiedy ponownie przyciągnął go za bark do siebie i dodał: I wymyślcie jakąś nazwę dla tego dużego. Wskazał palcem na okręt samurajski. Okręty podobno nie lubią, gdy załoga nie nada im jakiejś fajnej ksywki. Coś jak dziwki w Shihon, ale statek nie wkurwi się jak na niego wejdziesz z kolegami. Rozumiesz? Po swym filozoficznym objawieniu, dotyczącym różnic między dziwkami a swoim okrętem, Ichizo pchnął oficera w stronę portu, samemu ruszając szybkim krokiem z powrotem do pałacu, chcąc odwiedzić namiestnika. Można śmiało stwierdzić, że był wkurwiony do granic możliwości. Wiedział, że przy obecnych warunkach pogodowych, nie mogło dojść do wypadku. Rozległość pożaru wskazywała na podpalenie i to równoczesne, w kilku miejscach. To namiestnik odpowiadał za bezpieczeństwo portu i fortecy, toteż Ichizo doskonale wiedział z kim porozmawiać na temat bezpieczeństwa, a ściślej, jego braku. Wyraz jego twarzy, przypominał w tej chwili nieco walczącego z kacem, choleryka. Niewątpliwie drzwi gabinetu spotkają się z jego butem, a gdyby strażnicy byli kłopotliwi, to spotkają się z nimi najpierw.

Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Kociebor » 03 lip 2017, 14:04

  Zgodnie z podejrzeniami Ichizo deszcz pomagał gaszącym. Tymczasem wyrzucona przez niego butelka sake trafiła jednego z żołnierzy namiestnika wychodzącego z budynku. Ten przeraził się bardzo i wyglądał jakby zaraz miał rzucić się do ucieczki zaskoczonym tym niespodziewanym atakiem. Nadzorca nie zwrócił nań jednak żadnej uwagi toteż ten ruszył wraz z najbliższym odziałem przez groblę.
Rzucający zaś wydał rozkazy towarzyszącemu mu oficerowi, ten odparł prawie natychmiast — Tak jest panie, zaraz się tym zajmę i wyśle kilkoro ludzi do ewakuacji miasta. Nazwę dla statku też już chyba mamy, co pan powie na Porzoga. — zawahał się chwilę po czym palnął — Z dziwkami to też zależy, są takie co lubią taką zabawę. — Horigome nie miał już jednak czasu mu odpowiedzieć gdyż ten ruszył biegiem do portu. Miał za to okazję by zemścić się na namiestniku i wygarnąć mu wszystko.   Diabeł ruszył do gabinetu namiestnika z nieukrywaną furią. To w końcu on odpowiadał za tutejsze bezpieczeństwo. Przez niego cała flota była w potrzasku i przez niego wydarzył się cały ten bajzel. Dwie minuty później był już pod drzwiami do przedpokoju. Kopniakiem wybił cały zamek wyrywając fragment futryny. Za nimi czekał go jednak makabryczny widok. Całą ścianę pokrywała krew. Wszędzie były ludzkie szczątki, porozrywane fragmenty pancerzy wskazywały iż były to pozostałości strażników. Drzwi których pilnowali już nie było, leżały na podłodze wewnątrz. Na nich znajdowało się coś czerwonego. Po przyjrzeniu się okazało się że to ludzka nerka. Fragmenty mózgu pokrywały sufit a coś co kiedyś było jelitem leżało na ozdobnej pufie w przedpokoju. Cała ludzka noga tkwiła wbita w ścianę, długo by wymieniać resztę.… Niektóre części wyglądały jakby rozerwało je od środka, część szczątków była przypalona, z innych została miazga. Widok był iście makabryczny i przyprawiający o mdłości. Zapach krwi, wnętrzności i spalonego mięsa pomieszany był z bardzo silną wonią ozonu. Nie potrzeba było szkolenia by dostrzec tu rękę jakiegoś maga.
  Przez drzwi było widać że biurko płonęło, a na nim leżało na wprost ciało Namiestnika, leżało … bez głowy. Czerep leżał na ziemi i patrzył zimnym wzrokiem przed siebie. Twarz wyrażała niewyobrażalny ból i cierpienie. Gałki oczne były tak wytrzeszczone że miało się wrażenie że zaraz wypadną. Cała twarz była aż czerwona od drobnych ranek na całej jej powierzchni. Z ust sączyła się krew podobnie jak z szyi.
Korpus w tym czasie trawił ogień... Trawił razem z stertą dokumentów. Pożar jednak nie rozprzestrzenił się znacznie, ktokolwiek tego dokonał był tu najwyżej 4 minuty temu. Jeśli by się pośpieszyć była szansa na uratowanie choć fragmentów dokumentów.
Obrazek

Avatar użytkownika
Ichizo
Krwawy Nagate
Człowiek
Miano: Ichizo Horigome
Profesja: Dowódca
Płeć: Mężczyzna
Korony: 120
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 32
Dołączył(a): 30 cze 2017, 12:20
Ichizo

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Ichizo » 03 lip 2017, 20:39

Ichizo zastał w gabinecie naprawdę makabryczny widok. Istna jatka. Wyglądało to jakby przebywający wewnątrz ludzie, dosłownie zostali zdetonowani, niczym beczki z prochem. Kapitan nie miał już wątpliwości, że za pożarem portu stała ta sama osoba, która zmasakrowała namiestnika, oraz jego strażników. Horigome wytrzeźwiał momentalnie. Wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Dało się na nim dostrzec złość jednak już innego rodzaju. Była to złość połączona z kompletnym zaskoczeniem. Nikt nigdy nie odważył się podnieść ręki na cesarskiego namiestnika. Przynajmniej o takim incydencie, za swojego życia, Ichizo nie słyszał. Ba, podnieść rękę to jedno, ale rozsmarować go po jego własnej komnacie, razem z towarzyszącą mu strażą, w środku twierdzy, podchodziło już pod otwarty atak i wypowiedzenie wojny, jeżeli dokonałby tego ktoś, opłacony przez inne mocarstwo. Kapitan musiał jednak powstrzymać tę otrzeźwiającą lawinę myśli, gdyż w oczy wpadła mu płonąca na biurku zarządcy, sterta dokumentów. Lawirując między tym co pozostało z obecnych tu chwilę temu osób, ruszył do ratowania papierów. Sam nie wiedział czemu to robi. Była to w zasadzie jedyna rzecz, która sprawiała wrażenie odpowiedniej do ratowania. Wzywać straż? Po co, zatarliby możliwe do odnalezienia ślady. Ścigać sprawcę? Nie wiadomo nawet kim był, jak wyglądał, którędy uciekł. Szybkimi ruchami zaczął zgarniać wszelkie dokumenty nadające się jeszcze do odczytania, pomijając te całkowicie zwęglone.Brał wszystko co wpadło mu w ręce: pojedyncze zwoje, pliki dokumentów, wszystko co mogło się nadpalić od truchła namiestnika. Uratowawszy co się da, ukrył dokumenty za pazuchą, z daleka od oczu postronnych, i rozpoczął oględziny pokoju. Jako, że strażników, nie pozostało nic wartego przebadania, postanowił skupić się na namiestniku. Uklęknął na jedno kolano, przy głowie namiestnika i rozpoczął oględziny. To nie była szybka śmierć. Rzucił okiem na tlący się tułów, leżący na biurku. Ktoś najpierw rozsmarował strażników po pokoju, a potem chyba go torturował. Takiego wyrazu twarzy nie robi ktoś, kto ginie od jednego prostego cięcia na szyję. Zdjął rękawicę i dotknął palcami kałuży krwi na podłodze. Ciepła i nadal nie zakrzepła. Musiał zginąć chwilę temu, ale.… I tutaj nagle urwał. Był pewien, że podpalenie fortu miało odwrócić uwagę od wydarzeń w zamku, ale czy miało ono umożliwić wejście czy wyjście napastnikowi? Postanowił więc, rzucić okiem na resztki strażników, aby ocenić kiedy zginęli.

Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Kociebor » 03 lip 2017, 21:37

  Przerażający widok otrzeźwił od razu dowódcę. Był w równym stopniu wściekły co zaskoczony. Dotarła do niego waga tego przedsięwzięcia. Ktokolwiek tego dokonał musiał liczyć się z wypowiedzeniem wojny. Choć w tych warunkach było pewnym że pomoc Cesarstwa nie nadejdzie zbyt szybko. Dozorca nigdy na swoje oczy nie widział czegoś takiego. Z ludzi została krwawa tapeta. Kto odważył by się na coś takiego.
  Zajął się ratowaniem papierów i chowaniem ich pod pazuchą. A było tego sporo. na biurku leżały cztery zwoje i dwie grube księgi. Poza tym dwa tuziny luźnych kartek głównie listów. Podczas gdy Ichizo je ratował pożar dosięgnął już dywanu. Okolica biurka zaczęła się palić. Diabeł w tym czasie uklęknął przy odciętej głowie i rozpoczął oględziny. Widać było że szyja nosi znajoma tortur w postaci wielu siniaków, wyglądały na pozostałości po podduszaniu. Z nosa ciekła krew, widać było że został złamany. Ktokolwiek go dopadł chciał się dowiedzieć jak najwięcej. Tlący się tułów wyglądał bardzo nienaturalnie. Jakby wszystkie kości kończyn zostały starte na proch i teraz ciało zachowywało się niczym wypchany słomą manekin. Ciągle nie zakrzepła krew dawała kolejną poszlakę że zamachowiec musiał być tu niedawno. Niestety Diabłowi zaczęło grozić niebezpieczeństwo, ogień rozprzestrzeniał się coraz bardziej po dywanie. Jeśli nie ugasi tego pożaru cały zamek może pójść z dymem a on może zostać tutaj odcięty.
Obrazek

Avatar użytkownika
Ichizo
Krwawy Nagate
Człowiek
Miano: Ichizo Horigome
Profesja: Dowódca
Płeć: Mężczyzna
Korony: 120
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 32
Dołączył(a): 30 cze 2017, 12:20
Ichizo

Re: Zamek Namiestnika Cesarskiego

Postprzez Ichizo » 03 lip 2017, 21:56

Ogień coraz szybciej się rozprzestrzeniał. Ichizo wiedział już, że wiele więcej nie zdoła ocalić, a napastnik nie pozostawił żadnych oczywistych, widocznych śladów, poza istną jatką. Pożar szalejący jednak w komnacie, stanowił zagrożenie dla zamku. Stąd, łatwo mógł objąć sporą jego część, a ostatnią rzeczą jakiej teraz potrzebował kapitan, było gaszenie twierdzy. Szybko rzut oka na sytuację w pokoju nie przyniósł rozwiązania. Ale, że jako zawodowy hazardzista i miłośnik gry w kości, Ichizo wiedział, że pierwszy rzut często jest najgorszy, rzucił okiem raz jeszcze. Dywan nie zajął się ogniem jeszcze całkowicie toteż, chwytając nieobjętą jeszcze ogniem część, Uniósł go i nakrył płonącą częścią, najbardziej wilgotną od krwi część pokoju. Pomysł nieco makabryczny, aczkolwiek nie miał żadnego lepszego pomysłu ani możliwości. Liczył bowiem, że uda mu się krwią wystarczająco zwilżyć dywan, by następnie nakryć zakrwawioną częścią płonące biurko i zgasić możliwy pożar twierdzy w zarodku.

Ichizo wyrzucił 1d80:
17

Zaloguj  •  Zarejestruj