Menu

Partnerzy Specjalni:



  
Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Bagniska

Postprzez Eirlys » 21 paź 2017, 19:27


Bagniska


  Położone na północ od Podbagna mokradła, chociaż leżą już na terenie Wielkiego Stepu, jako żywo przypominają przedłużenie Czarnych Bagien. Nad moczarami nawet zimą unosi się warstewka ciepłego powietrza, a ludzie wbrew zdrowemu rozsądkowi przypisują ten fakt aktywności morderczych potworów i topielców. Nikt jednak nie zamierza opuszczać pobliskiej wioski, a to temu, że przecinają się tam trakty karawan kupieckich i co jakiś czas organizowany jest targ, gdy można zakupić towar z nawet najdalszych zakątków Jaksaru.
  Same bagna zaś zostają nieuczęszczane przez nikogo poza nielicznymi rybakami, których drewniane chaty stoją w znacznych odstępach przy każdym nadgniłym pomoście. Utworzone przez rozlewiska jeziorka, chociaż małe, pełne są ryb, a według niektórych bajarzy znaleźć tam można i rusałki przecudnej urody. Temu jednak lepiej wierzyć na słowo niż samemu sprawdzać, gdyż na brzegi bagniska, porośnięte zielskiem i rachitycznymi drzewami, są niezwykle zwodnicze. W pamięci mieszkańców Podbagna wciąż żywe są wspomnienia wszystkich zafascynowanych legendami dzieci i pijanych młodzieńców biorących udział w zakładach, którzy topili się w tym samym miejscu, gdzie pewnie wyrasta brzoza, mylnie sugerując stały grunt. Z tego powodu jedynie rybacy i głupcy wypuszczają się w najbardziej dzikie tereny moczarów, a rozsądni ludzie omijają je przezornie szerokim łukiem.
  Bagna zajmują dość rozległe tereny i obejmują trzy pomniejsze jeziorka leżące na obrzeżach oraz ogromne torfowiska okolone pasmami zadrzewienia, które to zajmują centralne miejsce mokradeł. Najciekawszym miejscem tutaj jest częściowo już zatopiona wieża, niegdyś wznosząca się dumnie nad okolicą, teraz już tkwiąca ledwie jednym piętrem i dziurawym dachem nad poziomem bagna. Zbudowano ją z kamienia, który przez te lata zdołał zszarzeć i pokryć się zwartą warstwą glonów, mchu i brudu. Ruiny wieżycy znajdują się w tej części torfowisk, która leży najdalej od wioski, tuż obok piaszczystego cypla.

Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Re: Bagniska

Postprzez Kociebor » 21 paź 2017, 22:30

  Kociebor analizował uważnie okolicę bagien. Ruiny gdzie zmierzali znajdowały się po drugiej stronie bagien.
Musieli albo je objeść albo iść przez środek. Ostatni przypadek zdawał się być bardzo niebezpieczny. Nie tylko z uwagi na ryzyko załamania się lodu ale z uwagi na grasujące tu stwory. Atak topielca mógłby skazać ofiarę na pewną śmierć pod lodem w takich warunkach. Zostawało okrążyć bagna i udać się w stronę cypla a po nim dostać do wierzy. To była jednak dłuższa trasa. Z całą pewnością jednak o niebo pewniejsza.
  Chimera wysunął się na przód i ruszył dalej starając się nie przejmować ogonem. Szedł brzegiem bagien analizując wysokość terenu, przyglądał się zamarzniętym roślinom starając się iść zawsze bliżej brzegu niż znajdowały się zamarznięte trzciny. Całe swoje skupienie włożył w planowanie i obserwowanie okolicy by nie wejść na wodę. Wiele badał samymi nogami starając się by pod nogami miał zlodowaciałą ziemię a nie śliski lód tafli wody. Wysłuchiwał uważnie wszystkich dźwięków upewniając się że nic pod nimi nie pęka. Samo zamarznięte błoto było w miarę stabilne. Problemem były zbiorniki wody na bagnach mogące załamać się pod nimi. Temu szli na około brzegiem. Dzięki bezpieczniejsze trasie mogli też poruszać się nieco szybciej i w ten sposób nadrabiać czas w drodze do cypla. Potem musieli dostać się już do środka. Kociebor wiedział że musi wrócić do swoich maluchów, nie zamierzał pozwolić by zostały same na zawsze. Ufał Bocianisze ale nie chciał by były traktowane tylko jako zwierzątka domowe czy pociągowe. Miało o wiele większy potencjał. Mało tego w wiosce grasuje morderca. Co jeśli ten dostanie się do malców. Od tej wyprawy zależało bardzo dużo. Kociebor przy pierwszej okazji zdobył kij i macał przed sobą drogę sprawdzając jeszcze raz powierzchnię przed nim unikając za wszelką cenę tafli wody stojącej. Oprócz zagrożeń z wody groziły im też ataki od strony lądu jak np. wilki. Jego słuch miał więc jeszcze więcej pracy z nasłuchiwaniem odgłosów dzikich zwierząt. Każdy szmer musiał być usłyszany i dobrze zinterpretowany. Chłopak pozwolił prowadzić się zwierzęcemu instynktowi na tyle na ile potrafił w doborze drogi kiedy sam już nie był pewien. Wewnątrz zastanawiał się po co mu to było...
  Chłopak oznajmił cicho — Najlepiej będzie obejść miejsca gdzie natrafilibyśmy na cienki lód i podejść od strony brzegu. Tak szybko dostaniemy się na drugą stronę musimy tylko uważać na okoliczną faunę ale lepsze to niż wciągnięcie pod lód przez topielce będąc na środku. Wejdziemy na cypel i po nim dostaniemy się do wierzy. Im mniej po lodzie tym lepiej dla nas. Tak też będzie szybciej bo nie musimy tak bardzo uważać na krok. — zamyślił się odrobinę i dodał podsumowując — Idźcie po moich śladach i nasłuchiwać.
Obrazek

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Bagniska

Postprzez Eirlys » 23 paź 2017, 20:21

  Kociebor nie musiał namyślać się długo, by dojść do wniosku, że przebycie bagien na przełaj nie jest rozsądnym pomysłem. Obawiał się nie tylko niebezpieczeństw z tym związanych — kruchego lodu i zdradzieckiego, usuwającego się spod nóg śniegu — ale i tego, że konieczna ostrożność wymusiłaby marsz tak powolny, że koniec końców do celu dotarliby dopiero o świcie. A przecież nie po to ekscentryczni bogacze wyprawiali się nocą na mokradła, aby wieśniacy mogli ich ujrzeć rankiem, jak to wracają ze swej wędrówki.
  Pomyślawszy to wszystko, młodzieniec ruszył raźno przodem, aby lepiej zbadać teren. Dotychczas nie wyprawiał się na bagniska, nie miał więc w głowie nawet ich obrazu w świetle dnia, który mógłby stanowić szkielet do rozmyślań nad trasą odpowiednią do wszechogarniających ciemności. Najemnik był więc wielce ostrożny i powolutku zbliżał się do brzegów strzeżonych przez suche łodygi zielska oprószone śniegiem, przed każdym krokiem sprawdzając grunt. Z początku wydawało się to zbyteczne — pod stopami miał jeszcze skutą na kamień przez mróz ziemię, toteż nie groziło mu zapadnięcie się i osunięcie do jeziora — w końcu jednak odkrył słaby punkt. Już na dwa sążnie od wody ziemia stawała się grząska. Pomimo całkiem praktycznych butów, jasnowłosy ledwie utrzymał równowagę, omal nie popisawszy się przed Drugą i jej świtą niezgrabną figurą w stylu pijanego bociana udającego drzewo uginające się na wietrze. Musiał zaprzeć się rękami o ziemię, co nie tylko ubrudziło mu dłonie mieszaniną błota i śniegu, ale i sprawiło, że przenikliwe zimno wdarło się w ciało, na dobre gnieżdząc się gdzieś pod skórą. A wszystko to dzięki świeżo zregenerowanym ranom; na szczęście cienkie tkanki nie pękły, inaczej Kociebor musiał się martwić zanieczyszczeniem ran na nowo. Bocianicha i tak nie pochwalała tej wyprawy, strach pomyśleć, jak długo by gderała, gdyby skruszony blondyn udał się do niej, aby znów opatrzyła jego obrażenia...
  Gdy ciało chimery leciało do ziemi w nagłej potrzebie stania się z nią jednością, chłopak dostrzegł kątem oka coś dziwnego. Gładka powierzchnia jeziora zmarszczyła się w jednym miejscu i przez chwilę widać było coś długiego i bladego tuż pod wody. Cokolwiek to było, nie wypłynęło jednak, a z powrotem się zanurzyło, pozostawiając po sobie jedynie tych kilka zmarszczek. Wszystko to trwało tylko kilka sekund i gdyby nie wyraźny plusk, można by pomyśleć, że Kociebor miał przywidzenia związane z niespodziewanym napływem krwi do głowy, gdy przez chwilę znajdowała się niżej niż większość ciała. Było to zjawisko dziwne, wszak zimą ryby nie wypływały zbyt chętnie na powierzchnię, trzymając się raczej ciepłego dna. Również znane jasnowłosemu zasady działania topielców przeczyły zaobserwowanemu fenomenowi — owszem, trupy prędzej czy później wypływały, ale z powodu nadmiaru cuchnących gazów, od których niewyobrażalnie puchły, utrzymywały się na powierzchni bez trudu. Zdarzało się, że ciało w końcu znowu tonęło, nigdy jednak nie odbywało się to w przeciągu kilku sekund. Cokolwiek jednak to było, zniknęło w ciemnej toni. Mimo to ów słynny zwierzęcy instynkt podpowiadał Kocieborowi, że w pobliżu czai się niebezpieczeństwo. Czy miało ono postać.białego kształtu czy czegoś innego — tego chłopak nawet nie mógł przeczuć.
  W końcu chłopak natknął się na kilka przewróconych pni brzóz, które leżały tak, jakby ktoś jednym pchnięciem, niczym szereg zapałek, strącił drzewa tak, aby tworzyły mniej więcej linię prostą. Z prawej strony biegło pasmo twardej ziemi, która wyglądała — przez zaspy utworzone po obu stronach — na ścieżkę uczęszczaną zaskakująco często, zwłaszcza biorąc pod uwagę niechęć wieśniaków do zapuszczania się na bagna.
  Na tym chłopak zakończył swój rekonesans — nie obszedł całego jeziora, miał jednak już dość informacji na temat zdradliwych pułapek czających się na bezpiecznej z pozoru trasie. Kilka razy jego stopa utknęła pod lodem, który nieoczekiwanie pękał pod jego ciężarem. Czuł wtedy pod podeszwą, jak obmywa ją woda, wiedział więc, jakie miejsca należy unikać. Wrócił więc do swych towarzyszy i pokrótce przedstawił im swój plan, na co oni się zgodzili. Szedł przodem, a zaraz za nim posuwał się jeden z fircyków, który mamrotał coś o szalonych ciotkach, chciwych kobietach i, co zaskakujące, jedwabistej skórze jakiejś wikliniarki. Kolejną osobą w pochodzie była Druga, która albo nie słyszała narzekań przeplatających się z pochwałami o charakterze erotycznym, które nieustannie wypływały z ust jej siostrzeńca, albo zdecydowała się je ignorować. Korowód zamykał drugi z młodzieńców, który co jakiś czas — mniej więcej co dwadzieścia sążni, gdy zimno stawało się zbyt przenikliwe — wymachiwał swoim mieczem, przez co w powietrzu słychać było charakterystyczny świst. Chłopak robił to z zaskakującą regularnością i właśnie w momencie, w którym Kociebor przyzwyczaił się do tego odgłosu, uderzyła go cisza w momencie, w którym spodziewał się usłyszeć go ponownie. Tuż przed nimi właśnie majaczyła ścieżka obwarowana brzozowymi pniami.

Spoiler:

Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Re: Bagniska

Postprzez Kociebor » 01 lis 2017, 11:13

  Z początku bezsensowne badanie gruntu dało jednak efekt. Twarda i skuta na kość ziemia blisko jeziora stawała się grząska. Kociebor ledwie utrzymał równowagę, i w końcu usiał jednak pomóc sobie rękami. Kosztowało go to drogo. Zimno przeniknęło go na wskroś sprawiając że wystraszył się stanem swoich ran. Na jego szczęście jednak nic poważnego się nie stało. Nie chciał wiedzieć jak zareagowała by akuszerka gdyby znowu musiała go składać. No i to by było fiasko całej ich misji. Trzeba było się pośpieszyć zanim całkiem przemarznie na kość. Żeby ogrzać ręce zaczął je szybko o siebie pocierać. Miał nadzieję że uczucie przenikliwego zimna zniknie choć trochę.
  Upadając chłopak dostrzegł jednak pod taflą jeziora coś dziwnego. Nie wychyliło się ponad powierzchnię i po chwili znikło. Kociebor był lekko oniemiały, ni to ryba ni to trup. Jedyne co przychodziło mu do głowy to złudzenie albo był to ki potwór. Instynkt zdawał się mówić chłopakowi jednak że w pobliżu czai się jakieś zagrożenie. Idąc dalej natknął się na jeszcze bardziej tajemniczy widok. Powalone drzewa jakby ktoś powykręcał je niczym zapałki. A obok ścieżka. Ktokolwiek tędy szedł raczej nie był chłopem. Ci woleli się tutaj nie zapuszczać a to znaczyło że nie są tu sami. Chłopak zakończył szybko więc swój rekonesans. Sprawdził okolicę i wiedział co go czeka. Jego stopa która kilka razy już zaznała lodowatej wody. Wolał nie ryzykować więcej razy takich spotkań. Odmrożone kończyny były by sporą przeszkodą.
  Wrócił do reszty by opowiedzieć co planuje. Wiedział już jak iść, no przynajmniej mniej więcej. Nie obawiał się tak toni wodnej ale wciąż bał się lekko ów tajemniczego kształtu. Chimera maszerował na przedzie, widząc ogarniający mróz miał ochot użyć swojej zdolności żeby rozpalić mały ogień bał się jednak że staną się zbyt widoczni. miast tego starał się być jak najbardziej uważny. Jeśli nie zaliczy więcej wypadków powinno mu się udać ogrzać gdy już wrócą albo gdy chociaż dotrą do wierzy. Za nim szedł pierwszy fircyk. narzekał i co ciekawe chwalił skórę jakiejś wikliniarki. Czyżby jednak był też zainteresowany kobietami. Kociebor wolał jednak na razie skupić się na trasie niż na analizowaniu seksualności towarzysza. Dalej szła Druga najwyraźniej ignorowała całą tę paplaninę albo była zamyślona. Biorąc pod uwagę odległość chłopak sądził że musiała wszystko słyszeć. Korowód zamykał ostatni z dwójki "strażników" Drugiej, najwyraźniej sprytniejszy gdyż ogrzewał się miarowymi machnięciami miecza. Miał dobre wyczucie czasu i miarowe świsty zaczęły przypominać rytm. Gdy już miało rozlec się kolejne nagle nastąpiła cisza. Niczym rażony piorunem chłopak odwrócił się w stronę reszty bacznie sprawdzając okolice. Czyżby chłopak coś dostrzegł, a może coś go sparaliżowało. Biorąc pod uwagę możliwe niebezpieczeństwo trzeba było to szybko sprawdzić. Ręka chimery spoczęła na mieczu. Nie mógł używać ogona ale dalej mógł pluć ogniem. Cóż na razie jednak nie zamierzał marnować ograniczonej liczny strzałów w ciemno. Chłopak nie pytał, nie mówił tylko analizował.

Spoiler:
Obrazek

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Bagniska

Postprzez Eirlys » 04 lis 2017, 17:56

  Przecierając nieustannie ręce i zastanawiając się nad dostrzeżonym w wodzie kształtem, Kociebor powrócił do swych towarzyszy. Nie był pewny co do tego, co zobaczył ani czy też owo zjawisko istnieje naprawdę — może przez nagły napływ krwi do głowy mózg chłopaka jedynie wytworzył miraż, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością — to jednak nie zmieniło faktu, że podświadomie odczuwał obawę. Znajdował się teraz na ciemnych bagniskach, Oni tylko wiedzą jak daleko od niebezpiecznego mordercy, który rozzuchwalać się będzie z każdym zabójstwem, w dodatku ziąb przenikał go do kości. Żeby zaś całkiem zapewnić nastrój grozy, chimerze towarzyszyła potężna magini, która może prędzej czy później wykorzystać wiedzę o jego prawdziwej naturze i pokroić go niczym żywy eksponat badawczy.
  Gdy trójka mieszczan łaskawie zgodziła się na plan przeprawy wymyślony przez Kociebora i przez jakiś czas nic nie wskazywało na to, że wędrówka przez bagna będzie trudniejsza od zwykłego spaceru. Korowód sprawnie poruszał się po grząskim terenie, nikt nie utknął na dobre pod zdradzieckim lodem, nikt też się nie wykłócał. Cichuteńko, przy akompaniamencie świstu rozlegającego się z niezwykłą precyzją, cała czwórka przemierzała kolejne kroki. Niestety, ledwie chimera zdążył docenić wyczucie rytmu fircyka, a już owe odgłosy zamilkły. Podejrzewając niebezpieczeństwo, wojownik odwrócił się i gotów do boju, zaczął wypatrywać przyczyny owej przejmującej ciszy.
  Fircyk przez chwilę, dosłownie dwie sekundy, wpatrywał się za coś, co znajdowało się z tyłu, po czym wykonał gwałtowny zwrot w tył i pobiegł wprost do jeziora. Biegł tak szybko, jakby od tego zależało jego życie i zawahał się dopiero wtedy, gdy po tym, jak poślizgnął się na błocku przykrytym cienką warstewką śniegu. Odzyskawszy równowagę, rzucił trwożliwe spojrzenie do tyłu i nawet zrobił krok w stronę brzegu. Zaraz jednak opamiętał się, czy też może raczej — znów pozwolił opętać się szaleństwu — i z pełnym impetem wbiegł do lodowatej wody jeziora.


Spoiler:

Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Re: Bagniska

Postprzez Kociebor » 04 lis 2017, 22:22

  Kociebor był przerażony tym co ujrzał. Ten idiota pobiegł nagle jak poparzony do jeziora. Do jeziora pełnego zimnej wody i lodu. Ruszył za nim z początku zdezorientowany jednak z upływem kilku sekund zdając sobie sprawę co się stało. Tamten poślizgnął się i jakby na chwilę odzyskał zmysły, popatrzył przerażony w tył, próbował nawet iść w stronę brzegu ale wnet ruszył znowu do wody. Wtedy wszystko się rozjaśniło, krzyknął na cały głos do Drugiej — To coś go kontroluje, musisz mu przeszkodzić. — po tych słowach użył ognistego splunięcia na końcówce miecza rozjaśniając mrok i zamierzając w razie czego użyć płonącego ostrza by zadać potworowi większe obrażenia. Przełożył miecz do lewej ręki a do prawej chwycił zatruty oszczep. W myślach powtarzał sobie — Taś taś rybko. No wysuń się. — podążając w wodę za firycykiem. Dobrze wiedział że walka z tym stworem na jego terytorium to bardzo ryzykowna sprawa. Nie miał jednak wyjścia.
Obrazek

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Bagniska

Postprzez Eirlys » 05 lis 2017, 20:47

  Wszystko działo się bardzo szybko, Kociebor jednak zdołał — a przynajmniej tak mu się zdawało — i zdziwić się głupotą poczynań fircyka, i zrozumieć, że młodzieniec jest pod wpływem jakiegoś uroku. To ostatnie nasunęło się chimerze, gdy chłopak na chwilę wyrwał się z transu i już, już zamierzał zawrócić. W tej sytuacji najemnik zrobił to, co wydawało się jedynym rozsądnym wyjściem — przygotował się do boju i ostrzegł Drugą, aby włączyła się do walki z przeciwnikiem we właściwy sobie sposób. Kobieta odkrzyknęła coś, czego co prawda chłopak nie zrozumiał, ale brzmiało dość przekonująco, więc zapewne zabrała się za rzucanie odpowiedniego zaklęcia. Chimera wiedział o jej magii dostatecznie dużo, by nie oczekiwać ognistych kul lub rozbłysków światła, nie wtedy, gdy niewiasta brała się za wnikanie do cudzych umysłów. Jeśli zaś już o ognistych kulach mowa, to Kociebor ze swej strony postanowił sprawić sobie swoisty odpowiednik i po chwili, z jarzącym się ostrzem, biegł na spotkanie... tego czegoś, co wzięło we władanie fircyka.
  Gdy okolicę ogarnęło ciepłe światło, chimera dostrzegł, że całą ścieżkę pokrywały oszronione wodorosty, drobne kamyczki i muszelki. Nie zastanawiał się jednak nad tym, w jaki sposób owe elementy łączące się nieodłącznie z wodną tonią znalazły się na lądzie zimą, gdyż już biegł wprost do wzburzonego teraz jeziora. Gdy rozgrzane przez szaleńczy bieg ciało zetknęło się z lodowatą wodą, Kociebor poczuł, jak od stóp przeszedł go bolesny dreszcz. A zaraz potem kolejny i kolejny. Co jednak było gorsze, chimera, nie przerwawszy biegu w stronę teraz już płynącego dostojnie — o ile można mówić o dostojeństwie w przypadku osoby, która porusza się jak lalka na sznurkach — nagle stracił kontrolę nad oddychaniem. Zachłysnął się powietrzem i czując, że się dusi, próbował łapczywie nabrać jeszcze więcej mroźnego, kłującego gardło i nozdrza powietrza. Kociebor dotarł właśnie do końca płycizny, gdy zaczął oddychać pięć razy szybciej niż normalnie. Niestety, w miarę jak jego oddech nabierał coraz większej częstotliwości, tracił na regularności, toteż chłopak miał wrażenie, że właśnie się dusi.
  Jakby nie dość było problemów, chimera dostrzegł wreszcie, co też skłoniło fircyka do kąpieli w jeziorze. Nie widział jeszcze wszystkich szczegółów, ale z toni wynurzyła się bezwłosa głowa o płaskiej twarzy wraz ze szczupłymi ramionami i zaskakująco muskularnymi, długimi rękami ozdobionymi płetwami, które ciągnęły się wzdłuż boków. Owa postać wynurzyła się tuż obok płynącego fircyka i jej bladość silnie kontrastowała z ciemnym strojem młodzieńca. Kościste palce połączone błoną zacisnęły się na prawej dłoni blondyna i pociągnęły jednym ruchem do siebie. W tym właśnie momencie rozległ się nieludzki wrzask, gdy fircyk, na powrót wybudzony z transu, począł wyrywać się z objęć białej, oślizgłej kreatury. Nie wiadomo było, z czyjego gardła wydobył się krzyk, ale Kociebor na własne oczy widział, jak młodzieniec rzucał się jak nomen omen ryba wyjęta z wody, aby tylko poluźnić chwyt i uciec z dala od potwora. A wszystko to zaledwie pięć sążni od chimery...

Spoiler:

Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Re: Bagniska

Postprzez Kociebor » 06 lis 2017, 22:00

  Chimera uchwyciwszy głupotę działań firycyka nie zdała sobie sprawy w nagłym przypływie chęci uratowania go postąpił równie idiotycznie. Zdał sobie sprawę co się stało i dostrzegł na ziemi dziwne muszelki i wodorosty. Nie pasowało mu to do otoczenia ale nie miał czasu na rozmyślania. Wparował do wody za chłopakiem. Płonące ostrze świeciło jasno ale mimo to chłopak wiedział że sytuacja jest tragiczna. Nie tylko fircyka ale też jego. Mimo to nie zamierzał pozwolić mu umrzeć nie ważne co sądził o nim osobiście.
Stał w wodzie straszliwie blisko szamoczącego się z poczwarą chłopaka, wiedział już skąd wziął się jego słabnący oddech. Jego ciało było ekstremalnie wyziębione i nic tutaj nie pomoże jego regeneracja. Musiał się ogrzać zanim zamarznie na kość więc bliżej podejść już nie mógł. Prawdę mówiąc w każdej chwili mógł stracić przytomność i się utopić. — Jeśli to przeżyję Bocianicha mnie zabije. — pomyślał i sięgnął oszczepu.
  To było jedyne co mógł zrobić dla chłopaka, cisnął zatruty oszczep prosto w bestię, z odległości 5 sążni liczył że trafi. Jednego był był pewien, jeśli chce żyć bliżej nie podejdzie. Miał nadzieję że oszczep zrani bestię. Trucizna może nie od razu ale powinna powalić bestię a samo trafienie na chwilę choć odrzucić ja od chłopaka. Była wszak inna możliwość. Że stwór rzuci się na chimerę ale wtedy nic nie stało na przeszkodzie potraktować ją całą dawką jadu. W obecnej sytuacji jedyne na co mogli sobie pozwolić to wszystko albo nic.
Po szybkim żucie chłopak biegiem ruszył w stronę lądu nie patrząc za siebie. Ogon trzymał w gotowości jednak jeszcze ukryty. W głowie zaś rozmyślał jak najszybciej się ogrzać i wiedział jedno. Wyprawa na dziś jest skończona a cokolwiek ten mag ukrywał na bagnach jest właśnie tutaj w myślach dzwoniło mu tylko — Co to kurwa było. — Musiał jak najszybciej wyjść na ląd i się ogrzać. Prawdopodobnie nie tylko siebie ale też fircyka. Zaklął w myślach — Kurwa mać — musiał teraz gdy tylko opuści wodę ściągnąć przemoknięte ubrania i ogrzać ciało.
Kociebor wyrzucił 2d100:
83, 46
— na efekty oszczepu
Obrazek

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Bagniska

Postprzez Eirlys » 09 lis 2017, 0:07

  Ekstremalne sytuacje wymagają natychmiastowych działań, co stanowiło motyw przewodni postępowania Kociebora, gdy rzucił się niemal na ratunek fircyka, którym gardził. Usilna potrzeba ochrony członka tymczasowej drużyny zakłóciła instynkt samozachowawczy, co też dotarło do chimery trochę za późno. O wiele za późno, bo w momencie, w którym musiał walczyć o każdy kolejny oddech. Jakby tego było mało, jego szaleńcza akcja bynajmniej nie uratowała siostrzeńca drugiej, wyfiokowany młodzieniec nadal tkwił w muskularnych nad wyraz ramionach potwora bez szans na rychłe wyswobodzenie się o własnych siłach. Gdy paniczyk wreszcie wyrwał się z otępiającego uroku, zaciekle walczył z bladą kreaturą, niestety — bez skutku. A Kociebor mógł tylko na to patrzeć, a przynajmniej przez jedną krótką chwilę tak mu się wydawało.
  Chimera był jednak dzielniejszy niż jakiś szary, pospolity człek i nie pozwolił się opanować przez czarną rozpacz. A może jednak heroiczny wysiłek, jaki włożył w ostatnią możliwą dla niego próbę uratowania fircyka świadczył dobitnie o jego człowieczeństwie, dość powiedzieć, że opanował wszystkie depresyjne uczucia, jakie zaczynały napływać do jego serca i zdobył się na rzut przygotowaną wcześniej włócznią. Nie czuł przy tym żalu, gdy ciskał ów oręż, własnoręcznie wykonany i zatruty jadem czterech uroczych chimer, dla innych niewątpliwie monstrów na miarę tego, który z takim zacięciem nie pozwalał oswobodzić się pięknisiowi. A przecież nie ulegało wątpliwości, że broń bezpowrotnie zginie w ciemnej toni, razem z porażonym cielskiem potwora lub bez, jeśli blondyn chybi.
  Wyczerpany wojownik, mając jak na dłoni scenę duszenia spanikowanego fircyka, nie tracił czasu na dobre wyważenie włóczni w dłoni ani nawet na sekundę zastanowienia się, w co zamierza trafić. Równie dobrze mógł urazić ratowanego, w rozpaczliwej sytuacji najemnika nie było jednak miejsca na zwłokę. Przezwyciężając odrętwienie mięśni, które nie wiedzieć kiedy zaczęło go z wolna, poczynając od stóp, opanowywać, Kociebor cisnął bronią, która zakreśliła niezbyt zgrabny łuk. Jasnowłosy nie tracił czasu na wypatrywanie efektu swego szaleńczego rzutu, po prostu — co kosztowało go tę resztkę sił i władzy nad ciałem, jakie posiadał — zaczął cofać się w stronę brzegu. Gdyby był bardziej religijny, właśnie ten moment byłby idealny do żarliwej modlitwy o wstawiennictwo i interwencję Onych. Tymczasem myśli chłopaka oscylowały według przyziemnych metod przetrwania, z których żadne nie zakładało epifanii czy też nagłego rażenia piorunem potwora.
  Gdy najemnik wykonywał pierwszy krok w stronę suchego lądu, słychać dało się głośny jęk bólu, niezaprzeczalnie ludzki, a także głośny plusk, gulgotanie i dalsze chlupotanie. Wzburzone fale skutecznie zasłaniały, co też działo się ze sczepioną ze sobą jeszcze przed chwilą dwójką. Czy chimera zranił fircyka, który teraz został wciągnięty pod wodę? Czy blada kreatura wściekła się z powodu ataku i zrobiła krzywdę gładyszowi? Czy stało się coś innego? Kociebor był już w połowie drogi, gdy do jego nozdrzy doszedł mocny, rybi zapach. Długa biała ręka z rozcapierzonymi palcami próbowała uchwycić jego skórzane okrycie, dzieło rąk żony kaletnika, doskonałej partaczki. Z bliska najemnik dostrzegł, że chociaż potwór był niewątpliwie zwierzęciem, rysy jego płaskiej twarzy, rozstaw wypukłych oczu i kości policzkowe miały w sobie coś z człowieka. Kreatura była w gruncie rzeczy podobna do wyspiarzy, ale to odkrycie nie wydawało się zbyt wiarygodne — nie w chwili, gdy życie najemnika wisiało na włosku. Bestia rozchyliła usta, ukazując setki drobnych zębów na górnej i kilka pokaźnych kłów na dolnej szczęce. Nim jednak zdołała zaatakować, uchyliła się przed... ognistą strzałą. Ktoś stojący na brzegu w końcu zrobił pożytek z łuku, niestety pierwszy pocisk nie trafił w cel — grot uderzając w powierzchnię wody zgasł z sykiem, a sama strzała zniknęła równie szybko, co się pojawiła. Łucznik — bądź łuczniczka — jednak nie poddał się, a już wypuszczał kolejne strzały, tak jak najemnik wcześniej nie bacząc na to, czy trafią w potwora, czy w osobę, którą zamierza uratować.

Spoiler:

Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Re: Bagniska

Postprzez Kociebor » 11 lis 2017, 12:05

  Opanowując swój strach Kociebor cisnął oszczepem. Nie było jednak czasu na podziwianie skutku, miast tego natychmiast pędził a stały ląd. Broń nad którą tyle czasu pracował poszła w niebyt. Choć prawdę mówiąc nie wiedział już czy broń będzie w ogóle przydatna i teraz miał okazję to sprawdzić. Zawsze mógł zrobić kolejną włócznię... Jeśli to przeżyje. Teraz liczyło się tylko to.
  Krocząc w stronę ziemi chłopak usłyszał jęk bólu, brzmiał jak człowiek potem było gulgotanie i inne gardłowe dźwięki topienia się. Teraz chłopak wiedział że trafił, pytanie brzmiało tylko w co. Wewnętrzy instynkt kazał mu jednak przeć naprzód na brzeg. Musiał wyjść i się szybko ogrzać nic innego się nie liczyło.
Skupiał się z całych sił by opanować ciało i iść dalej. Krok za krokiem w lodowatej wodzie. Ciągle tylko licząc że adrenalina stłumi ból przemarzającego ciała na tyle by mógł iść i się ogrzać po wyjściu z tego lodowego piekła. W myślach zadawał sobie pytania dlaczego był tak szalony, mógł pozwolić temu idiocie umrzeć. Z resztą starcia z nekromanta i tak pewnie by nie przeżył. Nie był to czas na gdybania.
  Krok za krokiem był coraz bliżej celu a wtedy do jego nozdrzy doszedł rybi zapach. Wyglądało na to że stwór ruszył za nim. Kociebor nie rozmyślał czy jego pierwsza ofiara żyje czy nie. W jego stronę ruszyła długa biała ręka z rozcapierzonymi palcami zamierzająca zedrzeć z niego skórzane okrycie. Chłopak dokładnie widział jej twarz mając o dziwo w sobie coś ludzkiego mimo to bestia miała setki drobnych zębów na górnej szczęce i potężne kły na dolnej. Potwór nie zdążył jednak dosięgnąć chimery musząc uchylić się przed strzałą. Korzystając z tego Kociebor przyśpieszył myśląc tyko o tym ile zostało mu jeszcze do suchej ziemi. Strzelająca ognistymi strzałami osoba nie poddała się. Umysł podpowiadał Kocieborowi że strzelała Druga bo tylko ona zdołała by zapalić tak szybko strzały. Przez myśl Kociebora przeszły biedne czekające na niego maluchy. Od niego zależało czy uda mu się przeżyć. Biorąc pod uwagę sytuację musiał jeszcze odwrócić od siebie uwagę potwora. Zostały mu jeszcze 2-3 splunięcia ale wiedział że nie ma wyjścia. I tak to był koniec na dzisiaj. O ile nie był to całkowity koniec współpracy. Chłopak pędził ku brzegowi patrząc się na kolejne ogniste strzały i starając się choć trochę zejść im z drogi. Dzięki temu że płonęły dobrze je widział. Inaczej w całkowitej ciemności byłby zgubiony. Gdy tylko stwor postanowi ponowić atak na niego chłopak spluwa mu w twarz umiejętnością (Oczywiście jeśli stwór jest nad wodą). Na razie wolał oszczędzać ogon. Zbyt wiele mógł stracić jeśli go użyje. Miał go jednak w gotowości na wypadek gdyby stwór był pod wodą i go chwycił. Szybkie potężne ukąszenie w wyciągniętą rękę potwora i wstrzyknięcie tyle jadu ile tylko da radę. Tylko tak mógł zmusić potwora do puszczenia jego kończyn. Liczyło się tylko to żeby wyjść na brzeg.
Zaraz po wyjściu chłopak zrzuca z siebie wszystkie przemoczone ubrania. Potrzeba mu chrustu i ochrony przed wiatrem. Wiedział jak to rozwiązać. Wszystko zależało od tego co zastanie na lądzie. A adrenalina buzowała, Chimera myślała tylko jak przeżyć tę potwornie niebezpieczną przygodę którą dostał na własne życzenie.
Kociebor wyrzucił 3d100:
23, 90, 41
Obrazek

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Bagniska

Postprzez Eirlys » 12 lis 2017, 17:55

  Pomimo nieludzkiego zmęczenia, spowodowanego wcześniejszą walką o każdy oddech, Kociebor biegł, ile sił miał w nogach. Czyli niezbyt szybko, nic więc dziwnego, że kreatura zdołała go dogonić, uprzednio porzuciwszy fircyka — czy też żywego, który zdołał zbiec, korzystając z zamieszania, czy trupa, który bezwładnie opadł na dno. Szczęście jednak uśmiechnęło się do chłopaka, w którym to chimera widział interwencję Drugiej, nawet nie podejrzewając jej siostrzeńca o możliwość szybkiego zapalania kolejnych strzał. Potwór zrobił unik, jednocześnie cofając rękę, która nie zdołała wcześniej chwycić blondyna, a wojownik zbiegł, umykając kolejnym strzałom. Żadna z nich go nie osmaliła, nie ośmielił się jednak sprawdzić, co się stało z krwiożerczą istotą.
  Chłopak biegł jeszcze przez jakiś czas, jednak postępujące zmęczenie sprawiało, że każdy jego krok był coraz wolniejszy. Dyszał, czuł kłucie w piersi i sztywnienie mięśni, ale się nie poddawał, a zamiast tego szybko rachował, ile jeszcze razy może skorzystać ze swej ogniotwórczej umiejętności. Niestety, zaraz potem miał okazję ją wykorzystać. Tym razem do jego nozdrzu doszły dwa zapachy — rybi, tak jak poprzednio, wzbogacony o smród palącego się mięsa. Biała kreatura jednym pacnięciem przewróciła chłopaka, który z głośnym pluskiem wylądował w wodzie. Do brzegu były tylko dwa sążnie, ale odległość ta zdawała się teraz niemożliwa do pokonania. Potwór wspiął się na swoją ofiarę, zacisnął palce na ramionach, przyszpilając ją do podłoża i nachylił się, eksponując zęby. Nim zdołał ugryźć, musiał odsunąć się, umykając po raz kolejny ognistemu pociskowi, tym razem wypuszczanego wprost z ust Kociebora. Potwór wściekł się i z nową siłą rzucił się na wojownika, nim ten zdołała się podnieść. Okrutne zimno paraliżowało chłopaka, nie przeszkodziło mu jednak poczuć, jak ciepła krew wypływa z rany na barku, którą oślizgła kreatura wciąż pogłębiała, szarpiąc silnymi szczękami.
  Gdy myśli Kociebora zaczęły zlewać się w nielogiczną papkę, wzrok się zamglił, w ustach czuł smak krwi, a ból stał się nieznośny, stało się coś dziwnego. Potwór zwolnił zacisk i odwrócił się, rzucając na coś, co znajdowało się tuż za nimi. W tym samym momencie dwie płonące strzały ugodziły stwora, idealnie trafiając w skrzela. Kreatura skuliła się, a postać owinięta glonami, spod których prześwitywały blond loki i ciemny materiał spodni, zamachnęła się i wbiła coś, co przypominało włócznię o pękniętym drzewcu. Potwór ryknął, fircyk spróbował jeszcze poruszać ostrzem tak, aby rozorało głębszą ranę i po kilku długich sekundach, urozmaicanych kolejnymi strzałami kierowanymi w białe cielsko, monstrum zdechło. Fircyk, wycieńczony do cna i mokry jak Kociebor, padł na kolana i oparł się o potwora, próbując złapać dech. Ciemnowłosa i jej drugi siostrzeniec w końcu przestali strzelać i ruszyli do tkwiących na mieliźnie towarzyszy, pomagając im dostać się na brzeg. Ubrania zostały zdjęte, ognisko rozpalone, a Druga z wściekłością wpatrywała się w ogień, nie ruszywszy się z miejsca, gdy jej siostrzeniec z czułością począł pomagać swemu bratu i znienawidzonemu najemnikowi w oczyszczeniu i opatrzeniu ran. W końcu kobieta ruszyła do jeziora, chcąc wyciągnąć cielsko z wody.

Avatar użytkownika
Kociebor
Ojcomatka
Narrator
Miano: Kociebor
Profesja: Dosłownie żywa broń
Płeć: Mężczyzna
Korony: 70
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 229
Dołączył(a): 13 maja 2015, 22:46
Kociebor

Re: Bagniska

Postprzez Kociebor » 12 lis 2017, 22:12

  Przemarznięty do cna Kociebor siedział przy ognisku, nie miał pojęcia czym była kreatura która go zaatakowała. Zaczął też powoli się zastanawiać kogo trafił. Tym bardziej jeśli firycyk zdobył oszczep. Czy udało mu się go trafić czy nie. W każdym razie był szczęśliwy bo żył. Nic innego się nie liczyło. Był tu i teraz i był żywy. Cały i zdrowy. Mało tego jego ciało było w dość dobrym stanie. No może z wyjątkiem przemarznięcia. Ale takie rany nie były takim problemem dla niego. Bardziej irytowało go wnerwienie Pierwszej. W końcu tamta chyba nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia przed potworami. Jej siostrzeniec prawie umarł i jak by nie patrzeć gdyby nie Kociebor skończyłby jako karma dla ryb. Po opatrzeniu ran chłopak zajął się suszeniem ubrań. Ułożył je naokoło ognia susząc jednocześnie własne ciało. Wzorkiem analizował co robi Pierwsza. Cóż zamierzał jej pomóc ale to za chwilkę. Nie teraz gdy grozi mu zamarznięcie na kość. Choć i on zamierzał obejrzeć ciało stwora. Chciał zacząć pytać ale skupił się na suszeniu i ogrzewaniu i opatrywaniu własnych ran. Gdy będzie wiedział że przeżyje zajmie się oględzinami co to była za bestia. Walczył z wielką liczbą stworów ale nie z czymś takim. Jeśli to coś mogło kontrolować umysły było poza skalą wszelkiego zagrożenia. Ale jako że Druga była poza zasięgiem głosu przyjrzał się ranom fircyka który walczył z stworem. Chciał zanalizować czy jego dosięgnął rzut. Jeśli tak mógł marzyć o poprawie stosunków jeśli chłopak w ogóle przeżyje zatrucie. Kociebor westchnął cicho.
Obrazek

Zaloguj  •  Zarejestruj

cron