Menu

Partnerzy Specjalni:



  
Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Eirlys » 07 lip 2017, 19:28

  To ciągłe porównywanie Alruny do wyuzdanej Ingi nie wychodziło tej pierwszej na dobre, bo Eirlys powoli zaczynała do niej czuć lekką niechęć. A przecież dziewczyna nie myliła się, karczma rzeczywiście bardziej zasługiwała na nazwę "Mielina" niż "Mielizna". Klientela i jakość usług była na tak niskim poziomie, że to już nawet nie była zdradliwa płycizna, na której osadzały się nieumiejętnie sterowane statki. Wojowniczka jednak uważała, że akurat ów przybytek była bardzo uczciwy wobec przybyszy — już po fasadzie widać było, że czego jak czego, ale delicji pieszczących podniebienie nie należało się tutaj spodziewać. Poza tym kobieta uraziła nieco dumę wojowniczki, krytykując postępowanie ludzi wywodzących się z jej rodzinnego miasta. I jacy, na Onych, są ludzie z Portu Gawron?, pomyślała, marszcząc brwi. Nie wzięła się jednak za obronę swych rodaków — sama nie należała do dobrych duszyczek, poza tym obracała się w środowisku, gdzie zwykłej ludzkiej życzliwości nie doświadczysz. Podejrzewała, że gdzieś w mieście może być ktoś na tyle naiwny i nieskażony prawdziwym życiem, że chętnie i bezinteresownie pomógłby zagubionej cudzoziemce. Jednak były to tylko przypuszczenia.
  — "Mielizna" jest akurat wyjątkowa w swym meliniarskim charakterze, lepsza od niej jest chociażby "Spasiona locha", choć znowu nie jest to jakaś luksusowa karczma... Ale zjeść i przespać się tam można, ale jeśli wolisz unikać mętów... Hm... Powinnaś raczej szukać blisko targu, zwłaszcza blisko straganów, gdzie rozkładane są zagraniczne towary. Zdarza się, że ktoś na własną rękę nocuje cudzoziemców we własnym domu, co z jednej strony jest bezpieczniejsze, bo mniej ludzi kręci się po domu, a z drugiej trzeba znać się na ludziach, by wiedzieć, czy cię we śnie nie okradną... — urwała i rzuciła znaczące spojrzenie na obuwie Alruny. — A i może znajdziesz tam sobie nowe buty, te raczej długo nie wytrzymają, jeśli zamierzasz chodzić po tym śniegu. Ja jednak zostanę tu tę chwilę dłużej, jeśli więc nie zamierzasz zostać tu ni sekundy ani nie chcesz zostać rozszarpana, to pewnie się teraz pożegnamy.
  Eirlys czym prędzej wróciła do porzuconego chwilowo jadła. Wyglądało dziwnie zjadliwie jak na dzieło karczmarza, nie można więc było przegapić okazji skosztowania tego posiłku. Zresztą była już zmęczona Alruną i chociaż zamierzała ruszyć na targ, nie chciała pełnić roli niańki cudzoziemki. Jeśli kobieta jednak się nie odczepi i będzie przy niej tkwić, trudno, najwyżej wykorzysta ową znajomość, gdy już zorientuje się, ile Waldgrossenka posiada pieniędzy. Teraz nie chciała jawnie jej okradać, co prawda nie wzruszyłoby to jakoś szczególnie klientów "Mielizny", ale jednak dowiedzieliby się w ten sposób, że ciemnowłosa ma przy sobie dodatkowe korony, a to mogłoby się skończyć próbą kradzieży. A Eirlys była zbyt rozstrojona trzeźwością, by bawiło ją podcinanie gardeł jakimś typkom, co to w swej głupocie zdecydują się ją napaść.

Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Vitav » 11 lip 2017, 18:44

  O dziwo Eirlys stale przyrównywała Alrunę do Ingi, dziwki, z którą "sypiała" przez większość ostatniego czasu. Właściwie ciężko było powiedzieć, czy owo porównanie było trafne czy też może nie, od z jakiegoś powodu to właśnie młoda kurtyzana przychodziła do głowy ćpunce, gdy ta rozmawiała z Waldgrossenką. Nieco chyba też się poirytowała, gdy usłyszała wyrobioną opinię na temat mieszkańców Portu Gawron, choć plotki te w rzeczywistości miały swoje pewne odzwierciedlenie — mnożyło się tu od alkoholików, narkomanów, biedoty i śmierdziało rybami. Co prawda tacy ludzie byli w każdym większym mieście, aczkolwiek tutaj było to widoczne aż nazbyt. W końcu jednak namyśliła się i odparła na zapytanie filigranowej dziewki.
  — Wyjątkowa. Z pewnością jest wyjątkowa. — powtórzyła, jakby mówiła sama do siebie — Spasiona Locha nie brzmi zbyt dobrze, ale skoro mówisz, że jest lepiej niż tutaj to... to chyba już zdecydowałam. A do czyjegoś domu raczej bym się wejść bała, Oni jedni wiedzą jaki człowiek zechce mnie przenocować. — dodała już nieco głośniej, jednak na tyle cicho, by karczmarz nie usłyszał. — O moje obuwie się nie martw, dam sobie radę. — uśmiechnęła się i wstała. Dopowiedziała jeszcze tylko coś w stylu krótkiego "żegnaj" po czym skierowała się ku drzwiom wyjściowym. Eirlys zaś postanowiła dokończyć posiłek.
  Jak się okazało, strawa przygotowana przez mężczyznę była całkiem zjadliwa, lekko nawet zakrawała pod smaczną. Szybko się jednak skończyła, a to głównie za sprawą głodu, który wcześniej lekko dotknął narkomankę. W "Mieliźnie" zaś zapanował spokój. Ta krótka zmiana atmosfery właśnie zniknęła i wszystko wróciło do normy.
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Eirlys » 11 lip 2017, 20:28

  Eirlys zdobyła się jeszcze na ten wysiłek, aby po raz ostatni udać zainteresowanie sprawami Alruny. Jak widać, nie postarała się wystarczająco, bo dziewka bez żalu pożegnała się z pomocnicą alchemika i po prostu ruszyła w swoją stronę. To jest do karczmy nie najwyższych lotów, gdzie piwo jest cienkie, a brud grubą warstwą porasta ściany i stołki, a oprychy zbierają się stadami. Mimo wszystko jednak "Spasiona locha" była o oczko wyżej w hierarchii karczem, toteż Waldgrossenka chodząca w rozsypujących się butach nie powinna zanadto narzekać. A nawet jeśli będzie miała pretensje, raczej nie przybędzie tutaj, aby osobiście składać skargę.
  Tymczasem posiłek okazał się nawet więcej niż zjadliwy. Kobieta posłała zdziwione spojrzenie karczmarzowi, zdecydowała się nawet na dodanie krótkiej pochwały. W końcu trzeba cenić zaskakujące przejawy dobrej jakości, zwłaszcza w miejscu takim, jak to. Zadowolona jak kotka przeciągnęła się i zapytała raz jeszcze, który z pokoi może zająć — wolała uniknąć wdepnięcia w plamy krwi i wymiocin, jakie niechybnie wiązały się ze zgonem jakiegoś narkomana. Taka świadomość nie bardzo pocieszała, gdy samemu lubiło się zażyć astrę lub szamir, jednak Eirlys i tak wolała to niż ponowny ciąg alkoholowy.
  Gdy uzyskała odpowiedź, udała się do pokoju. Obojętnie obrzuciła wzrokiem odrapane ściany, obskurne łóżko i byle jakie meble. Skinęła głową na powitanie kłębkom kurzu walającym się po kącie — była pewna, że były siedliskiem tysięcy małych stworzeń, a przecież należało dobrze żyć z sąsiadami. Może Godzimir postanowi zamieść tu nieco, gdy ona wyruszy jutro do pracy, jednak szanse były na to tak nikłe jak to, że kobieta wytrzyma do końca miesiąca w stanie trzeźwości. Na razie położyła się na łóżku, ignorując to, że wciąż pachniało poprzednim klientem — który bynajmniej nie przepadał za kąpielami — i zaczęła rozmyślać o tym, co wie na temat zatrutych narkotyków. Jej pracodawca wymyślił nową recepturę, prawdopodobnie na substancję odurzającą, bo tylko to lub panaceum na wszelkie choroby zdołałoby mu przynieść bogactwo, o którym napomknął. A skoro różne choroby miały zupełnie inne źródła — co wiedziała dzięki swej babce — to jedynie pierwsza opcja jest prawdopodobna. Dziwnie zazębia się z tym odkryciem fala ćpunów, którzy, powodowani okrutnym bólem, popełniają samobójstwo. Wszystko prowadzi na razie do Żargodzieja, którego imię niewiele mówiło Eirlys, a o którym nie chciał mówić gadatliwy brodacz. Ciemnowłosa miała wrażenie, że już z tych strzępów powinna móc ułożyć już jakieś podejrzenia, jednak sama myśl o tym wywołała pulsujący ból w lewej skroni. A może był to fakt, że jak dotąd nie zażyła narkotyku? Tak czy siak, kobieta postanowiła następnego dnia odszukać rewir Żargodzieja, licząc na to, że poznając mężczyznę wpadnie na jakiś pomysł.

Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Vitav » 12 lip 2017, 18:53

  — A ten o, no, pierwszy zara od lewej będzie. Ino na pluskwy uważać trzeba, bo się kurewstwo zagnieździło niedawno. Ilem ja się już namęczył, żeby ich się pozbyć to Oni sami wiedzą. — odparł Godzimir, na pytanie Eirlys oczywiście. Szczerze mówiąc to jego wypowiedź mogła bardziej zniechęcić, niżeli zachęcić do spędzenia nocy w jakże luksusowej „Mieliźnie”. Z drugiej strony pluskwy nie były niczym nowym w takich przybytkach. Męczyły ludzi od dawien dawna, a ci jedyne co rano odnajdywali to drobne ślady po ukąszeniu na swych dłoniach, nogach, piersiach czy innych wstydliwych częściach ciała. Takie już uroki karczem. Tyle dobrego, że, choć z reguły chciwy oberżysta, nie zażądał jakiejś horrendalnej sumy za pokój, a i sama Eirlys na braki w koronach nie mogła narzekać. Wbrew pozorom w oczach wielu ludzi uchodziła teraz pewnie za całkiem bogatą. Ileż to Sigmy można było za to kupić!
  Tuż po otwarciu drzwi dziewczynę przywitał „zapach” kurzu, smród zaczynających powoli gnić desek oraz widok wręcz miniaturowego pokoiku. W tym małym pomieszczeniu upchnąć udało się ledwo łóżku, jakiś pobrudzony dywanik, dębowy stolik z jednym krzesłem, a prócz tego kufer zamykany na klucz. Zdawało się, że taki sam jaki wręczony został dziewce, a więc teoretycznie rzeczy tam schowane powinny być bezpieczne... o ile Godzimir w swej ciekawości nie będzie miał ochoty poszperać w kuferku wypełnionym prywatnościami narkomanki. Żadnych plam krwi, jak się obawiała, na szczęście nie było! Podobnież sprawa miała się z wszelkimi wymiocinami, które jeśli kiedykolwiek w tym pokoju zawitały, to zostały dokładnie starte.
  Drobne pyłki uniosły się w powietrze, gdy alkoholiczka zamknęła za sobą drzwi. Biorąc pod uwagę też zachodzące powoli słońce, którego promienie niemrawo wpadały do wnętrza przez pobrudzoną, pokrytą smugami szybę, cały ten latający syf dojrzeć dało się gołymi oczami. I był on cholernie gęsty, do tego stopnia, że tworzył ochotę kichnięcia. Tym się jednak Eirlys nie przejmowała, bowiem pomocnica alchemika czym prędzej położyła się na łóżku posłanym jakimiś starym pozszywanymi łachami, które capiły alkoholem i potem, wyczuć dało się nawet nutę starego człowieka. Może nawet tu zdechł, kto wie. Nie to jednak teraz zadręczało piwnooką, dręczoną przez nałóg dziewkę, bowiem tym co zaprzątało jej głowę były myśli o dziwnie działającym narkotyku wywołującym w ludziach chęć autodestrukcji i nie tylko. Patrząc na chłopaczka, który jeszcze chwilę temu popełnił na oczach gości „Mielizny” samobójstwo można było odnieść wrażenie, że zwykle był spokojnym człowiekiem. Co jednak substancja ta czyniła z bardziej postawnymi i o nieco butniejszej naturze osobami? Można było się tego domyślić... o ile to cholerstwo miało właśnie uwalniać agresję. Wszystkie tropy prowadziły zaś do Żargodzieja. Chyba jednak najlepiej byłoby pierw zdobyć sam specyfik, która z pewnością byłby możliwy do zbadania w pracowni samego Dobrzegniewa. Z drugiej strony stary alchemik chyba dostałby palpitacji serca lub wyszedł z widłami na ulicę i zaczął mordować ćpunów, gdyby w swoim miejscu pracy ponownie ujrzał jakiś narkotyk. W końcu to właśnie one doprowadziły go do upadku... chociaż cholera wie co siedziało w tej jego łepetynie. Jednego mu jednak odmówić nie można było — ostrożności. Od ostatniego incydentu mężczyzna pilnował wszystkiego najlepiej jak tylko potrafił.
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Eirlys » 12 lip 2017, 22:23

  Kobieta leżała zwinięta w kłębek na łóżku, obserwując, jak drobiny kurzu wirują w powietrzu tam, gdzie smugi światła przedostawały się do środka przez zapaskudzone szyby. Ledwie oświetlało one liche meble, wydobywając z mroku kufer, z którego wojowniczka nie zrobiła pożytku. Łatwiej byłoby zostawić wszystkie swoje graty w jednym miejscu i nie taszczyć ich jutro ze sobą do alchemika, jednak "Mielizna" nie nadawała się na przechowalnię. Na razie ciemnowłosa wsunęła je pod łóżko, a następnego dnia wszystkie manatki weźmie do pracy. I tak nie było tego dużo, życie narkomana miało to do siebie, że raczej trudno było zgromadzić duży ekwipunek, większość sprzętów prędzej czy później trzeba było sprzedać, aby starczyło na astrę lub szamir.
  Ciemnowłosa długo jeszcze myślała o zatrutych najprawdopodobniej narkotykach. Ciężko było jej wpaść na jakikolwiek dobry pomysł co do całej sprawy, gdyż co chwila przemyślenia na temat serii zgonów ćpunów przeplatały się z wątpliwościami na temat jej pracodawcy. Wszystko jednak rozbijało się do tego, że Eirlys uznała, że musi odnaleźć Żargodzieja i zdobyć towar, który rozprowadza. Próbkę należałoby dokładnie zbadać w pracowni, dobrze też byłoby przetestować na kimś środek. Nietrudno byłoby jej znaleźć taką osobę — ulice miasta pełne były sierot i żebraków, którzy za drobną opłatą lub pod groźbą utraty życia zgodziliby się zażyć ową substancję. Problemem mogłoby być jednak ukrycie badań przed alchemikiem, któremu kobieta mimo wszystko do końca nie ufała. Może był to przejaw narkotycznej paranoi, ale historia przeszukania przez strażników sugerowała, że nie był dość ostrożny. Czy to w skrywaniu swej działalności, czy też w dobieraniu sobie klienteli i współpracowników. O tym ostatnim najlepiej świadczył fakt, że zatrudnił Eirlys, chociaż akurat na to wojowniczka nie mogła narzekać. Zdała jego test przecież, a nikt, kto znałby jej historię lub chociaż fakt, że była alkoholiczką i narkomanką, by jej nie zaufał. A skoro Dobrzegniew obdarzył ją zaufaniem, to kobieta nie mogła odwdzięczyć się tym samym. Może i teraz był bardzo ostrożny, ale przecież nie zwraca się uwagi na lata bezbłędności, a skupia się raczej na pomyłkach.
  Z tymi i wieloma innymi, mniej składnymi myślami, Eirlys zasnęła. W snach jej udręczona podświadomość dalej kontynuowała ów wątek, tym razem zsyłając jej wizje rewizji strażników i nagłe przybycie Abira. Na wspomnienie o mężczyźnie serce kobiety zabiło szybciej, a oddech stał się ciężki i urywany. Gdy w końcu kobieta się wybudziła, poczuła, że pościel lepi się do jej bielizny — poprzedniego wieczora zdjęła odzienie, aby chociaż na nie nie powskakiwały pluskwy i złożyła je starannie na rozchybotanym stołku, który postawiła w kącie. Powstrzymała więc wstręt i założyła ubranie na nieumyte ciało, po czym ruszyła na poszukiwanie karczmarza lub jakiegokolwiek pracownika, po czym wyprosiła miskę, ręcznik i dzban zimnej wody. Nie liczyła na mydło w przybytku takim jak to, ani nawet na to, że miska lub skrawek materiału, jakim zamierzała się wytrzeć będą czyste, więc zignorowała ich stan. Kiedy już zdobędzie więcej pieniędzy, poszuka lepszego loku, na razie jednak liczył się każdy pens. Gdy skończyła tą prymitywną wersje toalety, zeszła na śniadanie. Wciąż było zbyt wcześnie, by ruszać do pracowni — niespokojne sny wybudziły ją na długo przed świtem — a kto wie, może i dzisiejszy posiłek okaże się prawie smaczny?

Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Vitav » 15 lip 2017, 15:42

  Po tak intensywnym i sprawiającym wrażenie krótkiego dniu, pełnego walki z nałogiem i prawie przymusowej paplaniny z ćpunami, alkoholikami, a nawet i z alchemikiem, zapadnięcie w sen nie było zbyt trudne. Wystarczyło zmrużyć oczy na parędziesiąt sekund, by moment później już bujać w obłokach, choć może lepszym określeniem były zamarznięte ulice Portu Gawron, przeszukiwana pracownia Dobrzegniewa, czy nawet — bardzo mocno wstrząsające Eirlys — przybycie do miasta jej byłego towarzysza, a właściwie przywódcy drużyny — Abira. Człowieka, którego mimo wszystko dziewczyna darzyła dość sporym uczuciem, jak sama niegdyś stwierdziła „nawet większym niż własnego ojca”. Jednak tylko ona wiedziała czy kochała go właśnie jak wyjątkowo dobrego ojczyma czy bardziej jako mężczyznę.
  Błogie chwile odpoczynku nie trwały jednak znów tak długo, może i sen zwykle trwa kilka godzin, jednak godziny te zlatują dosłownie jak sekundy. I o dziwo tym co dziwkę obudziło nie były promienie słońca, ani rozdarta gawiedź w Mieliźnie (bo przecież ci ludzie zwykle siedzieli ciszej niż mysz pod miotłą), a wycie jakiegoś kundla, który podlazł pod zapaskudzone okno. Stworzenie darło się jakby było co najmniej obdzierane ze skóry. I tak właściwie, gdy jeszcze nieco zaspana Eirlys wyjrzała przez okiennicę dostrzegła średniej wielkości psa, który to miał ogromne braki w futrze. Natomiast w miejscu tych braków znajdowały się ślady po poparzeniach, z niektórych ran ciekła nawet ropa. Zwierzę jeszcze chwilę się wydarło, po czym podkuliło ogon i pobiegło przed siebie, prosto w ciemne jeszcze uliczki, bowiem słońce wstać jeszcze nie zdążyło. Chwilę później pod tym samym oknem przebiegł jakiś człowiek w grubym kożuchu oraz głowie owiniętej w jakieś szmaty. Być może biegł za tym kundlem?
  W przybytku o tej porze — jak to zwykle bywało — panowała pustka. No, może gdzieś w kącie siedziała dwójka nieprzytomnych osób. Jeden chrapiący facet oparty o krzesło oraz kobieta, której głowa spoczywała na stole, pośród jej własnych wymiocin. Godzimir chyba nawet nie miał ochoty teraz zajmować się sprzątaniem tego całego syfu, stał tylko i zachowywał się jakby był nieobecny. Patrzył się przed siebie, oczy miał szeroko otwarte i wzdychał głęboko. Dopiero Eirlys nieco go „ocuciła”.
  — Ano jest coś, czeka, przyniose. — odparł zmęczonym głosem, po czym zniknął gdzieś na zapleczu. Wrócił po dobrych pięciu minutach z kilkoma szmatami i wiadrem, do którego dobrała się rdza. Oczywiście napełnione było wodą, o dziwo nawet czystą. Zapewne roztopiony śnieg, którego jeszcze nie zdążyły obszczać psy czy koty. Postawił przedmioty na ladzie i przycupnął na jednym ze stołków. — To będzie długi dzień. — dodał ponuro i podparł głowę rękoma.
  Poranna toaleta nie trwała długo, bowiem już po jakichś piętnastu minutach walki z lepiącym się ciałem i bielizną, Eirlys ją zakończyła. Przy okazji dopatrzyła się na swym podbrzuszu kilku ugryzień, podobnie na prawym ramieniu i jednym na szyi. Pluskwy musiały się do niej dobrać, gdy ta spała. W każdym razie po ponownym wejściu do głównego pomieszczenia, dziewczynę przywitał nieco inny widok. Przez ten krótki okres czasu zaczęli schodzić się różni ludzie. I jedna osoba, której obecność wyjątkowo dziewkę zadziwiła... nie, nie był to Abir, ale Alruna. Wyglądało na to, że coś ponownie ściągnęło ją do Mielizny i tym razem coś innego, niżeli chęć odnalezienia schronienia. W ręku trzymała jakąś szarą, skórzaną torbę wypchaną czymś po brzegi. Rozmawiała właśnie z jakimś ćpunem, który trzęsącymi się dłońmi przeliczał pensy i szylingi. Po chwili podał pewną ilość pieniędzy Waldgrossence, a ta wyciągnęła owinięty w jakieś szmaty przedmiot. Oczy narkomana aż się zaszkliły, a na jego twarzy zagościł uśmiech. Chwilę później wybiegł szczęśliwy z karczmy.
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Eirlys » 20 lip 2017, 15:53

  Eirlys niechętnie podeszła do okna, by poobserwować powód swej pobudki. Obszarpane, okaleczone zwierzę z pewnością bardzo cierpiało, jednak ów wniosek kobieta przyjęła z chłodną obojętnością. Wszak jeśli ktoś obraca się w towarzystwie, w którym każdy ma równe szanse na śmierć w wyniku zamarznięcia na ulicach miasta, przedawkowania narkotyku lub obrażeń powstałych w wyniku bójki lub przesłuchania przez strażników, to jakiś zdychający kundel nie robi już żadnego wrażenia. Jedyne, na co zdobyła się ciemnowłosa, to przelotna myśl, nieśmiałe życzenie, iż człowiek w kożuchu nie zdąży złapać psa i dokończyć swego dzieła. Nim jednak znikł jej z pola widzenia, wycofała się od nieszczelnego okna — które było tak brudne, że dostrzeżenie wszystkich zaropiałych ran na ciele psiska wymagało od kobiety wytężenia wzroku — i skierowała się do głównej sali.
  Wszelka miernota, która tłumnie przybywała do karczmy, jeszcze nie zdążyła przyleźć do owej mekki zapijaczonych i wiecznie chodzących na głodzie mętów. Nic dziwnego, że karczmarz pozwolił sobie na chwilę zamyślenia. Może zastanawiał się, jakie wyroki Onych skierowały go do tego miejsca, a może rozmyślał na nieco bardziej przyziemne tematy? O czymkolwiek myślał, raczej nie napawało to go optymizmem, kobieta nie czuła więc wyrzutów sumienia z tego powodu, że przerwała mu rozmyślanie. Zwłaszcza że dzięki temu mogła się w końcu umyć. Było coś dziwnie satysfakcjonującego w poczuciu, że pozbyła się resztek brudu. Szkoda, że zimna woda nie robiła tego samego z jej pragnieniem wypicia czegoś mocniejszego, co z potem i syfem, który tkwił na pościeli i przylepił się do jej ciała w czasie snu. Jeszcze bardziej żałowała, że w owej pościeli kłębiły się pluskwy, dla których blada skóra wydawała się bardzo apetyczna. Ale trudno, widziały gały co brały, teraz jedyne, co kobieta może zrobić, to kupować codziennie na targu liście fasoli, aby pluskwy przyczepiały się do nich. O tym sposobie powiedziała jej niegdyś babka, niestety niewiele to pomoże, jeśli chodzi o pluskwy, które na dobre przywiązały się do poduszki i prześcieradła. W dodatku przez tę srogą zimę, która trzymała w szachu nie tylko Port Gawron, ale też cały kraj, trudno będzie znaleźć fasolę, a ta sprowadzana z wysp szybko wyssie już i tak niewielkie fundusze ciemnowłosej.
  Z tą ponurą myślą ciemnowłosa z powrotem weszła do głównej sali. Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła Alrunę, która okazała się nikim innym tylko dilerką. Eirlys natychmiast pożałowała swojej wczorajszej oschłości. Nadal nie ufała Waldgrossence, teraz nawet bardziej niż podczas ich ostatniego spotkania, ale teraz należałoby wypytać ją, cóż takiego sprzedaje biednym ćpunom. Ciemnowłosa przeklęła w myślach na swój brak przenikliwości, swoim zwyczajem zrzucając go na karb alkoholu i narkotyków, po czym podeszła do Alruny.
  — A więc i ty uznałaś, iż "Locha" nie dorównuje "Mieliźnie"? — zapytała, starając się powstrzymać od złośliwości. Nadal nie próbowała udawać milszej, niż była, nie chciała jednak za szybko zdradzić się z tym, iż widziała wymianę pomiędzy kobietą a ćpunem. — Rozumiem twój wybór, zresztą Godzmir ostatnimi czasy wyjątkowo się stara, jeśli chodzi o posiłki. Nie podejrzewałam go o to, iż potrafi gotować. Jeśli mi nie wierzysz, możesz sama się przekonać — patrzyła uważnie na twarz dziewki. Żaden grymas, przygryzienie wargi, zatrzepotanie rzęsami czy też umknięcie spojrzeniem w bok nie umknęłoby jej oczom. — Innymi słowy, zapraszam cię na wspólny posiłek. Nie jest to co prawda najprzyjemniejsze miejsce, ale czyż nie mówią, iż to towarzystwo wpływa na to, jak się gdzieś czujemy?
  Na razie Eirlys jedynie proponowała, jednak — czego cudzoziemka nie mogła wiedzieć — w razie odmowy zamierzała zaprzestać uprzejmości. Jeśli Alruna nie miała ochoty na rozmowę, Jaksarka zamierzała wydobyć od niej informacje siłą. Piwnooka liczyła jednak na to, iż niewiasta nie zmusi jej do użycia noża. Godzimir raczej nie wtrąciłby się do owej "pogawędki", jednak pozory zaufania mogłyby się przydać, gdyby cudzoziemka okazała się powiązana z ludźmi rozprowadzającymi zatrute narkotyki.

Zaloguj  •  Zarejestruj

cron