Menu

Partnerzy Specjalni:



  
Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Karczma "Mielizna"

Postprzez Vitav » 30 kwi 2017, 18:37


Karczma "Mielizna"


"Mieliźnie" wie tak naprawdę mało kto. Głównie są to ludzie, którzy mają problemy z alkoholem, narkotykami, czy choćby nawet i z własną psychiką. Jest to miejsce niszowe, o którym jeśli się słyszy to są to same negatywne rzeczy. Jedyną popularną plotką na temat tejże karczmy jest to, że szynkarz miał kiedyś układy z paroma Drugimi, którzy to za pomocą rytuałów rzucali na jego trunki przeróżne zaklęcia. To jednak czysta bujda — jak twierdzi sam Godzimir, właściciel przybytku.
  Budynek jest dobrze ukryty, co utrudnia odnalezienie go nowej, przypadkowej klienteli. Umiejscowiony pomiędzy magazynami tuż przy dzielnicy portowej. Właściwie, to sama "Mielizna" niegdyś była magazynem, ale po pewnym incydencie lokum zostało całkowicie porzucone na długi czas. Do momentu, aż nie zostało zagospodarowane przez Godzimira, który wyposażył je w podstawowe elementy — nazwoził tam stołów, krzeseł, beczek, nawet świeczniki gdzieś mu się zdobyć udało. Podłoże pokryto deskami.
  Wewnątrz zwykle panuje półmrok, a w półmroku tym dostrzec można, że nic tutaj tak naprawdę nie pasuje do siebie — każde krzesło jest inne, tak samo jak każdy stół. Jedne deski na podłodze są czarne, inne brązowe, jeszcze inne zakrawają pod żółtawy odcień. Godzimir pokusił się nawet o kamienny kominek, nad którym czasem piecze udźca, albo inne mięso wątpliwego pochodzenia.
  Jeśli szuka się miejsca do snu, to do dyspozycji pozostają dwa pokoje, o ile można te klitki pokojami nazwać. Malutkie pomieszczenia, w których nie ma nawet okien. Mały stolik, kuferek i zbitka desek pokryta skórami — prawdopodobnie ma imitować łóżko. W każdym razie nadaje się jako posłanie. Żeby nie było całkiem ciemno, na blacie ustawionego wewnątrz mebla, stoi zwykle jakaś świeczka, a tuż obok niej hubka i krzesiwo.
  Klienci to zwykle te same osoby. Rzadko pojawia się tu ktoś nowy, a jeśli już to albo przez przypadek, albo z zaproszenia innego dziwaka. Tak, gromadzą się tutaj głównie dziwadła, osoby niepasujące do społeczeństwa — socjopaci, jak i ta część osób, która zwyczajnie ma większe problemy. Każdy raczej wita tu każdego starego bywalca z dystansem. Wszyscy zwracają się do siebie jak do przyjaciół, prawdopodobnie pomaga to nieco tym ludziom...

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Eirlys » 30 kwi 2017, 18:56

  Kobieta pewnym krokiem ruszyła z pracowni alchemika, sprawnie wymijając zabłąkanych przechodniów. Dobrze wiedziała, że tam, dokąd zmierza, ludzi będzie znacznie mniej. Karczma, do której zmierzała, przyciągała jedynie osoby podobne do niej — złodziei, ćpunów i dziwki aż tak brzydkie, że nawet i wystawanie w najciemniejszych zaułkach portu nie przynosi im klientów — ale przynajmniej straż trzymała się z daleka, a karczmarz bez pytań wynajmował te swoje dwa pokoje na tak długi okres, jak tylko będzie trzeba. A przecież ciemnowłosa jest teraz w niezbyt dobrej pozycji, gdyż pomimo rozpoczęcia pracy nie ma dachu nad głową.
  W końcu Eirlys znalazła się przed budzącym niepokój natury architektonicznej budynku, pchnęła oporne drzwi i znalazła się w znanym sobie towarzystwie. Kiwnęła jedynie głową stałym bywalcom — inne zachowanie byłoby w jej przypadku podejrzane, w końcu wśród tutejszej śmietanki towarzyskiej znana była jako mrukliwa ćpunka, która nigdy nie odzywa się pierwsza — i od razu ruszyła do karczmarza.
  — Przybyłam wydobyć cię z kłopotu Godzimirze. Wezmę jeden z tych twoich zapchlonych pokoi, powiedzmy na pięć dni — powiedziała, nie bawiąc się w grzeczności. Wszystko inne spowodowałoby niepotrzebne dla niej ściągnięcie uwagi pozostałych. Już i tak znalazła się tu o porze wcześniejszej niż zwykle. Czekając na rychłe przytyki ze strony mężczyzny, rozejrzała się szybko po pomieszczeniu, próbując ocenić, kto już przybył, a kto zamarzł za śniegu lub zapił się na śmierć od czasu jej ostatniego pobytu.

Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Vitav » 30 kwi 2017, 19:22

  Drzwi jak zwykle otworzyły się głośno przy tym skrzypiąc — jakby to było jakieś cholerne przekleństwo każdych wrót w Porcie Gawron. Nawet w tych pięknych, murowanych budynkach wszystkie odrzwia zawsze charakteryzowały się tym nieprzyjemnym dla ucha dźwiękiem. No ale cóż, przynajmniej zwracało to uwagę większości ludzi wewnątrz przybytku, lub ostrzegało właściciela przed złodziejem. Kolejnym, co dotarło do uszu Eirlys, było trzeszczenie desek, którymi wyłożona była podłoga. Wszelkie takie, nawet najcichsze dźwięki, dało się doskonale usłyszeć. Głównie przez to, że mimo sali wypełnionej ludzi wszelkiej maści — ćpunami, alkoholikami, nawet jakiś czarny Nerdyjczyk się znalazł — to każdy siedział cicho, a jeśli już coś mówił, to szeptał.
  Pomarańczowy blask wydobywał się z kominka, razem z dźwiękiem trzeszczącego drewna. Godzimir chyba dzisiaj miał jakieś święto, bo nad ogniem, na ruszcie kręcił się dorodny świniak. Jakiś narkoman z podkrążonymi oczami i dwójka opijusów już się na niego czaiło, choć pewnie jeszcze dobrych kilkadziesiąt minut potrwa, nim mięso będzie zdatne do spożycia.
  Na dźwięk kroków dziewczyny, część klientów "Mielizny" odwróciła się w stronę drzwi. Widok Eirlys jednak nie zajął ich na dłużej, jedynie odwzajemnili przywitanie, także wykonując wiadomy gest głową, a potem wrócili do swego zajęcia — picia, ćpania, czy tam jakichś cichych rozmów.
  Godzimir zlustrował dziewczynę wzrokiem, jakby próbując sobie przypomnieć kim ona jest. Starość nie radość, jak to mówią, choć w tym wypadku to pewnie zamieranie szarych komórek z powodu nadmiernego spożywania alkoholu. Cóż, po jakichś piętnastu sekundach milczenia w końcu się odezwał. Wyglądało na to, że już odnalazł gdzieś w mrokach swej pamięci sylwetkę ćpunki.
— Eirlys! A gdzieś to żeś była tyle czasu? — wręcz wybuchł, by potem szybko zamilknąć, gdyż zdał sobie sprawę, jak głośno wypowiedział te słowa — Ahh, tak, pokój. A wiesz, że wczoraj jakiś kurwisyn mi tam zdechł? Wszystko wziął i zarzygał przed tym jeszcze, ćpun cholerny. Potem wziął się krwią zejszczał chyba, bo tak jebało, żem sam prawie obiad cały zwymiotowałem. Chuj by go strzelił. Dałem Gromomirowi dwie korony, to wziął i on go wyniósł, bo sam bym tego nie zrobił... ano tak, pokój! Ten czysty ci dam, bo w tamtym to dalej śmierdzi jakby ktoś kozę zarżnął. Dziesięć koron i masz go nawet na tydzień. — dopowiedział, wyciągając przy tym spod lady klucz.
  W tym czasie dziewczyna mogła dostrzec, że parę starych bywalców gdzieś zniknęło, a doszło kilka nowych twarzy. Niektórzy pewnie zamarzli, niektórzy pewnie zdechli z przedawkowania, tak jak ćpun, o którym Godzimir przed chwilą opowiadał, a jeszcze inni dali nogę z portu. W oczy najbardziej rzucał się chyba chłoptaś w dziurawym kapeluszu i długim, szarym płaszczu. Siedział gdzieś na uboczu, patrząc się tak w kufel napełniony ciemnym korzennym, co rusz postukując rytmicznie palcami o blat stołu. Wydawało się, że coś do siebie mamrocze pod nosem. Kolejny dziwak.
— A wiesz, że Bogurad ostatnio wziął i strażnikowi przypierdolił z butelki w łeb prosto? Tylko potem z dziurą w brzuchu zdychał na rogu Rybiej, pod kapliczką cholerną. Nawet mu pomóc żem chciał, ale jak tam przyszedłem to już blady był. — zaczął gawędzić. Jak zwykle był najbardziej gadatliwą osobą w całej "Mieliźnie"…
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Eirlys » 30 kwi 2017, 19:52

  Eirlys cieprliwie czekała, aż trybiki w zapijaczonym umyśle karczmarza w końcu zaczną pracować. Ogromny wysiłek włożyła w zachowanie kamiennej twarzy, gdy mężczyzna uraczył ją bezsensowną historyjką o śmierci jakiegoś ćpuna. Nie interesowało ją, czy był to ktoś znajomy — w końcu połączenie narkotyków i przeszywającego do kości zimna sprawiało, że te ludzkie wraki padały jak muchy — za to nie chciała zbyt głośnym westchnięciem lub przewracaniem oczami zburzyć swego wizerunku. Nie żeby opinia o niej była tutaj jakoś szczególnie dobra, ale zawsze.
  — Jak wszyscy tutaj, bywałam ostatnio tu i tam — powiedziała wymijająco, w myślach odtwarzając sobie obrazy jakichś narkotycznych sesji, nocnych spacerów i robienia maści na wstydliwe choroby dziwek. Najgorsze było to, że sama nie wiedziała, czy to były jej ostatnie wspomnienia, czy też rzeczy, które widziała w narkotycznym delirium.
  Tym, co ją jednak zainteresowało, była cena pokoju. Eirlys nie była w "Mieliźnie" po raz pierwszy i dobrze wiedziała, że smród wymiocin i krwi wcale nie robił aż takiej różnicy w standardzie pokoju, a więc cena dziesięciu koron była dość wymagająca przy tych warunkach. Zmarszczyła brwi i spojrzała uważniej na Godzimira. Nie chciała go zastraszać — co prawda wątpiła, aby ktokolwiek ruszył na ratunek karczmarzowi — jedynie zaznaczyć, że nie nabierze się na tę próbę drobnego wyzysku.
  — Dziesięć koron powiadasz... Czemu z tygodnia nie zrobić za tę cenę dziesięciu dni? Za posiłki i tak będę płacić oddzielnie, a znasz mnie, wiesz, że nie sprawię ci kłopotu... — powiedziała, uśmiechając się lekko. Daleka była do podlizywania się staremu wieprzowi, ale skoro miała wszystkie zęby w komplecie i w kolorze daleko bardziej zbliżonym do bieli śniegu niż kły pozostałych bywalców, to czemu z tego nie skorzystać?
  Szybki rzut oka pozwolił jej stwierdzić, że nie ma nikogo, czyje towarzystwo mogłoby sprawić jej w tej chwili przyjemność. Co prawda z nikim tutaj nie dało się pogawędzić na tematy bardziej absorbujące niż ostatnie przestępcze akcje i działania straży, ale kilka osób, które odwiedzały to miejsce, miało więcej rozsądku niż inni. Ich brak kobieta odczuła tym dotkliwiej, gdy zauważyła nieznanego sobie kapelusznika, który toczył dysputy z samym sobą. Ludzie, którzy gadali do siebie, zwykle stanowili wyjątkowo irytujące towarzystwo, a przy tum nierzadko mieli napady paranoicznych lęków.  — Doprawdy? — zapytała, gdy karczmarz poczuł irracjonalną potrzebę podzielenia się z nią kolejną historią. Nie miała nic do roboty, a on nie potrzebował zbyt wielkiej zachęty do paplania, więc dała mu się wygadać. Kto wie, może przy okazji dowie się czegoś ciekawego? I w tym momencie do zamroczonego chlaniem i ćpaniem umysłu ciemnowłosej wbiła się iście genialna myśl. — To smutne, ale co możemy zrobić? Te kurwy uwzięły się na nas, chociaż słyszałam, że ostatnio nawet jakiegoś alchemika zaatakowali...
  Wojowniczka miała nadzieję, że nie przesadziła trochę, pytając od tak o alchemika. Ale jeśli Godzimir słyszał coś o ataku straży na pracownię Dobrzgeniewa, to warto by było się coś na ten temat dowiedzieć. A przy tym, zachęcony perspektywą rozmowy, może zgodzi się na obniżenie ceny za wynajem pokoju.

Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Vitav » 01 maja 2017, 13:45

  W Mieliźnie nastąpiło niemałe poruszenie, gdy jeden z gości, ten chłoptaś co wcześniej gadał sam do siebie, jednym haustem opróżnił kufel, a potem dobył noża. Nie trzeba było się długo zastanawiać co się zaraz stanie. Kapelusznik energicznie dźgnął się trzy razy w brzuch, po czym jego głowa opadła na blat, wręcz uderzyła. Strącił tym samym naczynie, które kilka razy zastukało w drewniane podłoże, po czym pękło i rozpadło się na kawałeczki. Jeden z ćpunów w końcu wstał i podszedł do człowieka, któremu z ust zaczęła lecieć już krew. Ale oczywiście nie po to by mu pomóc, a przeszukać. Dokładnie, narkoman po prostu zaczął oklepywać wszystkie kieszenie samobójcy. Nie trwało to długo, bo szybko dorwał się do sakiewki. Przeliczył monety i chyba niezadowolony kopnął w krzesło, które to rozpadło się na części, a trup opadł na podłoże. Zajściu temu przyglądali się wszyscy bywalcy karczmy...
— Szlag by to, kurwa. To już trzeci w tym tygodniu. Ktoś im chyba wciska jakieś gówno, bo nawet jak wcześniej zaćpani jak zwierzęta byli to o pierdolnięciu sobie nożem w brzuch nie myśleli. Kurwa ich mać. — wymamrotał oburzony Godzimir — Te, Gromomir! Chcesz zarobić? To weź mnie tego kurwisyna gdzieś wywal, do oceana albo gdzie! — wykrzyknął. Wspomniany Jaksarczyk jedynie wstał zadowolony, ciesząc się jak głupi do sera, po czym pochwycił martwego kapelusznika i butnym krokiem wyszedł wraz z nim na zewnątrz.
— I tak to się toczy od tych dni kilk... ano tak, pokój. Przeto dziesięć koron to cena okazyjna! Ale niech będzie moja strata, osiem koron za siedem dni! — odrzekł entuzjastycznie. Wyglądało na to, że już zapomniało całym tym zajściu, które miało miejsce przed chwilą. Spojrzał się w stronę udźca, do którego właśnie pysk zaczynał pchać jakiś ćpun. Prosto w ogień i okropnie gorącą wieprzowinę.
— Żeszty huncwocie chędożony! — krzyknął i zaczął biec w stronę w mężczyzny. Popchnął go, a ten przywalił łbem o kant kominka — Jeno przytomność stracił, pilnujcie go. — dodał beznamiętnie. Wrócił na miejsce — To jak, osiem koron i klucz jest twój, na calutki tydzień. — dokończył, bawiąc się kawałkiem stali.
— Alchemik... — wymamrotał jakiś ćpun, który przystanął właśnie obok Eirlys — Szkoda Dobrzegniewa, dobry chłop był, z towarem dobrym, ale jakiś psisyn go tym kurwom strażnikom wydał, bo mu astry za darmo dać nie chciał. Ale ludy już go złapały i sprały tak, że by go matka nie poznała. Teraz go pewnie wilcy obgryzać kończą. — kontynuował — Piwa polej, Godzimirze, ino mocnego, a nie to korzenne gówno! — dodał.
  Wygląd mężczyzny pozostawiał wiele do życzenia. Długa, czarna broda, którą pewnie zamieszkiwały wszy. Krzaczaste brwi, nochal jak u jakiejś wiedźmy, którą się dzieci straszy. Usta, choć ledwo spod zarostu wystają, to widać, że popękane. Brak kawałka prawej powieki i przekrwione oko. Włosy... no cóż, poszargane, miejscami powyrywane pozostawiając puste placki, co przy tak długich kudłach wyglądało zdecydowanie zabawnie. Co było zaskakujące, przy pasie przypięty miał długi, postrzępiony miecz. Nieco pokryty rdzą. Widać, że oręż miał już swoje lata, tak jak zresztą jego właściciel.
  Karczmarz polał mu piwa, od którego wręcz waliło odorem spirytusu, Eirlys na zapach ten mogła ślinka pociec. Chłop wziął solidny łyk, po czym odetchnął z ulgą. Oblizał się, zahaczając poranionym jęzorem o kłaki i znów się odezwał.
— Jeszcze jakiś kurwisyn ostatnio chłopakom jakiś syf sprzedaje. Zdychają na ulicach, do wody się rzucają, atakują innych, albo samych siebie. Jakby jaka klątwa na nas wszystkich spadła. Miejcie nas Oni w opiecie... — rzekł zrezygnowany, drapiąc się po głowie i opierając łokciem o blat...
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Eirlys » 01 maja 2017, 19:43

  Trochę odwlekło się w czasie podjęcie decyzji przez Godzimira odnośnie obniżki ceny za pokój, gdyż jeden z gości postanowił sobie właśnie umrzeć. I to dosłownie. Eirlys widziała wielu już czubów i zdarzało się, że była świadkiem mniej lub bardziej udanych prób samobójczych, ale już od początku cała ta sytuacja wydała się jej aż tak dziwna, że przyglądała się temu z zainteresowaniem. Zaczęła intensywnie myśleć nad tym, co takiego zwróciło jej uwagę, że aż pomyślała, że lepiej by jej szło po kilku głębszych. Odrzucenie tej myśli kosztowało ją sporo wysiłku — a nie ułatwiał jej tego fakt, że już drugi raz w ciągu dnia miała alkohol dosłownie na wyciągnięcie ręki — ale w końcu udało się jej samą siebie upomnieć, że przecież wcześniej piła po to, aby stłumić wszelkie myśli. Niestety, wszystko to zajęło jej trochę czasu i już musiała kierować swoją uwagę z powrotem na Godzimira, na razie ignorując niepokojące wrażenie, że z samobójstwem kapelusznika musi się wiązać coś ważnego dla niej samej.
  — Zgoda, niech stracę — powiedziała, w duchu ciesząc się, że wyda o dwie korony mniej na pokój, który bardziej przypomina więzienną celę niż kwaterę do wynajęcia. Poczekała, aż ćpun, który zmaterializował się obok niej, przekaże interesujące ją wieści o Dobrzgeniewie, po czym zapłaciła za pokój. Przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy zamówić coś do jedzenia, ale w końcu zdecydowała, że wytrzyma ssanie w żołądku jeszcze trochę, by najeść się w miejscu, w którym jedzenie nie jest obłapiane przez zgłodniałych narkomanów.
  Tymczasem historia o biednym alchemiku okazała się być ogromnym rozczarowaniem dla kobiety. Była na tyle wiarygodna, że rzeczywiście mogła mieć miejsce, ale znękany przymusową trzeźwością umysł Eirlys nie na taką odpowiedź liczył. Natomiast to, co obdartus dodał już po pociągnięciu pokaźnego łyka piwa — kiedy to ciemnowłosa ledwie co wytrzymała w miejscu, pożądliwym wzrokiem obrzucając naczynie z podrzędnym zapewne trunkiem — sprawiło, że kobieta w końcu zrozumiała, co jej jeszcze przed kilkoma minutami nie pasowało w uroczej scence rodzajowej, kiedy to kapelusznik tak po prostu zadźgał się na oczach pozostałych klientów "Mielizny".
  Wydało się jej wysoce podejrzane, że w chwili, w której dowiedziała się o nowym, opracowanym przez Dobrzegniewa narkotyku usłyszała też o świeżej fali samobójczych śmierci ćpunów. Może mężczyzna sprzedawał go im w celu sprawdzenia, czy osiągnął już zamierzany efekt, a może narkotyk już z założenia miał być trucizną, to w tej sprawie nie było istotne. Ważne natomiast było to, że Eirlys, jako narkomanka, musi wiedzieć, kto rozprowadza syf po ulicach. Jeśli okaże się, że to jej pracodawca, to nie będzie miała problemów z uniknięciem tej substancji — po prostu musiałaby sobie wbić do łba, że nawet na największym głodzie nie może spróbować przygotowywanych ingrediencji. Jeśli natomiast po Porcie Gawron krąży jakiś truciciel, to wszystko się komplikuje.
  — Nic o tym nie słyszałam — powiedziała, starając się udać sposób, w jaki normalny człowiek nawiązałby z nieznajomym rozmowę o pogodzie. — Od dawna już się tak dzieje? — dodała, na wypadek, gdyby brodacz nie chciał sam z siebie wyrzucić kolejnych informacji.

Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Vitav » 08 maja 2017, 20:13

  Mężczyzna był wyraźnie zainteresowany możliwością zamienienia z kimś choć kilku słów. Jak powszechnie wiadomo, z ćpunami rzadko kiedy ktoś chce przebywać w jednym pomieszczeniu, czy jakkolwiek obcować, a co dopiero konwersować. Na dodatek w samej Mieliźnie rzadko zdarzało się spotkać osobę na tyle rozmowną, by wymienić coś więcej niż przywitanie. Tak więc niczym dziwnym więc był fakt, że rozmówca Eirlys był tak bardzo skory do gadania. Wskazał jedynie karczmarzowi, by ten napełnił kufel, po czym energicznie oderwał głowę od dłoni, którą się podpierał.
— A ze jakieś dwa, albo i trzy tygodnie będzie odkąd to pierwszy, choć to i też Oni sami wiedzą, się wziął i zarżnął. A znałem ja go, bo to mój przyjaciel dobry był, zawsze sigmą poratował, albo koroną wspomógł... ale to nie o tym ja. No tak, wracając. — roztargniony znów przerwał, chwytając za dopiero co napełnione naczynie, po czym w paręnaście sekund opróżnił całą jego zawartość. Zachowywał się jakby właśnie zaczynał być na głodzie. — Ano tak, wziął i się zarżnął chłopak. Ale nie tak zwyczajnie, tylko gardzielą o kawał skały zaczął trzeć, aż se całkiem ją rozciął. Darł się przy tym okropnie, że coś go swędzi. Ja ino żałuję, żem mu pomóc nie mógł, bom nawet na nogach ustać nie mógł... — dokończył zrezygnowany.
— Ano tak się kończy ćpanie jakiegoś gówna od podejrzanych jegomościów. Ale gdybym tego kurwisyna na odległość ręki dostał, to bym jak najgorszego psa zaciukał, bo mi klientów truje, a potem jeszcze taki syf po nich zostaje. — cedził przez zęby, wskazując jednocześnie na miejsce, w którym przed chwilą doszło do samobójstwa. Cóż, jeśli ktoś się spodziewał, iż Godzimir będzie zadowolony z tego, że mordują mu klientele, to był w dużym błędzie. — Może się jeszcze na jakie mięsiwo skusi? — zapytał dziewczyny. — Piwa jeszcze za darmo dorzucę! — dodał.
— A kto by te szczyny pić chciał? — wtrącił się znów ćpun, wylizując z kufla resztki alkoholu. Karczmarz spojrzał na niego tylko z politowaniem, nawet nie komentując tego zachowania.
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Eirlys » 08 maja 2017, 21:01

  Eirlys miała szczęście — trafiła na ten gadatliwy typ ćpuna, a nie paranoiczny, do którego to sama się zaliczała. Jej rozmówca chciał się wygadać, a ona chętnie by posłuchała czegoś konkretnego na interesujący ją temat samobójstw popełnianych na narkotycznym odlocie. Kobieta uśmiechnęła się nieznacznie i uważnie wsłuchiwała się w słowa brodacza. Informacja o tym, że tajemniczy środek wywołuje uczucie swędzenia na tyle silne, że nieszczęśnik chwyta się jakiegokolwiek sposobu, aby je zakończyć, była dość ciekawa. Wciąż jednak było to za mało, aby móc sklasyfikować tę substancję do jakiejś znanej jej grupy. Niestety, ze zrozumiałych powodów, ćpun nie mógł jej opisać koloru i zapachu owego narkotyku. No nic, trzeba pracować z tym, co się ma, pomyślała.
  — Ano racja, przez tego truciciela to i strach teraz będzie cokolwiek sobie zakupić... — powiedziała z przekonaniem, wszak była to sprawa, która i ją samą dotyczyła. — Czyli twój znajomy był jednocześnie twoim klientem, tak? Ale skoro czasem częstował własną sigmą, to nie tylko ty jeden go... hm... zaopatrywałeś, czy dobrze rozumiem? — urwała na chwilę, oczekując jakiejś reakcji swego rozmówcy. — Zmierzam do tego, że może właśnie ten drugi sprzedawca sprzedaje trefny towar z powodu jakiegoś układu?
Dała mężczyźnie chwilę na przemyślenie tej sugestii. W tej sytuacji wydawało się jej, że kluczem do odnalezienia twórcy trucizny jest odszukanie sprzedawców, którzy rozprowadzają jego dzieło po ulicach. A przy tym już poznanie tej informacji mogłoby wystarczyć do unikania owego narkotyku.
  Tymczasem Godzimir okazał się aż tak spragniony towarzystwa, że zaproponował kobiecie posiłek. Co prawda Mieliźniane standardy nie były zbyt wysokie a Eirlys wolała z własnej woli nie wydawać pieniędzy na danie, którego pochodzenie i przygotowanie były cokolwiek wątpliwe, ale — jak to mówią — gdy inni dają za darmo, nie należy wybrzydzać. Uśmiechnęła się więc ponownie, tym razem jednak zmuszając się do tego grymasu mającego oznaczać wdzięczność.
  — A juści, że się na mięsiwo skuszę. Ale nie kłopocz się z piwem, dziś już... — urwała, wykonując bliżej nieokreślony ruch ręką. Skoro Godzimir zajmuje się handlem narkotykami, niechybnie dojdzie do wniosku, że Eirlys zaciągnęła się czymś na tyle mocnym, że nie trzeba jej dodatkowych podniet w postaci alkoholu. Co nie było prawdą, gdyż niczego bardziej w tej chwili nie pragnęła, niż wypić kufel nawet i rzeczonego sikacza, jakiego podają w karczmie. Na szczęście dla ciemnowłosej, jej dziwaczne oczy — a właściwie źrenice w kształcie dziurek od klucza — uniemożliwiały proste stwierdzenie, czy jest pod wpływem narkotyków, czy też nie. Oni byli w tym przypadku wyjątkowo dla niej łaskawi.

Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Vitav » 09 maja 2017, 19:31

  Mężczyzna spojrzał na Eirlys dziwnym wzrokiem. Właściwie to mógł on być dziwny z dwóch powodów — raz, że oko mężczyzny niepokojąco skakało i trzęsło się, a dwa, że jego podkrążone gały mierzyły na zmianę nos i czoło dziewczyny. Cokolwiek chciał tym osiągnąć, raczej nie miał złych zamiarów. Nie wyglądał na człowieka, który miałby się rzucić z pięściami czy, nie dajcie Oni, ostrzem nożna na drugą osobę. Tym bardziej nie tutaj, nie w karczmie, choć istnieje spora szansa, że wśród bandy ćpunów przeszłoby to bez większego echa.
— A gdzie by tam, gdzież ja bym mu sigmy dał, jak ja sam nic nie miał. A jak żem miał, to po godzinach paru już żem nie miał, o! — odrzekł — Towar to mu sprzedawał, ten no, Dogomir, ale jego tom od dni już wielu nie widział na oczy. Jakby się wziął chłopina pod ziemię zapadł. Jeno ze szpadlem szukać, hehe. — dodał. Po chwili znów skinął na Godzimira. Cóż, na drugim kuflu piwa się dziś nie zakończy, przynajmniej w przypadku brodacza.
— Jakże to tak, piwa się nie napije? Takie dobre, ciemne, korzenne mam! Albo wina, sam żem robił! W beczce przez rok już drugi stoi, pachnie pięknie, a słodziutkie jak miód! — karczmarz cmoknął, po czym wyjął spod lady drugi kufel i zieloną butelkę pełną czerwonej cieczy. Napełnił naczynie prawie do pełna i podsunął pod nos dziewczynie.
— A spróbuj, na koszt mój. Mówię ja ci, lepszego nie znajdziesz, a tańszego to tym bardziej. — dodał, odchodząc w stronę rusztu. Chwilę mu zajęło, nim odgonił od niego grono dzielnych narkomanów wpatrujących się w ogień. Równie długo trwało, niż udźca z rusztu tego zdjął. Przeniósł dziczyznę na jeden z wolnych stolików i tam zaczął się nim zajmować. Mięso rozeszło się właściwie błyskawicznie, zostało tylko tyle, że jeszcze z trójka ludzi by się najadła. Zabrał więc i to, by podstawić pod nos alkoholiczce.
— A mówił mi Jarodziej, że na ćpunach się nie dorobię. Tymczasem dzika zeżarli szybciej, niżby to w jakiej innej karczmie się stało. Hehe. — powiedział oberżysta.
— Godzimirze, a ja? Ja mogę wina? — spytał ćpun, jakby pierwszy raz na oczy widział czerwony trunek.
— Ano jasne, że możesz, ino pięć koron mi tu daj. —
— Ale... —
— Ale żadnego ale, jak złota nie masz to wypierdalać mi w podskokach stąd, ino raz! — huknął na brodacza, który już się więcej nie odezwał, patrzył jedynie na w połowie pełną butelkę wina.
  Tymczasem w mieliźnie podniosła się niebywała wrzawa. Coś co próbowało być okrzykiem, wydobywało się z ust właściwie prawie wszystkich bywalców karczmy. Ich oczy były zaś skierowane na jakiegoś młodego, na oko szesnastoletniego chłopaczka i niewiele starszą dziewkę. Dwójka ta okładała się na zmianę po twarzy, aż w pewnym momencie zirytowany dzieciak chwycił za krzesło i wycedził nim prosto w brzuch dziewczyny. Ta upadła na ziemię, uderzając głową o nogę jednego ze stołów, który to z kolei się rozpadł. Do uszu Eirlys dotarł jedynie dźwięk bitego szkła i głośny wrzask ćpuna, który chyba wyjątkowo zdenerwował się tym, że ktoś właśnie śmiał przeszkodzić mu w spożyciu alkoholu, a być może nawet czegoś "mocniejszego". I już miał się rzucić z łapskami na właściwie bogu ducha winne dziewczę, gdy jego towarzysz go powstrzymał, łapiąc po pachy i unieruchamiając delikwenta. Wszystko powoli ustawało, jedynie twarz Godzimora z sekundy na sekundę stawała się coraz bardziej czerwona.
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Eirlys » 09 maja 2017, 21:01

  Przyzwyczajona do rozbieganego wzroku ćpunów, Eirlys nie zwróciła uwagi na sposób, w jaki brodacz próbował na nią patrzeć. Takie rzeczy po prostu trzeba zaakceptować i starać się nad nimi nie rozwodzić, zwłaszcza że bywało, że najbardziej rozdygotany ze wszystkich narkoman wiedział najwięcej. Poza tym mężczyzna nie sprawiał wrażenie niebezpiecznego, a przynajmniej — niebezpiecznego dla kobiety, więc nie sądziła, aby miała się czym przejmować.
  — Ze szpadlem, powiadasz... To i może jakiegoś poszukam, bo bardzo mnie ciekawi, kto przejął interes po Dogomirze. Rozumiem, że już o nim niewiele wiesz, co? — nie sądziła, aby jej rozmówca był aż tak obyty w świecie ludzkich wraków, ale skoro już postanowiła zamienić z nim kilka słów, nie było większych powodów, aby się powstrzymać.
  Tymczasem silna wola Eirlys została wystawiona na ciężką próbę. Karczmarz, urażony jej niechęcią wobec piwa, postanowił uraczyć ją trunkiem o wiele lepszym. Zaiste, nawet pomimo wiecznego alkoholowego pragnienia kobieta i tak doceniłaby zalety czerwonego trunku, który jej podano. Jej kompan patrzył na wino ze zrozumiałą tęsknotą, natomiast ciemnowłosa właśnie przeklinała swój los. Nie było mowy, że powstrzyma się, o ile nie znajdzie żadnego pretekstu do porzucenia kufla. Niestety, chociaż w karczmie działo się sporo, wszystkie konflikty rozwiązywały się równie szybko, co się zaczęły.
  Nawet teraz, gdy chłopak zupełnie bez powodu — a może postępował zgodnie z podszeptem głosów w jego spaczonej narkotykami głowie — rzucił się na dziewczynę, cała sytuacja zakończyła się, nim jeszcze rozkręciła się na dobre. Mimo że zdawało się, iż nieznajomej nic nie jest, Eirlys postanowiła udać, że właśnie wezbrały w niej ludzkie uczucia. Było to równie rzadko spotykane, co dobrowolne wplątywanie się w rozmowę z kimkolwiek, jednak w takich sytuacjach zawsze kierował nią jakiś ukryty motyw, mogła więc udawać, że i tak jest w tym przypadku. Podeszła więc do dziewczyny i pomogła jej usiąść na krześle, którym wcześniej dostała. Sucho poleciła dziewczynie się nie ruszać, po czym uważnie obejrzała jej obrażenia, a przy okazji przyjrzała się kobiecie. Bądź co bądź niewiele kobiet zjawiało się w "Mieliźnie", możliwe więc, że owa niewiasta była jej znana. A jeśli nie, to może się biedną uda zastraszyć do opłaty za doraźną "pomoc lekarską".

Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Vitav » 12 maja 2017, 19:22

  Wino działało na dziewczynę jak działało. Ledwo powstrzymywała się przed wzięciem paru łyków, by potem znów wpaść w ciąg alkoholowy. Póki co od trunku odciągała ją jedynie rozmowa z ćpunem, który wydawał się wiedzieć całkiem sporo o tym co w trawie piszczy. Niczym dziwnym więc był fakt, że kobieta postanowiła wykorzystać sytuację i póki miała jeszcze okazję wypytać mężczyznę. Gdy ten usłyszał pytanie o to, kto przejął interes po Dogomirze, dziwnie się zjeżył, jakby sama myśl o tym człowieku była czymś nad wyraz nieprzyjemnym i budzącym niepokój. Powoli odwrócił brodatą twarz w stronę Eirlys, która właśnie toczyła wewnętrzną walkę i zaczął coś mamrotać.
— Interes przejął... przejął go Żargodz... dziej. — wstał nagle, rzucił na ladę parę pensów i skierował się do wyjścia, przebierając nogami szybciej, niżeli przerażona dzierlatka. — M-miałem jeszcze ryby p-przenieść. — przełknął głośno ślinę, po czym otworzył energicznie drzwi, przeszedł przez nie, a potem nimi trzasnął. Ćpunka mogła dostrzec, że człowiek ten dziwnie się przez cały czas ten telepał. Czyżby złapał go głód? Kto wie, kto wie...
  W tym samym czasie pieniądze liczyć zaczął Godzimir, który nie dość, że rozzłoszczony na obijającą się dwójkę ludzi, to jeszcze teraz zaczął drzeć się w stronę wrót, za którymi zniknął narkoman. Coś na temat tego, że zapłacił za mało. No i oczywiście nie mogło zabraknąć słów wyrażających jego nienawiść do złodziei i szubrawych kurw, przez które kiedyś zbankrutuje, a wtedy będą zdychać na ulicach Portu Gawron... jakby już tego nie robili.
  Eirlys jednak ruszyła w stronę dziewczyny, która dopiero co oberwała meblem, który raczej służy do siedzenia na nim, niżeli do okładania się po mordach, czy w tym wypadku po brzuchu. Dziewka podała dłoń kobiecie, a potem, zgodnie z jej instrukcją, usiadła na krześle. Tylko chłopaczek, który wcześniej spuścił łomot poszkodowanej coś burknął stojąc pośród, rozchodzącego się już do własnych stolików, małego tłumu.
— Łachudra i złodziejka, kurwa jej mać, tfu! Ciebie też tak wyrobi, że bez niczego zostaniesz! — wypowiedział dokładnie te słowa, po czym niemal bezszelestnie opuścił Mieliznę. Pobita odprowadziła go wzrokiem, który gdyby mógł to by zabijał.
— Dziękuję za pomoc, tym bardziej, że ja stąd nie. Pierwszy raz to będzie, kiedy ktoś mi rękę podał. — rzekła przejętym głosem, od którego wyraźnie biło akcentem charakterystycznym dla Waldgrosseńczyków. Wpatrywała się Eirlys prosto w oczy.
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Eirlys » 14 cze 2017, 21:18

  Już rozkojarzona wizją spróbowania wytrawnego wina, kobieta ledwie zauważyła reakcję swego rozmówcy na jej, zdawałoby się, niewinne pytanie. Miała już przed oczami obraz siebie chciwie chłepczącej ów trunek, a zaraz potem całą sekwencję przypominającą sceny z teatrzyku lalek, pokazujące jak to szybko się stacza ponownie na samo dno, nie mogąc zakończyć alkoholowego ciągu. Mimo to jednak wyraźny strach brodacza przebił się jakoś przez świadomość ciemnowłosej, która w milczeniu obserwowała, jak ćpun ucieka. Pomimo wszechobecnych oparów alkoholu, które ją mocno dekoncentrowały, nakazała sobie zapamiętać, aby rozpytać w środowisku ćpunów i osób słynących z zamiłowania do stosowania przemocy, kim jest ów Żargodziej. Musiało coś być w tym mężczyźnie, że brodacz tak z niczego się przestraszył i uciekł, zarzucając pomysł naciągnięcia karczmarza na wino.
  Eirlys z pozoru zignorowała ostrzeżenie chłopaka co do pobitej dziewki, ale tak naprawdę przyjrzała się jej uważnie. "Mieliznę" odwiedzały różne męty, dlatego wcale nie zdziwiłoby ją, gdyby nieznajoma okazała się naciągaczką. Równie dobrze mogła być pospolitą złodziejką, co podpuszczalską kurewką, która podnosiła ceny już po wykonaniu usługi.
  Głos niewiasty przypomniał ciemnowłosej Ingę. Dziwka też pochodziła z Waldgrossen, w dodatku z pozoru sprawiała wrażenie grzecznej i dobrze ułożonej. O ile dobrze pamiętała, to właśnie ta dziwaczna — biorąc pod uwagę jej profesję — niewinność sprawiła, że alkoholiczka jej zaufała. Niestety szybko okazało się, że nastolatka tak naprawdę nie była uciśnionym dziewczątkiem odpracowującym rodzinny dług, a po prostu wybrała sobie zawód, który najlepiej wpasowywał się w jej upodobania.
  Eirlys nie chciała się jednak dłużej nad tym zastanawiać, już i tak patrzyła na nieznajomą dość długo, aby zauważyć wszelkie obrażenia i ocenić jakość odzienia kobiety. Zarówno zbyt skromny, jak i zbyt wystawne suknie wiele mogłyby powiedzieć o jej roli w społeczeństwie.
  — Może po prostu nie przychodziłaś do odpowiednich miejsc? — zapytała, co było pokrętną sugestią co do statusu karczmy. — Długo już jesteś w tym mieście? — dodała, licząc na trochę bardziej rozbudowaną odpowiedź niż lakoniczne "tak" lub "nie".

Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Vitav » 15 cze 2017, 13:20

  Oczywistym było, że brodacz, który nagle dostał ataku parkinsona i zaczął się tłumaczyć, żeby wyjść bez pytań, wiedział coś interesującego. I ta informacja także z pewnością była czymś co chciałaby wiedzieć Eirlys, szczególnie jeśli ma ochotę porozmawiać z tym osobnikiem co to jakieś lewe narkotyki sprzedaje. W końcu niebawem sama mogła paść ich ofiarą jeśli miałaby wystarczająco dużo "szczęścia". Z drugiej strony osoba Żargodzieja była dobrym powodem, żeby raz na zawsze skończyć z ćpaniem. O ile to właśnie on rozprowadzał ten lewy specyfik, a nie był tylko pośrednikiem.
  Tym jednak alkoholiczka teraz się martwić nie musiała, bowiem na głowie miała co innego — dziewkę co to krzesłem w brzuch oberwała. No i przy okazji łbem o nogę stołka uderzyła.
  Ubrana była dość skromnie, choć z pewnością nie można jej było nazwać pierwszym lepszym biedakiem, żebrakiem czy inną łachudrą. Biała koszula, o dziwo niepoplamiona oraz ciemne, raczej wpadające w szarawą barwę, lniane spodnie. Górna część ubioru zdawała się mieć pewne zgrubienia na końcach rękawów, wspomnieć też należało, że obszyte były one złotą nicią. Z pewnością nie pasowały do tej dolnego elementu garderoby. Na to wszystko narzucony był gruby kożuch, wyglądający jak jeden z tych, w których zwykle chodzą ludzie ze Śnieżnej Przystani. Gęste wilcze futro w miejscu kołnierza, reszta także pokryta włosiem jakiegoś stwora, jednak już nie rzucało się to tak bardzo w oczy. Najbardziej jednak w oczy rzucały się dwa pierścienie na palcach prawej ręki. Wykonane ze złota z jakimś kamieniem szlachetnym w środku. Jeden czerwony, drugi zaś wpadający w błękit. Buty dziewczęcia to zaś chyba robota jakiegoś niezbyt zdolnego szewca, a najprawdopodobniej tegoż szewca czeladnika. Wysokie, rozpadające się i posiadające niezbyt solidnie wyglądające szwy. Jeszcze parę dłuższych spacerów i pewnie nic z nich nie zostanie. Cóż... przynajmniej obrażenia nie wyglądały na krytyczne. Na głowie pewnie pojawi się mały guz, a brzuch... dziewczę po prostu było dość filigranowe, dlatego tak łatwo odleciało w tył.
— Ano ja o Mieliźnie usłyszałam od takiego rosłego mężczyzny, mówił że dobrze tu zjeść można i się napić. No i że jakieś ciekawe rzeczy się tu znajdują, to przyszłam. — mówiła, już nieco spokojniej niż wcześniej. Chyba poczuła się bezpieczniejsza. — Jakieś sześć dni może już będzie. Zatrzymała mnie ta przeklęta zima. Przybyłam ze Śnieżnej Przystani, a wcześniej jeszcze w Porcie Awos byłam, skąd wyruszyłam zresztą. Z bratem wędrowałam, ale go zbóje napadły i tak jakoś wyszło, że do Mirosil musiałam zawitać... — no i się wyjaśniło, skąd na niej ten kożuch — Ale jaka ja głupia. — zaśmiała się — Kogóż to by interesowało. Alruna jestem. — przedstawiła się. Najwyraźniej Eirlys zdobyła jej zaufanie zadziwiająco szybko, albo to owa Alruna je zdobyć chciała. Kto wie?
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Eirlys » 05 lip 2017, 22:29

  Kobieta bez słowa odprowadziła wzrokiem przerażonego nagle brodacza, mimo że komentarz sam cisnął się na usta. Mimo wszystko należało zważać na to, co się mówi — może i wszyscy wydawali się już nieźle podchmieleni mimo wczesnej pory, ale nigdy nie wiadomo, kto z owej swoistej mieszanki mętów nie węszy, aby przekazać informacje strażnikowi w razie zatrzymania za drobną kradzież czy handel narkotykami.
  Temu i Eirlys ostrożnie potraktowała pobitą dopiero co dziewczynę. Nieznajoma mogła równie dobrze być naciągaczką i sprawną złodziejką, co po prostu naiwną przyjezdną nieznającą dobrze miasta i jego realiów. Wyglądała niegroźnie, ale czyż one wszystkie tak nie wyglądają?Przecież nawet Inga wydawała się potulną duszyczką, szybko jednak okazało się, że była lubieżną ladacznicą. Patrząc na jej słodką buźkę i słuchając pocieszających słówek, jakie kierowała w stronę alkoholiczki, można się było spodziewać, że dziwką została, aby spłacić dług. A tak naprawdę po prostu kochała uprawiać miłość z byle kim i byle gdzie. Nie raz i nie dwa wtulała się sugestywnie w ciemnowłosą, domagając się pieszczot. Ciemnowłosa odrzuciła jednak te nieczyste myśli, co było o tyle łatwe, że stojąca przed nią dziewczyna w ogóle jej nie pociągała. Nie chodziło tu nawet o jej cudaczny strój — jakby kobieta wyruszyła w podróż i w trakcie musiała na szybko kompletować strój stosowny do pogody — ani o to, że była brzydka. Nie miała jednak w sobie tej namiętności, wojowniczka więc mogła ochłonąć po wspomnieniu sprawnych rąk i ust Ingi.
  — Obawiam się, że ów człek się pomylił. Więcej "ciekawych" rzeczy może ci się tu przytrafić, niż dobrych posiłków. Chyba że uśmiechniesz się przyjaźnie do karczmarza — powiedziała nie bez złośliwości.
  Tak jak powiedziała Alruna, Eirlys miała szczerze daleko i głęboko historię jej podróży. O ile niewiasta nie była związana z jej dawnymi towarzyszami — a raczej nie była, ponieważ wtedy byłaby lepiej przygotowaną podróżniczką — lub nie zajmowała się handlem narkotykami — co również wydawało się mało prawdopodobne — to jej los był ciemnowłosej po prostu obojętny. Niemniej nie okazała tego w żaden sposób, a po prostu przedstawiła się.
  — Eirlys jestem. Jeśli zależy ci bardziej na oszczędzeniu koron niż przyjemnym pobycie, to owe miejsce w istocie nie jest złe. Jeśli jednak wymagasz, powiedzmy, pościeli pozbawionej robactwa lub nierozcieńczanego dziesięćkroć piwa, to lepiej udać się gdzieś indziej — powiedziała, starając się, aby owe słowa nie zostały pochwycone przez karczmarza. Gdyby się dowiedział, że odstrasza mu klientów, mógłby ją wyrzucić lub po prostu przestać być tak uprzejmym i hojnym.

Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Karczma "Mielizna"

Postprzez Vitav » 07 lip 2017, 16:54

  — Och, zdążyłam zauważyć. Same zapijaczone mordy z nieprzytomnymi oczami, głupia ja byłam, że nie uciekłam stąd czując smród gorzały i wymiocin. Pomyślałam jednak, że coś się może kryć za tym i faktycznie jadło dobre będzie. Ale gdzie tam. — machnęła wymownie ręką — Ledwo zdążyłam się w mięso wgryźć, a już jakiś kurwisyn się do mnie dobierał, a jak mu odmówiłam to dostałam tym krzesłem. A tyle w Mirosil słyszałam o ludziach z Portu Gawron to ni cholery zawierzyć nie chciałam. To się teraz na skórze własnej przekonałam... — dokończyła. Powoli się zaczęła "ogarniać", obmacała swą drobną główkę, lekko przy tym krzywiąc usta, gdy dotknęła miejsca, w którym pewnie niedługo pojawi się guz. Odgarnęła na bok kruczoczarne włosie sięgające może lekko za łopatki, a następnie wstała.
  — Prędzej się wilkom dam rozszarpać, niżeli dłużej tu zostanę. — odparła na słowa dotyczące uśmiechu, który to powinna skierować do karczmarza — Można się tu gdzieś spokojnie posilić i wyspać? Czy wszystkie gospody wyglądają jak... jak to. — ton jej głosu nieco się zmienił, zdecydowanie była poirytowana.
  Wszyscy wokół też zdawali się zapomnieć o zaistniałej chwilę temu sytuacji. Nikt już nie patrzył w stronę Eirlys i Alruny, nikt nie miał nawet ochoty się do nich odezwać, a jedyna osoba służąca tu informacjami — czyli mości brodacz — wyszła stąd chyba bezpowrotnie. A przynajmniej nie zapowiadało się, żeby wrócił jeszcze dzisiejszego wieczoru. Cóż, jeśli nie zginie przez narkotyk, bo przecież zna jego działanie, to równie dobrze mogą go pozbyć się ludzie, którzy nie chcą, żeby rozpowiadał o tym na prawo i lewo. A jak doskonale wiadomo — ściany mają uszy, a czasem nawet oczy.
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Zaloguj  •  Zarejestruj