Menu

Partnerzy Specjalni:



  
Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Vrlika

Postprzez Vitav » 06 lip 2017, 13:41

  Wyglądało na to, że Błazen na początku podchodził do całej sprawy dość sceptycznie. Wydawało się też, że póki co nazbyt wierzy w prawdomówność Holgera, ale ciężko było mu się dziwić. Nie poznał jeszcze prawdziwej natury drwala. Na całe szczęście Riedlem chyba nieco wstrząsnęła ta wymazana krwią szyba i prócz większego pociągu do alkoholu wywołała w nim także większy pociąg do wylewania z siebie słów.
  — Też tak myślałem, ale równie dobrze zabijać może je Pierwszy i pozostawiać za sobą fałszywy trop. Same zaklęte przedmioty nie czerpią energii z ludzkiej aury, to pozbywanie się serc wydaje się bezsensowne. Jeśli ma coś na celu to chyba tylko zmylenie nas. — odpowiedział zgodnie z prawdą. Magiczne miecze, zbroje czy inne cholerstwa czerpały moc bezpośrednio z Egzarchy, który to z kolei czerpał ją z całej sieci. Dlatego też odrzucał tę dziwną możliwość. — A to akurat może być bardzo prawdziwe. — odrzekł na wzmiankę o pomocniku drwala — Choćby miał zamarznąć będzie podążał za nami, zresztą i tak musi doprowadzić nas do rodziny Juny. Holgera można spróbować wypytać z rana, ale lepiej w taki sposób, żeby nas nie wywalił z chaty prosto w śnieg. Jeśli jest Egzarchą to kij wie czy nie ma jakiegoś zaklętego przedmiotu w zanadrz... siekiera. Tak, ma tę cholerną siekierę, na jaką cholerę ja mu ją oddałem. Już wcześniej powinienem się był domyślić, że jeśli potrafił zmienić jej formę to... kurwa. — zaklął siarczyście — Musimy być ostrożni, Oni jedni wiedzą co mu do głowy strzeli. — dokończył. Nie miał już więcej sił ani na myślenie, ani na rozmowę. Położył się spać z zamiarem obudzenia się wczesnym rankiem. W końcu pozostało jeszcze tyle rzeczy do zrobienia.
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Vrlika

Postprzez Eirlys » 06 lip 2017, 16:00

  Obaj przybysze wymienili się swoimi poglądami na temat tego, co właściwie wyprawia się we Vrlice. Tak jak Roten na początku nie wierzył, aby drwal stanowił zagrożenie, tak teraz zrozumiał nieco punkt widzenia Sechmanna. Chociaż fakt, że Riedl musiał być powiązany z morderstwami w taki czy inny sposób — wszak mordu dokonywano przy użyciu rękawicy, którą stworzył jego przyjaciel i którą Nerdijczyk miał okazję używać w walce — dawało to pewną nadzieję na to, że obecność jego wychowanka i pomocnika pomoże odkryć źródło wszelkich problemów.
  W końcu i Szary, i Ezgarcha udali się na zasłużony wypoczynek. Sen był im bardzo potrzebny, wyglądało na to, że czeka na nich równie ciężki i niebezpieczny dzień. W końcu nie wiadomo, jak zamroczony wieloletnim alkoholizmem Holger zniesie konfrontację. Można się też było spodziewać, że enigmatyczny morderca lubujący się w tworzeniu rymowanych wiadomości nie zarzucił jeszcze swej działalności. Nie byłoby nic dziwnego w tym, gdyby nazajutrz poinformowano ich o kolejnej ofierze.
  Mężczyzn obudził smakowity zapach przygotowywanego właśnie posiłku. Przez nieszczelne drzwi doszły ich odgłosy rozmowy pomiędzy trzema osobami. Drwal miał gościa, którym najwyraźniej była młoda kobieta. Jednak to nie Holger mówił najwięcej — co nie było właściwie wielkim zaskoczeniem — a jego młody pomocnik. Chłopak co chwila pytał, czy dziewczyna nie wolałaby zostać w domostwie Riedla, czy nie zmarzła nadto w drodze i czy nie ma ochoty na trochę potrawki. Na wszystkie te pytania, poza ostatnim, niewiasta odpowiadała przecząco. W tle słychać było brzęk garnków i sprzątanych w pośpiechu butelek.
  Gdy obaj mężczyźni przyszli w końcu do kuchni, zastali dość niecodzienny obrazek. Piękna dziewczyna w wieku Timma zasiadała na honorowym miejscu przy stole, drwal, pomrukując coś do siebie, nakładał parujące jadło na talerze, które ustawiał na stole, a młody pomocnik nalewał kompotu do wielkich glinianych kubków. Poza jedną flaszką wódki, która zajmowała centralne miejsce na stole, uprzątnięto wszelkie puste i pełne butelki.
  Dziewczyna uśmiechnęła się miło do nieznajomych, tak jak to czynią zwykle lepiej urodzone osoby wobec uważnych służących. Należała do tych ślicznotek o regularnych rysach, pełnych ustach i kobiecej figurze, które chociaż ładne, nie miały w sobie żadnych szczególnych cech, a przynajmniej pozornie nie zwracały uwagi swoją niekrzykliwą urodą. Przyglądała się ciekawie mężczyznom dużymi jak u dziecka, szarymi oczami, nie okazując przy tym ani zdziwienia ich obecnością, ani strachu z powodu makabrycznego uśmiechu wymalowanego na masce Czerwonego Błazna. Długie kasztanowe włosy spływały na ramiona okryte ciemnozielonym płaszczem spiętym pod brodą wielką broszą. Na szyi miała zawieszonych kilka łańcuchów, jednak w przeciwieństwie do martwej już od jakiegoś czasu Amelie, brązowowłosa preferowała zamiast ostrych szpikulców perły jako zawieszki. W ogóle widać było, że niewiasta pochodziła z tak zwanego dobrego domu, gdzie nie ma problemu ze znalezieniem kilku koron na jakieś ozdóbki. We włosach pobłyskiwało kilka złotych spinek, w uszach lśniły perłowe kolczyki, a na przegubie prawej ręki była bransoleta, również perłowa. Mimo to jednak dziewczyna nie wydawała się ostentacyjnie chwalić swoim bogactwem, a jej suknia, choć wykonana z porządnego, bardzo równomiernie wybarwionego na chabrowy kolor materiału, miała prosty krój.
  Gdy tylko mężczyźni weszli do pomieszczenia, Timm zerwał się, aby jak najprędzej znaleźć się przy brązowowłosej, co sprawiło, że wylał część kompotu na stół, tuż obok talerza. Zarumienił się i nie wiedząc, co ma zrobić z naczyniem, trzymał je blisko serca lewą ręką, gdy prawą wskazywał to na przybyszy, to na niewiastę, gdy dokonywał zapoznania:
  — Juno, to są właśnie owi śmiałkowie, którzy przybyli do Vrliki, aby zakończyć... Och, sama wiesz, co. Pochodzący z Waldgrossen Vitav Sechmann i przybyły z daleka... Czerwony Błazen — chłopak nie wydawała się szczególnie zadowolony ze swych słów, aby jednak jakoś zetrzeć owo nieprzyjemne wrażenie, wyprostował się, dumnie wypiął pierś i z idiotycznym, typowym dla zakochanych uśmiechem dodał: — A to moja ukochana, Juna Reus.
  Juna skinęła obu swym nowym znajomym głową, po czym sięgnęła po kubek, który z takim uczuciem jej ukochany tulił do serca. Pociągnęła łyk i powiedziała:
  — Mówiła mi nasza nowa klucznica, że przybyliście, słysząc o nagrodzie. Jako że to od mojej rodziny pochodzi większość ufundowanych pieniędzy, pomyślałam, że chcielibyście porozmawiać z kimś, kto jest zaniepokojony liczbą wisielców. Mój ojciec nie żyje, a matka jeszcze nie otrząsnęła się z żałoby, więc to ja zarządzam naszym majątkiem... i sklepem, dlatego jeśli uda wam się rozwiązać ów... problem, to ode mnie prawdopodobnie będziecie odbierać nagrodę — głos młodej kobiety był spokojny, nawet nie zająknęła się, wspominając o swej rozhisteryzowanej matce i martwym ojcu.— Jednak to nie to sprawiło, że postanowiłam tak sama się do was udać. Dzisiejszej nocy... Najpierw myślałam, że to ktoś dla zabawy stuka okiennicami, ale dowcipniś raczej nie ryzykowałby życia, wspinając się na dach, aby zatrzaskiwać i otwierać na przemian okiennice na drugim piętrze, prawda? Poza tym ktoś od strony podwórza namazał jakieś dziwne znaki krwią na ścianie domu. Myślę, że może to być jakiś zagraniczny język, a może nawet sanctin.
  Ciemnowłosa urwała. Holger wykorzystał ten moment, aby przypomnieć, że ciepłe jedzenie jest na dole. Dolał też nieco wódki do kompotu, co dziwne, nie swojego, a Juny. Zapewnił ją, że to pomoże jej uspokoić. Oczywiście sam miał w tej dziedzinie spore doświadczenie, wszak już od lat pił, aby uspokoić.. lęki lub wyrzuty sumienia, Oni tylko wiedzieli. Dziewczyna co prawda nie wydawała się roztrzęsiona, jednak baczny obserwator bez trudu dostrzegał łzy wzbierające w ślicznych oczętach.

Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Vrlika

Postprzez Vitav » 06 lip 2017, 18:53

  Vitav nigdy nie miał szczególnie twardego snu, a tym bardziej mieć go nie mógł tutaj, we Vrlice. Oddanie się całkowicie objęciom ciemności i wkroczenie do krainy dziwactw jakim były sny, pewnie skończyłoby się w tej osadzie pobudką... a właściwie to nawet nie pobudką, w każdym bądź razie z siekierą bądź ostrzem w szyi, albo dzwiną rękawicą w miejscu, w którym znajdować powinno się serce. Tak więc niczym dziwnym było, iż Krtań przebudził się, gdy tylko do jego nozdrzy dotarła woń czegoś co wydawało się dobre. Wyglądało na to, że Holger albo Timm postanowili pobawić się w wybitnych kucharzy. Na tej anomalii się jednak nie zakończyło — po chwili okazało się, że dwójka ma jakiegoś gościa, a głos tej osoby świadczył o tym, że by była to kobieta. Co prawda Sechmann nie był jeszcze do końca rozbudzony, jednak ze słów syna Kabiry wynikało, iż dziewka ta musi być jego wybranką, Juną. Wygląda na to, że jeden problem rozwiązał się sam. — Pomyślał, po części nieco ironicznie, a po części ciesząc się w głębi ducha, że oszczędzi sobie nieco drogi i będzie miał więcej czasu na zajęcie się problemem Starszyzny i opuszczonej chaty. Biedak jeszcze nie wiedział jak bardzo się myli.
  Egzarcha powoli pozbierał się z trzeszczącej pryczy, cicho ziewnął i rozprostował kości. Znów strzeliły. Przejechał dłonią po swym zaroście, po czym stwierdził, że najwyższa pora się ogolić. A przynajmniej taka by teraz były, gdyby nie to, że przebywał we Vrlice. Tak więc nie pozostało mu nic innego, niżeli udać się do kuchni. Gdy tylko otworzył drzwi jego oczom ukazała się trójka osób — drwal, Timm i dziewoja, która z jakiegoś powodu zaczęła się szczerzyć zarówno do Sechmanna jak i do Błazna. Na stole zaś spoczywały gliniane kubki pełne kompotu, misy do których Riedl pakował jedzenie oraz, bo jakże by mogło jej w tym domostwie zabraknąć, butelka gorzały.
  O tej porze Krtań nie miał zbytniej ochoty na uprzejmości, a próba odwdzięczenia uśmiechu dziewce zakończyła się dziwnym grymasem na twarzy Egzarchy. Za to miał chwilę, by przyjrzeć się szarookiej damie o kasztanowych włosach opadających na jej wierzchnie odzienie. Ciemnozielony płaszcz, chabrowa suknia i... kolejna z setką błyskotek porozwieszanych gdzie się tylko da.
  Nieco Vitava rozbawiło kiedy Timm zerwał się od stołu i rozlał trochę kompotu, a wszystko to by jak najszybciej zająć miejsce tuż obok ukochanej. Oczywiście prócz tego dumnie ją przedstawił i nie było w tym nic dziwnego, gdyż dziewka mimo tego, że swoją urodą nie zwracała zapewne na siebie wielkiej uwagi, to piękna odmówić jej nie można było. Pozostawało tylko pytanie co pomocnikowi Riedla najbardziej się w niej podobało — lico, pieniądze, czy może miała wspaniały charakter? A może wszystkie te trzy rzeczy naraz? Z drugiej strony pieniądze nie grały w tej miejscowości większej roli, a chłopak wydawał się być w niej na tyle zauroczony, że pewnie nie dostrzegłby w niej wad. Szczególnie kiedy chciał sam wybiec z chaty drwala by rzucić się na poszukiwania nie będąc nawet pewnym czy to właśnie ona krzyczy.
  — Von Sechmann, miło panienkę poznać. — rzekł zbliżając się powoli do stołu i usadawiając się tuż obok Holgera. Wymownie spojrzał na miskę, a potem na flaszkę wódki. — Tak się składa, że i tak mieliśmy w planach odwiedzisz wasz dom, a skoro panienka już tu zawitała to z chęcią zadam parę pytań, na które, mam nadzieję, panienka bez oporów odpowie. — dokończył. Starał się mówić miłym, pewnym głosem, gdyż wiedział, iż osoby z „wyższych sfer” przywiązują nadzwyczajną wagę do tego w jaki sposób się do nich odnosi. W końcu niegdyś sam był Parchem. Chwilę po tym zabrał się za jedzenie. Gorzały sam sobie polał nie bacząc na Holgera.
  — Z całym szacunkiem, ale nie przybyłem tutaj tylko ze względu na nagrodę. Bardziej mnie zaciekawił sam fakt ginących w dziwnych okolicznościach ludzi. To doprawdy niecodzienna sytuacja. — odparł. Oczywiście nie poczuł się w żaden sposób urażony, bo sama śliczna suma koron, którą ledwo pewnie by mógł unieść, była naprawdę kuszącą wizją. — Wybaczcie, że pytam. Czy wasz ojciec także padł ofiarą tego samego mordercy? — dopytał. Dziewczyna wydawała się nad wyraz spokojna mówiąc o śmierci swego rodziciela oraz o rozpaczy, w którą popadła jej matka. A może po prostu była już na tyle załamana, że nie potrafiła odczuwać tych emocji? Sechmann po stracie ojca też najpierw odczuwał ogromną złość i chęć zemsty, a dopiero potem nad nim zapłakał. Nie spodziewał się jednak usłyszeć tego o czym Juna właśnie zaczęła opowiadać. Ze zdziwienia odłożył kubek, w którym pływał kompot wymieszany z wódką oraz odłożył sztuciec. Lekko rozszerzył oczy i podrapał się po brodzie.
  — Kurwa. — zaklął, nawet się nie przejmując obecnością dostojnej damy — Jak późno to było? — spytał, a potem odwrócił głowę do Holgera — A tutaj, na Onych, o jakiej mniej więcej godzinie pojawił się ten skurwysyn? — nie ukrywał złości. — To na pewno Sanctin, a panienka... Panienka będzie musiała pójść z nami. I raczej przez resztę dnia nie oddalać się za bardzo. Timm, ty też pójdziesz. Ale najpierw spokojnie dokończmy śniadanie. — dokończył. Jadł szybko, aczkolwiek nie łapczywie, nie chciał dostać w czasie marszu kolki.
  Gdy skończył posiłek przepił wszystko samym już kompotem, otarł twarz i wstał z krzesła. Odział się w swoją zbroję, ale zdecydowanie nie po to, żeby jak najprędzej opuścić mieszkanie, co to to nie! Koniec tego pierdolenia. — przeleciało mu przez myśl. Spojrzał na Błazna i skinął porozumiewawczo głową, dając mu tym samym znak, żeby był w gotowości.
  — Holgerze Riedl, widząc to wszystko chyba też uważasz, że to pora skończyć z kłamstwami raz na zawsze i zaprzestać brnięcia w te głupoty. To prędzej doprowadzi do śmierci nas wszystkich, niż pomoże w jakikolwiek sposób. — wypowiedział bez pardony, zachrypniętym głosem. Położył dłonie odziane w czarne rękawice na stole, naprzeciwko drwala. Spojrzał mu prosto w oczy, po czym sięgnął jedną ręką do torby i wyciągnął z niej plik listów. Rzucił je tuż przed niego. — Prosto z mostu. On żyje, czy nie? — specjalnie nie powiedział imienia osoby, o którą pytał. Nie chciał, żeby Timm dowiedział się o kogo chodzi. Holger za to powinien wiedzieć doskonale. Krtań upewnił się jeszcze tylko, że listy leżą na tyle daleko od wzroku młodziaka, żeby ten nie zdołał odczytać literek na nich zapisanych. Cały czas był w gotowości sięgnąć po broń.
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Avatar użytkownika
Roten
Czerwony Błazen
Człowiek
Miano: Roten
Profesja: Błazen
Płeć: Mężczyzna
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 17
Dołączył(a): 09 lut 2017, 22:26
Roten

Re: Vrlika

Postprzez Roten » 07 lip 2017, 22:21

  Mimo swego nietypowego stanu zdrowia nie miał problemów ze snem. Spał na ogół dobrze — w każdych warunkach. Tak było i tutaj. Gdy więc wstał całkiem wypoczęty, od razu miał lepszy humor. Szybko poczuł zapach strawy. Darmowe jedzenie to zawsze dodatkowy pozytyw. W szczególności, gdy na zewnątrz panowała surowa pogoda i wiadomym było, że już niebawem przyjdzie ponownie stawić jej czoła.
  Obcy, kobiecy głos dobiegający zza drzwi wzbudził u Błazna ciekawość. Poprzedniego dnia przechodziło mu przez myśl, że prędzej rankiem będzie kogoś brakowało, a tymczasem — ludzi w domostwie przybyło. Całkiem miło. Zebrawszy się z łóżka, przyodziany w płaszcz (aczkolwiek jeszcze nie w zbroję i szereg własnych manatków), opuścił pokój wpadając wraz z Vitavem do pokoju gościnnego.
  Teraz, za dnia, krwisto-czerwone oczy mężczyzny widać było spod maski znacznie wyraźniej. Kaptur pozostawał standardowo narzucony na głowę mimo pobytu pod dachem. Roten szybko zaczął wpatrywać się w dziewczynę z nie mniejszym zainteresowaniem, niż ona przypatrywała się im. Przez moment wahał się, czy się odezwać, ale ostatecznie dostrzegł zrywającego się by ich przedstawić Timma, więc zachował milczenie. Na jej uśmiech i skinienie zareagował krótko witając się prostym gestem — palce wskazujący i środkowy w nienaturalnie dużej rękawicy na moment ułożył przy skroni, po czym na równie krótką chwilę skierował je w stronę Juny i sufitu. Była to bardzo luźna forma salutu.
  W trakcie, gdy Sechmann wdawał się w rozmowę z Juną, Czerwonooki oparł się plecami o pobliską ścianę i słuchał, przyjmując rolę cichego obserwatora. Pierwszą ciekawą informacją, jaką usłyszał, był fakt, iż Vitav nie zdecydował zająć się sprawą wyłącznie dla koron. — Wariat, czy co? Taki z niego ciekawski, praworządny obywatel, że gna wszędzie tam, gdzie ludzie giną w tajemniczych okolicznościach? — dla cyrkowca przyzwyczajonego do tego, że światem rządzi pieniądz, deklaracja mężczyzny zdawała się co najmniej podejrzana. Przypomniał sobie zatem, iż wciąż bardzo mało wie o tym człowieku i nie powinien go darzyć zbytnią ufnością poza tą niezbędną do skutecznego wykonania zlecenia. W końcu zaangażowanie Vitava w sprawę i chęć do jej rozwiązania nie podlegały wątpliwościom.
  Wtem rytm dnia został zaburzony. Dla Błazna sielankowy wręcz początek doby przerwało zwierzenie dziewczyny, która wyjawiła przyczynę jej przybycia do Holgera. Krtań nie ukrywał przypływu adrenaliny, co pewnie także udzieliło się reszcie. Błazen z kolei rzadko odczuwał takie emocje. Pozostawał zdystansowany do spraw, które nie dotyczyły go bezpośrednio — jak właśnie owo zlecenie, a adrenalinę i nerwy oszczędzał na czas, gdy przyjdzie mu walczyć o życie, co dotychczas nie zdarzało się znowu tak rzadko.
  W tej samej pozie czekał pod ścianą aż wszyscy zjedzą i skończą rozmawiać. Nie chciał niczego przegapić jedząc w pomieszczeniu obok. Nie przejmował się tym, że jego zachowanie mogło irytować spożywających posiłek. Wzrokiem niechętnie wodził po każdym z obecnych, z oczywistych przyczyn najczęściej zawieszając go na Junie. Ewentualne grzecznościowe propozycje, by zjadł z grupą ignoruje, jak gdyby nic nie słyszał. Dopiero na koniec, gdy Vitav kończy jeść i kieruje się do pomieszczenia — Błazen bierze swoją porcję i z talerzem wraca do ich pokoju. O szklance kompotu także nie zapomina.
  Siada w rogu zwrócony do twarzą do ścian, nieznacznie unosi maskę nad usta i w bardzo szybkim tempie pochłania danie. Mężczyźnie, który w tym czasie przyodziewa zbroję daje gestem znak, że zaraz będzie gotowy, a on może iść przodem. Jest to oczywiście drobna sugestia, aby opuścił on pomieszczenie. Kiedy ów wyjdzie, Błazen odstawia naczynia na podłogę, nie fatygując się by odnieść je gospodarzowi i natychmiast znajduje się przy swojej skrzyni. Zrzuca płaszcz, zakłada zbroję, zarzuca płaszcz. Choć ekwipunek zawczasu ułożył i dobrze uporządkował niczym rasowy pedant-perfekcjonista, teraz niedbale, byle szybko, przyodziewa wszystko po kolei, aby możliwie szybko wyjść z pomieszczenia za Vitavem.
  Pancerz niedopięty, ale najważniejsze, że skrócił czas ubierania się do minimum. Stając nieopodal Riedla i Vitava jeszcze poprawiał buty, pas oraz inne wady swego ubioru wynikłe z pośpiechu. Zaś kiedy ten odezwał się, Roten na wszelki wypadek, niepostrzeżenie wyjmuje z jednej z bardzo licznych w jego garderobie kieszeni dwa niewielkie noże. Trzyma je po wewnętrznej stronie rękawicy przytrzymując kciukiem tak, by zauważenie ich było praktycznie niemożliwe. Wszak pierwsza zasada brzmi, że żaden widz nie ma prawa zobaczyć, jak cyrkowiec wykonuje "magiczną" sztuczkę. Przygotowany na ewentualne "przedstawienie" czekał na wyjaśnienia drwala.

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Vrlika

Postprzez Eirlys » 10 lip 2017, 16:11

  Jakkolwiek przybysze spali zupełnie inaczej — Sechmann nawet śniąc był świadomy czyhającego dookoła zagrożenia, co częściowo wynikało z tego, iż Vrlika rzeczywiście nie należała do najbezpieczniejszych miejsc, a częściowo z tego, iż mężczyzna zaczął prezentować już pierwsze oznaki paranoi; Roten zaś spał spokojnie, nieprzejęty sytuacją i cały czas tkwiący jakby obok rozgrywanych wydarzeń — obaj wstali, gdy tylko poczuli zapach jedzenia. I obu nieco zdziwiła obecność kobiety. Vitav uznał to za bardzo pomyślny zbieg okoliczności, niczym znak tego, że Oni jednak nie zapomnieli o tej małej, położonej w sercu Białego Losu wiosce. Cesarczyk również dostrzegł w tym pozytywy, wszak mimo spokojnego snu spodziewał się raczej tego, że ktoś zniknie, a tu proszę — przybył nawet gość. Obaj byli, jak to we Vrlice bywa, w błędzie, choć z różnych powodów.
  Dziewczyna nie okazała zdziwienia pytaniem o śmierć ojca, wszak sama dobrze wiedziała, że od jakiegoś czasu wisielców było wyjątkowo dużo. Przecież sama z tego powodu postanowiła się zaangażować, fundując część nagrody.
  — Nie, panie, chociaż okoliczności śmierci mojego ojca były równie dziwne, co i śmierć mego wuja. Pewnie słyszeliście o tym, jak to pewien mężczyzna obciął sobie głowę, zamachując się siekierą. Był to brat mojego ojca i muszę powiedzieć, że krwi wtedy było tyle, że… No, ale ważne było to, dlaczego to zrobił. Mianowicie mój ojciec pokłócił się z Holgerem —tu dziewczyna urwała, dając drwalowi szansę na przytaknięcie, co też Nerdijczyk niechętnie uczynił — o to, że Timm pragnie mnie poślubić. I sam zaczął jeździć do lasu, chociaż starszyzna zakazała samowolną wycinkę, tłumacząc, że przecież od tego jest drwal, aby drzewo dostarczać. I tak jednego dnia zginął, przygnieciony dębem. Chociaż siekiery przy nim nie znaleźliśmy, nawet przekonałam Timma, aby w wolnej chwili przetrząsnął okoliczny śnieg. A na palcach ojca zastygła krew, również na brzuchu miał dużo ran, chociaż przecie powinny być one na plecach, bo to na plecy zwaliło się drzewo.
  Tak oto przybysze poznali kolejny rodzaj pozornie zwykłej śmierci, która po namyśle okazuje się kolejnym dziwnym zgonem. Widać morderca, o ile to ta sama osoba, nie lubował się tylko w wieszaniu swych ofiar na drzewach, lubił też je od czasu do czasu nimi przygnieść. Jednak brązowowłosa nie przyszła tylko po to, aby opowiedzieć ową historię. Chociaż przybycie Juny nie zwiastowało śmierci żadnego mieszkańca, łączyło się z aktywnością mordercy, tak więc Sechmann musiał zmienić swe plany, uwzględniając w nich oględziny domu dziewczyny. Mężczyzna był tak poruszony usłyszaną wieścią o tym, że nie tylko chata drwala została wybrana na miejsce pozostawienia wieści, że nawet nie próbował ukryć swego podekscytowania i niepokoju. Widząc to, Juna jeszcze bardziej zaczęła się bać, chociaż nadal panowała nad sobą na tyle, by nie wybuchnąć płaczem i nie zacząć się trząść jak smagane wiatrem brzozy. Być może pomocą w tym był Timm, który słysząc, jak Egzarcha przejął się informacją, objął swą ukochaną. Całe to przedstawienie Roten oglądał ze swego miejsca pod ścianą. W końcu Juna, trochę podniesiona na duchu mocnym uściskiem ukochanego, zaczęła bardziej szczegółowo opowiadać wypadki wczorajszego wieczora.
  — Te stukanie nie trwało długo, już po kilku minutach całkiem zamilkło, ale i tak bałam się wyjść z domu. Zresztą nie tylko przez te stukanie, bo było to na krótko przed atakiem wilków na wioskę. Wygłodniała sfora wpadła do wioski i zabrała się za atakowanie co słabiej ogrodzonych kurników. Wciąż wszędzie wala się pierze i widać ślady krwi po zaduszonych ptakach na ścianach domów biedoty… Basiory zagryzły nawet kilka małych psów, ale nikt z ludzi nie ucierpiał. Czasem zdarza się, że wilki przybywają do wioski, zwłaszcza gdy jest wyjątkowo zimno, jest to więc normalne. Ale i tak ani ja, ani matka nie chciałyśmy opuszczać domów, póki jeszcze zwierzęta mogły czaić się w zaułkach, zwłaszcza, że było już wtedy ciemno.
  — Jeśli wilki przybiegły do wioski na krótko po tym, jak słyszeliśmy wycie, to u was napisano tę informację wcześniej niż u nas. Sechmann z Timmem jakieś dwie godziny plątali się po lesie, a u mnie stukano okiennicami na pół godziny, może mniej, niż w końcu przyszli — wtrącił się Holger. Rozjaśniało to nieco, jeśli chodzi o chronologię wydarzeń. Ciekawe tylko, czemu ktoś, kto wcześniej był w lesie — w końcu morderca powiesił wcześniej złodzieja — postanowił wrócić do wioski po to, aby znów do owego lasu się udać i napisać swoją wiadomość na oknie domu drwala.
  — To i u was to się działo? — spytała Juna, po czym, usłyszawszy mrukliwe potwierdzenie Holgera, pociągnęła spory łyk swego zaprawionego wódką kompotu.
  Reszta śniadania upłynęła w milczeniu, jeśli nie liczyć tych trzech razy, gdy Timm próbował przekonać Błazna do tego, aby zasiadł przy stole. W końcu jednak zrezygnował, zgodnie ze starym porzekadłem. Pozostali chyba nawet nie zwrócili uwagi na to, iż cudzoziemiec nie chciał spożyć z nimi posiłku. Egzarcha planował już kolejne posunięcia, Holger swoim zwyczajem milczał, a Juna martwiła się o matkę i pytała Timma, czy zechce spędzić noc pod jej dachem, oczywiście w pokoju gościnnym. Zapewniała, że w ten sposób będzie spokojniejsza o swoje bezpieczeństwo. Chłopak nie był przekonany, co chwila to zerkał na Sechmnana, to na drwala, jakby któryś z nich mógł mu zabronić spania w domu swej ukochanej.
  Po posiłku Juna udała się na chwilę do stajni, mówiąc, że zostawiła tam broń. W tej właśnie chwili, gdy drzwi za dziewczyną się zamknęły, Vitav przystąpił atak na Holgera. Drwal nie mrugnął nawet, tylko po prostu odpowiedział, nie bacząc na to, czy Timm może usłyszeć jego odpowiedź.
  — Nie sądzę, aby ktokolwiek przeżył. Gdy dotarłem do domu, ogień rozszalał się na dobre, na szczęście Timma znalazłem od razu w pierwszym pokoju. Gdy już stamtąd uciekałem, dostrzegłem Kabira, z twarzą trawioną płomieniami. Biegł w naszą stronę, ale płonąca belka, która oderwała się z sufitu, zagrodziła mu drogę. Czułem, że muszę wybrać, ale uznałem, że lepiej będzie zająć się synem niż ryzykować ratując przyjaciela. Gdybym zginął, chłopak i tak zostałby sam, a jako sierota nie miałby dobrego życia. Może wybrałem źle, może powinienem wrócić, ale tak zrobiłem.
  Timm zbladł. O tym, że obecna odpowiedz drwala nie zgadzała się z oficjalną wersją tej historii przekazanej przez Holgera świadczył fakt, że chłopak powtórzył kilka razy „Ale mówiłeś, że...”, nigdy jednak niedokańczane. Nikt nie zwrócił uwagi na Czerwonego Błazna, który niczym zręczny iluzjonista zawczasu przygotował się na opór Nerdijczyka, wyciągając dwa ostrza i trzymając je blisko na wszelki wypadek.

Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Vrlika

Postprzez Vitav » 13 lip 2017, 18:42

  Egzarcha uważnie wysłuchał odpowiedzi Juny, która może i sprawiała za pierwszym razem wrażenie kompletnie niewzruszonej ostatnimi wydarzeniami, śmiercią ojca i histerią matki, jednakże wprawne oko z pewnością dostrzegło te powoli napływające do oczu łzy, co to je dziewka za wszelką cenę chciała ukryć. Cóż, zapewne jako jedyna osoba z rodziny, która ostała się o zdrowych poczuwała się do zachowania zimnej krwi i zamaskowania wszelkich słabości. Sechmann doskonale to rozumiał, choć uważał... To tylko jeszcze bardziej ją zadręczy. Tłumienie emocji w niczym nie pomaga, chyba że to tłumienie nerwów. Wtedy to ma sens. — pomyślał.
  — Młodzi powinni sami decydować o tym kogo chcą poślubić. — rzekł. Co prawda dziewczyna wspomniała o tym jedynie dlatego, że chciała wyjaśnić kłótnię Holgera z jej ojcem oraz to co przyczyniło się do śmierci rodziciela, jednak Vitav był pewny, że w dziewka uważała tak samo. Po prostu przytaknął. — Drzewo spadło mu na plecy i przygniotło. Ale rany były po drugiej stronie. A starszyzna pewnie i tak zwaliła winę na wilki. — odparł ironicznie. Szczerze mówiąc jedyne co zrobił to „zapisał” tę informację w pamięci, bo głowiło go teraz co innego. Zresztą i tak w pewnym stopniu wiedział już co wieśniaków morduje, a więc sceneria i narzędzie mordu — w tym przypadku drzewo — było już mniej ważne. Liczyła się tylko obecność Egzarchy lub Pierwszego. — Sprawdzimy to, dokładnie. Byle do tego czasu ktoś nie wpadł na pomysł pozbycia się tego napisu. — zakończył swoją wypowiedź.
  A chwilę później znajdował się już w całkiem innej scenerii... no może nie scenerii, ale okolicznościach. Przed sobą miał drwala, tuż obok przejętego Timma, rozrzucone po całym blacie listy i Czerwonego Błazna, który pewnie w tej chwili był już gotowy poderżnąć gardło rosłemu mężczyźnie, gdyby tylko ten postanowił zaatakować. Tak jednak się nie zdarzyło. Riedl postanowił zadziwiająco spokojnie, bez żadnych wymówek odpowiedzieć na niewygodne pytanie.
  — Co mówił? — zwrócił się do Timma „ignorując” słowa Holgera. Wiedział, że rębacz może coś kręcić, a gdyby usłyszał dwie wersje wydarzeń to mógłby wybrać tę bardziej prawdopodobną, bardziej pasującą do tego zakłamanego człowieka. Co jeśli Riedl miał po prostu przygotowaną historyjkę na wypadek, gdyby te informacje wyszły na jaw? W końcu wiedział, że Sechmann węszy i pewnie prędzej czy później zajdzie do opuszczonej chaty, a tam natknie się na listy. Z drugiej strony Vitav był już niemal w stu procentach pewny, że drwal nie ma nic wspólnego z zabójstwa, a przynajmniej nie bezpośrednio. Zapewne chciał ukryć tę korespondencję, jednak nie mógł z jednej prostej przyczyny — bał się tego co czai się w starym domu.
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Avatar użytkownika
Roten
Czerwony Błazen
Człowiek
Miano: Roten
Profesja: Błazen
Płeć: Mężczyzna
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 17
Dołączył(a): 09 lut 2017, 22:26
Roten

Re: Vrlika

Postprzez Roten » 15 lip 2017, 2:00

  Słuchał. Historia o kłótni Holgera z ojcem Juny brzmiała dość zwyczajnie. Brak akceptacji ze strony rodziców dla wyborów ich dzieci to normalna sprawa. Choć sam nie miał takich doświadczeń, obserwował je niejeden raz. Sprawa ze śmiercią przy wyprawie po drewno była odrobinę podejrzana, ale człowiek przygnieciony potężnym drzewem mógł mieć rany praktycznie wszędzie. Wystarczy, aby pod warstwą śniegu tkwił jakiś kamień bądź konar, na który mógłby się nadziać. Pewnie tak właśnie potraktowałby zeznanie dziewczyny, gdyby to nie była Vrlika. Tutaj zgonów było zbyt wiele i ten jeden, niby nieszczęśliwy zbieg okoliczności, nie pasował do reszty całkowicie nieprzypadkowych zgonów.
  Kolejne informacje płynęły z ust dziewczyny, komentowane przez Krtań, ale Błazen wyczekiwał przede wszystkim momentu, aż Vitav skonfrontuje posiadaną przez niego wiedzę o Holgerze z nim samym. Chwila ta nadeszła całkiem szybko. Wtedy też, gdy drwal powiedział, co wiedział i brzmiało to całkiem szczerze, Roten nie widział potrzeby dłużej trwać w gotowości bojowej. Na powrót dyskretnie schował noże i zamiast czuwać postanowił spróbować skierować myśli wstrząśniętego Timma w innym kierunku. — Okolica nie jest bezpieczna, lepiej dołącz do Juny. — zwraca się zdecydowanym, aczkolwiek nie rozkazującym tonem do chłopaka zaraz po pytaniu zadanym mu przez Vitava, uznając, że jakąkolwiek bajeczkę opowiedział dzieciakowi drwal, nie jest to zbyt istotne, a lepiej aby chłopak po prostu ochłonął. Czerwony oczywiście nie wierzył, aby dziewczynie groziło jakieś szczególne niebezpieczeństwo podczas krótkiego spaceru do stajni, więc jeśli Timm nie wykaże chęci opuszczenia domostwa, nie zamierza go do tego zmuszać. Ma jednak cichą nadzieję, że jeśli chłopak opuści pomieszczenie, drwal będzie czuł mniejszy dyskomfort, aby zdradzić Sechmannowi jeszcze jakieś szczegóły.

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Vrlika

Postprzez Eirlys » 20 lip 2017, 15:57

  Holger może i był wioskowym pariasem, traktowanym przez wszystkich jak najgorszy element społeczny, jednak jego poglądy doskonale wpasowywały się w we Vrlikową świadomość. Świadczyła o tym jego mrukliwa odpowiedź na postępowe przekonanie Sechmanna, że to sami zainteresowani powinni decydować, z kim zwiążą się węzłem małżeńskim. Drwal powiedział mianowicie, że może i byłaby to ich sprawa, gdyby nie to, iż Timm jest na jego utrzymaniu. Tak to już w takich wiochach bywało — nie ten był odpowiednim kandydatem, kogo się kochało, a ten, co miał więcej owiec. Chociaż akurat w tym układzie pomocnik alkoholika znalazł sobie więcej niż odpowiednią przyszłą żonę, wystarczył rzut oka, by stwierdzić, iż Juna wywodziła się z zamożnej rodziny. Może i to było solą w oku drwala.
  Zarówno Egzracha, jak i Roten nie przywiązali wielkiej wagi do śmierci ojca dziewczyny, chociaż obaj uważali, że przy tych wszystkich wisielcach nie można było nie uznać, iż mężczyzna został zamordowany. Gdyby chodziło o inną wioskę, nietrudno byłoby znaleźć jakieś inne wytłumaczenie, jednak Vrlika była na tyle charakterystyczna, że obaj mieli pewność, iż tutaj nieszczęśliwe wypadki po prostu nie występują. Zamiast tego są nieumiejętnie maskowane zabójstwa.
  W końcu dziewczyna poszła do stajni — może rzeczywiście zostawiła tam swoje rzeczy, a może wyczuła pewne napięcie i postanowiła zostawić mężczyzn samych? Dość powiedzieć, że Sechmann uznał ten moment za odpowiedni, aby przemaglować drwala. Co ciekawe, w przeciwieństwie do Cesarczyka uważał, iż natychmiastowe skonfrontowanie wersji Holgera z tą opowiadaną Timmowi pomogłoby się zorientować, jakie elementy zataił mężczyzna. Bo to, że Nerdijczyk nie powiedział wszystkiego, było pewne. Tymczasem pomocnik tajemniczego pijusa był rozdarty między pytaniem Vitava, a poleceniem Czerwonego Błazna, aby towarzyszył swojej ukochanej. Z jednej strony chciał wypomnieć swemu opiekunowi, że bajeczka, którą mu opowiedział, nie pokrywa się z tą zaserwowaną przybyszom, z drugiej jednak bał się o Junę. W końcu jednak to pierwsze wygrało, i młodzik, zaczerpnąwszy powietrza — pewnie po to, aby nie wykrzyczeć następnych słów w twarz Holgera — rzekł:
  — Holger mówił mi, że byłem z nim w Bakaszu, gdy dom spłonął razem z rodziną w Lajiharze. Mówił, że odkąd nie musiała się mną zajmować mamka, często brał mnie do siebie, aby zrekompensować to, że sam nigdy nie doczekał syna. Ale widać to nie jest prawda —głos Timm był pełen nienawiści, którą do tej pory raczej nie darzył swojego opiekuna. Jednak wszystko się zmienia. I nic dziwnego, nie dość, że nigdy tak naprawdę nie pozna prawdziwej wersji owej historii, to jeszcze teraz drwal się przyznał, że zrezygnował z uratowania Kabira. Rzekomo po to, by mieć pewność, że chłopcu nic się nie stanie, trudno jednak było w to uwierzyć.
  Drwal nie zamierzał się tłumaczyć. Powiedział Timmowi, że on, wychowany w innych czasach, nigdy nie zrozumie ludzi takich jak Holger, po czym polecił chłopakowi udać się do Juny. Młodzik wściekł się na tyle, by rzucić stojącą wciąż na stole flaszką na ścianę. Szkło pękło, a odpryski zasypały podłogę. Strużki wódki rozlały się w sporą plamę na ścianie i deskach. Timm jednak nie czekał, aż ktoś skrytykuje jego wybuch, wybiegł z domu, nim ktokolwiek zdołał coś powiedzieć.
  — Gdy doszło do pożaru, już od dawna podejrzewałem, że po Kabira przyjdą jego byli wspólnicy. Przez lata zajmował się niezbyt prawymi interesami, zaczęło się to chyba na krótko po zakończeniu walk z Pierwszymi. Byliśmy wtedy jeszcze młodzi, a on poznał już, do jak potężnych rzeczy potrafi przydać się magia. Nikt jednak nie chciał zatrudnić Nerdijczyka z taką reputacją w Initium, nic więc dziwnego, że na własną rękę znalazł inne zajęcie, w którym przydawała się jego obsesja — rzekł drwal, gdy już drzwi za chłopakiem się zatrzasnęły. Co ciekawe, gdy drzwi się rozwarły, mężczyźni nie dostrzegli płatków śniegów wirujących w powietrzu pod wpływem porywistego wiatru. Zamiast tego oślepił ich blask słońca odbijany przez zwały śniegu, które zalegały na podwórzu. Jednak to nie zaskakująco sprzyjająca pogoda była tym, co interesowało przybyszów w tym momencie. Roten co prawda słyszał już o tym od Vitava, jednak ton drwala był taki, jakby miał już świadomość, że jego goście znali już tę historię. Czyżby Egzarcha jednak nie zdołał ukryć listów, a może to Timm wygadał się przed swym opiekunom z wizyty w opuszczonej chacie?

Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Re: Vrlika

Postprzez Vitav » 13 wrz 2017, 18:00

  — Pewnie i rzeczywiście uratowałeś Timma przed spaleniem, ale coś czuję, że po przyjaciela nie chciałeś wracać z nieco innego powodu, niżeli niepewna przyszłość dzieciaka — odparł Sechmann. Chwilę wcześniej jedynie nieco skrzywił się widząc wybuch złości młodocianego pomocnika Holgera. Gdyby był takim opijusem jak sam drwal, to pewnie jeszcze by zaczął się drzeć, iż tyle alkoholu się przecież zmarnowało! Na szczęście jednak nim nie był, a w głowie co innego mu teraz siedziało, niż rozlane procenty, które właśnie kończyły wsiąkać i plamić drewno. — Ale nie przyszedłem rozliczać cię z twojej moralności, przybyłem tu po łeb mordercy. I możesz być pewny, że do go zdobędę. Nawet jeśli mą drogę ścielić mają trupy — rzucił jeszcze beznamiętnym tonem, a tuż po tym skierował się w stronę drzwi. Nie baczył ani na starego pijaka, ani na błazna, w końcu to sam Vitav był tu niezbędny. To on znał Sanctin, to on potrafił posługiwać zaklętą bronią, która jako jedyna mogła zranić Pierwszego, i to on spośród tu zgromadzonych posiadał największą wiedzę na temat magii. Poza tym nie było ani chwili czasu do stracenia.
  Zdziwienie się na twarzy Sechmanna wymalowało, gdy po otworzeniu wrót na zewnątrz, na jego twarz nie spadł ani jeden płatek śniegu, a skóry nie zaczęły pokrywać nieprzyjemne jak diabli igiełki lodu. Szybko jednak się otrząsnął, pokręcił głową, a następnie rozejrzał za Timmem oraz Juną. Chciał jak najszybciej się do nich zbliżyć i wyruszyć do domu dziewki, by odczytać tajemniczą wiadomość.
  — Idziemy, nie ma sensu zwlekać. Im szybciej się z tym uporamy tym lepiej dla nas. I módlcie się do Onych, żeby nic nas po drodze nie zabiło, zbyt spokojnie się zrobiło — rzekł, gdy tylko odnalazł tę dwójkę...
Chcesz żebym poprowadził ci przygodę? Pisz na PW lub GG!

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Vrlika

Postprzez Eirlys » 13 wrz 2017, 20:34

  Sechmann nie zdobył się na żaden komentarz dotyczący krótkiego wybuchu wściekłości spokojnego do tej pory Timma. Bo i co tu było do komentowania? Potulny jak baranek chłopak dość miał już ciągłych kłamstw swego opiekuna, a przede wszystkim tego, że ów przyznał się do pozostawienia Kabira na pewną śmierć. Zrobił więc to, czego i Vitav nauczył się, zgłębiając tajniki wydobywania z ludzi informacji — zaatakował wprost w najczulsze miejsce. A czyż jest coś ważniejszego i bardziej drogiego sercu alkoholika, niż gorzała? Młodzieniec więc rzucił flaszą w przypływie szału i wyszedł, trzaskając drzwiami. Holger o dziwo zachował spokój, mimo że Egzarcha na jego miejscu zacząłby rozpaczać, ciskać przekleństwami lub też w inny sposób wyrażać swoje niezadowolenie. Drwal jednak nie zrobił żadnej z tych rzeczy, po prostu zaczął dalej tłumaczyć pewne aspekty historii swego przyjaciela, które Sechmann znał już z odnalezionych w opuszczonej chacie listów. Chociaż mężczyzna dobrze wiedział, że ów dom wcale nie był taki opuszczony, wyczuwalna aura Pierwszego, czyjś oddech i wreszcie zawieszone w drzwiach zwłoki Saladyna świadczyły o obecności kogoś, kogo Krtań co prawda szukał, ale nie chciał spotkać niespodziewanie.
  Dzielny mąż jednak nie rozmyślał w tej chwili o chacie; miał teraz inne sprawy na głowie. Uznawszy rozmowę z Riedlem za skończoną, dziarskim krokiem ruszył ku drzwiom, aby wraz z zakochanymi udać się do domu Juny. Vitav przede wszystkim chciał odczytać przesłanie, jakie morderca — przynajmniej tak mu się wydawało — zostawił dziewczynie i w tej chwili nic nie mogło mu w tym przeszkodzić. Nie oglądał się na nikogo, przekonany o tym, że i tak nie ma w tym domu osoby lepiej nadającej się do owej misji, przy czym znajomość sanctinu nie była tu jego jedynym atutem. Z tymi myślami w głowie, mężczyzna wyszedł na zewnątrz, gdzie miał okazję doznać kolejnego szoku. Gdy był już przekonany, że Vrlika niczym go nie zdziwi, osada postanowiła go najwyraźniej zaskoczyć. Po raz pierwszy od dawna — a w wiosce przepełnionej smrodek strachu i czającą się dookoła grozą czas ciągnął się tak niemiłosiernie, że woj czuł się tak, jakby spędził tu tygodnie co najmniej, a nie dni — świeciło słońce, śnieg łaskawie nie sypał, a wiatr nie szarpał odzieniem. Przy tak przyjemnej pogodzie zaspy śniegu i czapy na drzewach sprawiały, że krajobraz prezentował się całkiem... malowniczo. Sechmann nie był poetą, nie zwykł mitrężyć czasu na rozmyślanie o pierdołach takich jak piękno przyrody, ale nawet on nie mógł nie zorientować się, iż poranek wyglądał dziś wyjątkowo dobrze. Czyżby znak od Onych? Mężczyzna jednak i tu nie tracił czasu na czcze rozmyślanie, w końcu nie czas podziwiać urok wiecznej zimy, gdy w okolicy grasuje kreujący się na erudytę tworzącego wiersze morderca. Egzarcha prędko otrząsnął się ze swego zdumienia, jakie wzbudziło w nim rześkie powietrze i słoneczne promienie, które załamywały się w miriadach lodowych kryształków, które spowijały ziemię. A gdy już Vitav wyrzucił ze łba wszystkie niepotrzebne myśli, ruszył do stajni, od progu pospieszając młodych. Juna i Timm gwałtownie odskoczyli od siebie, chociaż rzut oka na tę dwójkę pozwolił ocenić, że nie oddawali się w samotności żadnym sprośnym czynnościom. Suknia dziewczyny i jej misternie upięte włosy pozostawały w absolutnym ładzie, podobnie jak skromne, ale solidne odzienie chłopaka. Ot, zakochani po prostu wtuleni w siebie szeptali sobie nawzajem czułe słówka, mając za świadka drwalowego konia, który ze stoickim spokojem przeżuwał owies, nieprzejęty uczuciem młodych i nieczuły na straszliwe zbrodnie, jakich dokonywano w wiosce.
  — Oczywiście, nie warto tracić czasu — powiedziała niewiasta, ciągnąc za sobą Timma. Gdy już cała trójka przechodziła przez most, dodała: — Nie zawsze sypie tu śnieg, inaczej ludzie nie daliby rady tu żyć. Owce co prawda wypasamy na łąkach, które zima nie wzięła we władanie, ale nawet tak trudno nam tu by było zajmować się robotą, gdyby wicher i śnieżyce uniemożliwiały wychodzenie z domów. Janik co prawda mówił, że według legendy założyciele musieli składać ofiary, aby pogoda sprzyjała, ale i bez tego jest tu dość wygodnie. Ale to mi coś przypomniało — jeśli miałby pan jakieś pytania dotyczące historii naszej osady, najlepiej byłoby zapytać o to właśnie Janika. Młody jeszcze, ale od zawsze interesowały go legendy i podania, toteż wie nawet więcej, niż starszyzna. Gdyby tak nie kochał Vrliki, zostałby wspaniałym bardem, a może nawet jakimś mędrcem?
  W głosie dziewczyny czuć było coś więcej niż tylko pochwałę wobec intelektu owego Janika, Sechmanna nieomylnie rozpoznał w owej paplaninie nutę czułości. Jeśli Timm też to wyczuł, to nie dał tego po sobie poznać, nie okazując zazdrości czy też oburzenia, że jego wybranka zachwyca się jakimś innym mężczyzną. Zresztą pomijając ostatnie słowa Juny, młodzi byli teraz milczący, nie odzywali się, o ile Egzarcha nie zapytał ich o coś wprost, prowadząc go znanym mu z poprzedniego wieczora skrótem do wioski. Tym razem jednak cała ta plątanina ścieżek prezentowała się lepiej, chociaż nadal zaspy śniegu uniemożliwiły dokładne rozpoznanie terenu. Za każdym zakrętem mężczyźnie wydawało się, że oto znaleźli się w tym samym miejscu, jakby cały czas robili niekończące się pętle.
  W końcu owo wrażenie znikło, gdyż zupełnie nieoczekiwanie znaleźli się na szerokiej, niedawno odśnieżonej drodze do wioski. Prędko dotarli do opłotków, mijając liche domostwa biedoty, przypominające kurniki, obok których stały. Wreszcie doszli do rynku, gdzie stały pokaźniejsze domostwa. Juna, zręcznie omijając mężczyzn targających beczki i inne ciężkie przedmioty oraz kobiety plotkujące w grupkach, wokół których jak kruki krążyły dzieci, brudne i hałaśliwe, przeszła przez cały plac, zdjęła toporną kłódkę i weszła do swego domu, gestem zapraszając do środka również Sechmanna. Ów dom był w istocie sklepem sukienny, mieszczący się w okazałym, dwupiętrowym budynku z kamienia, krytym gontem miast strzechą, tak jak w budach motłochu. Dziwnie elegancki jak na taką wiochę szyld informujący o najlepszych tkaninach w okolicy — co musiało być prawdą, w końcu gdzie w Białym Lesie można by znaleźć tkaniny? W lisich norach? — zwisał na żelaznej wolucie tuż nad progiem, za którym znajdowało się miejsce zdecydowanie luksusowe. Bele materiału w intensywnych, równomiernie wybarwionych kolorach starannie poukładano na półkach, a oprócz tego w ofercie znajdowały się szerokie bransolety ze złota, kolczyki, flasze perfum... Tak jak Sechmann miał okazję się wcześniej przekonać, wieśniaczki były tutaj wyjątkowo przywiązane do błyskotek, skoro kupowały je i nosiły mimo tego, że pod zimowym odzieniem nie widać biżuterii. Juna jednak nie zamierzała się teraz wcielać w sprzedawczynię, a zamiast tego wyminęła pustą ladę, kierując się ku tyłom domu, gdzie morderca zostawił wiadomość.

Zaloguj  •  Zarejestruj