Menu

Partnerzy Specjalni:



  
Avatar użytkownika
Vamir
Językowy nazista
Miano: Vamir
Profesja: Nauczyciel Zaklinania
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 9/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 137
Dołączył(a): 03 sty 2017, 11:00
Vamir

Dom Mroku i Światła

Postprzez Vamir » 14 lip 2017, 23:01


Dom Mroku i Światła


górach Erzberg położone jest jedno z sanktuariów Świątyni Światła, gdzie Zbłąkani przybywają na naukę. Dom Mroku i Światła uchodzi za najstarszą placówkę tego typu i o najdłuższej historii, lecz trzymaną z pewnych względów w tajemnicy przed wieloma. Znajduje się w całości we wnętrzu góry i dostać się do środka można tylko przez jedne, magiczne wrota, które wedle legend zostały uświęcone przez samego Umrasila. Otwierają się tylko o wschodzie słońca, kiedy pierwsze promienie słoneczne padają na chropowatą powierzchnię kamienia. Wówczas ujawnia się brama — wtopiona w tło górskiego zbocza — i otwiera na roścież. Z nastaniem nocy i blaskiem księżyca wejście z powrotem zanika. W tym fenomenie upatruje się potwierdzenia istoty Umrasila jako władcy światła dnia i nocy, co znajduje specjalne odbicie w jego kulcie. Zasadę tę podkreślają dwa wyrzeźbione w zboczu posągi mierzące równo po osiem metrów. Jest to kolejno posąg Umrasila Pana Dnia i Umrasila Pana Nocy. Umrasil Dnia przedstawiony jest jako nagi, umięśniony młodzieniec o twarzy skrytej za tarczą słoneczną, natomiast Umrasil Nocy to starzec odziany w ciężkie szaty i twarzą ukrytą za pełnym księżycem, na którym wyryty jest zarys półksiężyca.
  Właściwa część sanktuarium — za bramą, wewnątrz jaskini — to wykute w ścianach kompleksy prostych budowli, zwykle pojedynczych cel dla Zbłąkanych. Wyjątkiem jest dom modlitewny, który ma masywniejszą konstrukcję i wiodą do niego szerokie, reprezentatywne wschody. Za dnia — kiedy wrota są rozpostarte — w jaskini panuje stopień naświetlenia podobny do pochmurnego poranka. Natomiast w nocy — gdy wrota się zatrzaskują i zanikają — wszystko pochłania nieprzenikniony mrok rozświetlany wyłącznie przy pomocy licznych ognisk i pochodni.
Tylko poważne sesje. Za błędy językowe zabijam.

Avatar użytkownika
Vamir
Językowy nazista
Miano: Vamir
Profesja: Nauczyciel Zaklinania
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 9/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 137
Dołączył(a): 03 sty 2017, 11:00
Vamir

Re: Dom Mroku i Światła

Postprzez Vamir » 15 lip 2017, 2:40

  Postanowienie Dytwina przywiodło go przed bramy sanktuarium, które określano Domem Mroku i Światłości, gdyż znajdowało się we wnętrzu jednej z licznych gór Erzberg. Droga do tego miejsca nie była łatwa. Zasięgnąwszy rady od duchownych z Wielkiej Świątyni Świętego Światła mężczyzna udał się zgodnie z wytycznymi. Wędrował niezłomnie najpierw przez doliny u stóp gór, następnie krętymi ścieżkami po ich zboczach, aż w końcu wdrapywał się po skalnych ścianach śladem pierwszych pielgrzymów. Dotarcie do Domu Mroku i Światłości było tak naprawdę zadaniem, które zlecono mu w Endenbergu jako pierwszy z testów. Miał wykonać je samemu, bez niczyjej pomocy. Oczywiście kapłani nie mieli jak zweryfikować czy rzeczywiście uczyniłby to o własnych siłach, lecz Pan Światła wiedział wszystko. Jeżeli wiara mężczyzny była czysta i prawdziwa nie ośmieliłby się kłamać naprzeciw Jego wiekuistemu spojrzeniu z niebios. Dytwin pamiętał o tym za każdym razem, kiedy palące promienie słońca spoczywały na jego skórze. I chociaż zdarzały się chwile zwątpienia — podołał. O własnych siłach stanął na płaskim szczycie masywu, skąd miał przepiękny widok na całą dolinę, w której znajdowało się miasto Endenberg. Stąd jakże małe i bez znaczenia.
  Był jednak wielce zmęczony. Jego szaty pokrywał brud, lepiły się od potu, skórę miał zdartą z kolan i palców, a paluszki opuchnięte i pokrwawione od ciągłego chwytania się ostrych krawędzi podczas wspinaczki. Gdyby zajrzał do torby, w której miał zgromadzony prowiant szybko uświadomiłby sobie, że była pusta — w trakcie takiej drogi przez pustkowia trudno było o uzupełnienie zapasów. Usta miał kompletnie suche, a wargi popękane. Ledwo stał na nogach. Dyszał ciężko, a głowę miał ciężką i senną. Wiedział jednak, że jeżeli nie podoła będąc tak blisko to cała jego wiara byłaby nic niewarta. Czerpiąc z niej siły wyprężył się dumnie — a wzmocnionym siłą postanowienia miał wrażenie przypływu wewnętrznej energii oraz ducha. Umrasil nie opuścił go, gdy spał bezbronny pod gołym niebem, bo Jego ogień strzegł go. Ci, którzy oddają się w pełni Jemu nie muszą się lękać niczego.
  Naprzeciwko niego, w odległości około — na oko — dwudziestu metrów wyrastała wysoka skalna ściana, z której wystawały masywne, dwuskrzydłowe kamienne wrota będące co najmniej wyższe od niego sześciokrotnie. Początkowo miał trud z odróżnieniem ich od naturalnej skały i myślał, że to po prostu jakiś dziwaczny, acz naturalny kształt. Brama stała szeroko na roścież, wpuszczając promienie zachodzącego już słońca do wnętrza jaskini. Z tej odległości niewiele mógł dojrzeć, ale był pewien, że dostrzegał jakieś tlące się w niej punkty. Przed wejściem stał wysoki, postawny mężczyzna mający na sobie długą, prostą białą szatę pozbawioną jakichkolwiek oznaczeń. W złączonych dłoniach dzierżył wysoką, grubą, zapaloną świecę i wpatrywał się w nią z niezwykłą intensywnością, poruszając bezgłośnie ustami. Jakby wyczuwając, że jest obserwowany uniósł głowę i spotkał spojrzenie Dytwina. Przez moment popatrzyli na siebie, jednak nieznajomy po paru sekundach powrócił do swojego zajęcia, kompletnie ignorując pielgrzyma.
Tylko poważne sesje. Za błędy językowe zabijam.

Zaloguj  •  Zarejestruj

cron