Menu

Partnerzy Specjalni:



  
Avatar użytkownika
Antymag
Support
Support
Profesja: Antymag
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10
Korony: 20
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 147
Dołączył(a): 04 kwi 2015, 15:45
Antymag

Gospoda "Wygłodniały Sikho"

Postprzez Antymag » 10 lip 2017, 8:26


Wygłodniały Sikho


  Duża, przestronna izba pełna stołów i krzeseł umiejscowiona w portowej dzielnicy. Śmiało może zmieścić się tu ponad pięćdziesiątka ludzi, jednak tylko połowa z nich będzie miała miejsca siedzące. Nie przeszkadza to jednak gospodzie bycia wypełnioną po brzegi, kiedy cała załoga jakiegoś statku zbierze się w jednym miejscu. Ruch tutaj jest na ogół bardzo duży, zdarza się często, że odmawia się człowiekowi wydania posiłku, bowiem kończą się zapasy na dany dzień, a i nie ma gdzie się owym jedzeniem posilić, bo w środku już nie ma po prostu miejsca.
  Lokal prowadzi podstarzały już Nerdyjczyk z dość dużym brzuchem, czterech jego synów, ich żony i dwie córki. Razem czternaście osób. Nic dziwnego, skoro prócz jedzenia i napitku, "Wygłodniały Sikho" oferuje także pokoje sypialne, oraz miejsce w głównej izbie dla tych, którym szkoda pieniędzy na własne łóżko.

Avatar użytkownika
Antymag
Support
Support
Profesja: Antymag
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10
Korony: 20
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 147
Dołączył(a): 04 kwi 2015, 15:45
Antymag

Re: Gospoda "Wygłodniały Sikho"

Postprzez Antymag » 10 lip 2017, 9:26

  — Ej! Jak chcecie się zabijać, to won z mojej gospody! — Zakrzyknął Hamad, właściciel przybytku w którym przyszło objadać załodze. — Nie chcę tu żadnych trupów!
  Kompania spojrzała najpierw na walczących, potem na Hamada. Przerywane walki dwóch chcących siebie zamordować wojowników było dość nierozsądnym ruchem, szczególnie, gdy ci mogli przekierować swój gniew na niego i po prostu zniszczyć całą tę budę, a staruszka wraz z rodziną po prostu zamordować. Zdawało się jednak, że ów miał dosć spore doświadczenie w radzeniu sobie z niechcianymi bójkami, bowiem gdy wyszedł z kuchni, wraz z nim zjawili się czterej synowie uzbrojeni w sejmitary. Wyglądali na całkiem obytych w szermierce i na pewno lepiej przygotowanych do pozbycia się niepotrzebnych gości. Niiri zauważył kątem oka roztargnienie przeciwnika spowodowane wystąpieniem karczmarza i wykorzystał chwilę, by kopnąć swego oponenta prosto w klatkę piersiową, pozbawiajac go równowagi. Schował swój miecz do pochwy i powiedział głośno i triumfalnie.
  — Masz szczęście, że cię gospodarz uratował, psie. Tak już byś leżał w kałuży krwi.
  Duro zaklął głośno. Stoliki wróciły na swoje miejsce, a ludzie na powrót przy nich zasiedli. Oczywiście tylko połowa z pięćdziesiątki miała gdzie zasiąść, reszta stała. Siłą rzeczy krzesła dostali ci, którzy potrafili je sobie wywalczyć. Ines nie miała tej siły, by powalić rosłego mężczyznę na ziemię i zapewnić sobie wygodne miejsce. Otoczona była przez zbirów, którzy chyba tylko czekali na odpowiedni moment, by się do niej dobrać. Powstrzymywał od tego ich przede wszystkim tłum wokół, a po drugie dwa ostrza, które kobieta ze sobą nosiła. Obok niej był szczęśliwiec, który nawet nie musiał się ruszać, by postawiono przed nim drewniany stół. Ten to miał dobrze, jak usiadł, ani razu nie musiał wstawać. Nie wyglądał do tego na takiego, co pokonałby kogokolwiek na pięści. W sumie to wyglądał... dziwnie. Jako jedyny z towarzystwa miał na sobie szatę, jakby był uczonym jakimś. Po spojrzeniu na gromadę, można było odnieść wrażenie, że jest najmądrzejszą osobą z całej drużyny. Pozostawało tylko pytanie, co on tutaj robił?
  To samo pytanie kobieta mogła jednak zadać sobie. Co, na wszystkich Onych, ona tutaj robiła? Była ewenementem w całej gromadzie, nie tylko dlatego, że była jedyną kobietą(No, chyba, że liczyć tamtą blondynę z toporem, która postawą to jest bardziej męska od połowy znajdujących się tu bandziorów), ale też raczej nie zanosiło się na to, by ktoś z tutejszych miał w sobie szlachecką krew. Otóż cała ta grupa ludzi zbierała w sobie nie tylko ciemnoskórych mieszkańców pustynnego kraju, ale składało się na nią całkiem sporo ludzi z innych państw. Naliczyła dwóch Cesarskich, którzy ze sobą rozmawiali, obydwaj z katanami — Wyspiarskimi szablami, które pokryte były srebrzystymi, wypalonymi ścieżkami Egzarchów. Było trzech Jaksarczyków, do których należała wspomniana wyżej blondyna i aż dziesięciu Waldgrosseńczyków, wliczając ją samą. Dwóch z nich wyglądało na zawodowych żołnierzy, byli w takim wieku, że włosy zaczynały im powoli siwieć. Ze sobą mieli proste miecze, a do karczmy weszli z jeszcze z tarczami, ale jako pierwsi zamówili sobie pokoje i od razu tam zostawili swój rynsztunek. Widziała ich też wcześniej, na ulicy. Przypadkiem zasłyszała, jak mówią coś o Orłach Imperium, jednak nie mogła uchwycić całego sensu ich wypowiedzi. Był to dość słaby trop, jednak lepszy niż żaden. Rozmawiali teraz ze sobą w Altrachen na przeciwległym końcu izby.

  — Wypierdalaj. — Powiedział sucho Ahammad do jakiegoś pijanego chudzielca, zajmującego jego siedzenie. Ten na początku stawiał opór, ale szybko ustąpił, widząc, że Nerdyjczyk ma w planach siłą go wyrzucić z krzesła, przy okazji pewnie pozbawiając części i tak niepełnego już uzębienia. Rozsiadł się wygodnie i powiedział do Heleny wesoło. — Siadaj! Patrzaj tylko, jak się pobili. Jak dla mnie, to ten cały Niiri jajec zapomniał. Ja bym tego chuja z miejsca rozjebał na kawałki tak, że tylko w ogień wrzucić i podawać jako shoarmę, haha!
  Czymkolwiek była shoarma. Helena siedziała w Bakaszu już dobry tydzień, a wciąż nie miała pojęcia. Pomijając to, że tutejsi używali nieznanego jej języka, czuła się całkiem nieźle. Oczko załatwiał mówienie za nią, a najwyraźniej widok kobiety z toporem gotowej, by obciąć parę łbów, jak nie dostanie czego zechce był nieco mniej przerażający od widoku kobiety z toporem gotowej do obcięcia parę głów, która na dodatek nie mówi w tubylczym języku. Dodawało to chyba dzikości jej wizerunkowi, czy coś. No, ale do tej pory nie musiała nigdzie za nic płacić. Wszędzie ludzie oddawali jej potrzebne rzeczy, gdy tylko jej ciemnoskóry przyjaciel pobełkotał coś w swoim bełkotliwym języku, gestykulując żywo i wskazując na nią dłonią. Oprócz tego miejsca, gdzie Niiri powiedział, że płaci za wszystkich. Głupiec. Można było spodziewać się, że kompania tak go załatwi, że do końca życia nie wyjdzie z długów.
  Gdzieś w kącie grupa czujących się całkiem pewnymi siebie czarnuchów rozmawiała ze sobą, patrząc w jej kierunku. Helena zauważyła już dawno, że Nerdyjski język to chyba składa się nie tylko ze słów, ale przede wszystkim z gestów, bo ani razu nie widziała czarnucha, który mówił nie używając rąk. Nawet Ahammad wymachiwał tymi swoimi sejmitarami, gdy groził frajerom w karczmie w Jaksarze, że spalą tę ich budę, jeśli zaraz nie oddadzą całego złota jakie mają. Tam w sumie dowiedziała się o tej wyprawie, od takiego jednego podróżnika, co to go zabili pierwszego. Miał ze sobą list, który dali innemu podróżnikowi, żeby przeczytał na głos. Mówił o wielkich skarbach w zrujnowanej Hirminie. Jej towarzysz opowiedział jej, że sto lat temu było takie miasto, co to już go nie ma. I ono ma schowane w sobie bardzo dużo złota i innych drogich rzeczy. Z braku innych opcji, ta wydawała się najlepszą. No, do momentu w którym wkroczyli na statek, gdzie bandytkę dopadła choroba morska. Ale gdy już nastąpiła na ląd, było znowu zajebiście.
  — Tej, spojrz sobie na tamtą. — Powiedział Ahammad do niej, wskazując dłonią prosto na Ines. — Taką to bym se wział. Tylko najpierw jej stal zabrał, bo jeszcze dziabnie, kurwa jedna.

Avatar użytkownika
Ines von Berndt
Człowiek
Człowiek
Miano: Ines von Berndt
Profesja: W służbie Waldgrossen
Płeć: Kobieta
Korony: 100
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 19
Dołączył(a): 02 mar 2017, 19:10
Ines von Berndt

Re: Gospoda "Wygłodniały Sikho"

Postprzez Ines von Berndt » 11 lip 2017, 18:06

  Kobieta parsknęła poirytowana, gdy jakiś ciemnoskóry dryblas zajął jej miejsce. Nie mogła jednak w tym momencie wywalczyć go sobie, więc pozostało jej, za przykładem innych słabszych fizycznie, postać. Oparła się więc o wolny kawałek ściany nieopodal, czujnie obserwując wszystkich wokół niej. Dla poprawy własnego bezpieczeństwa sprawdziła także, czy aby gladius i puginał dobrze się wysuwają z pochew. Co prawda w tak tłocznej karczmie ryzyko gwałtu czy jakiejkolwiek czynności mającej na celu uszczerbek na zdrowiu fizycznym i psychicznym Ines było niskie, aczkolwiek przezorny zawsze ubezpieczony, szczególnie w otoczeniu czterdziestu dziewięciu... ośmiu, jeśli liczyć tamto blond babsko w drugim krańcu sali mężczyzn. I tutaj się pojawiało pytanie, co taka drobna, niepozorna kobieta robi wśród takiej tłuszczy?
  Ano, siedzi na ostatniej misji, jeśli można tak to ująć. Zdołała uszczknąć jeszcze nieco wolności przed swoją niewolą i w tak prosty sposób znalazła się incognito w Bakaszu. Chociaż podświadomie czuła, że kolorowo nie będzie, szczególnie dla niej, tak bardzo chciała się wyrwać, że nie interesował jej poziom zagrożenia. Ryzyko miała we krwi, to ono ją napędzało i pozwalało na tak śmiałe czyny, jak siedzenie w karczmie z ludźmi innej kultury, którzy toczyli między sobą walkę na bezwzględność.
  A jednak, nie tylko tacy się tutaj znajdowali. Gdy już Ines zdołała zorientować się w zaistniałej sytuacji, przy okazji zauważając ruch faceta rozmawiającego z blond babskiem z Jaksaru, zauważyła, iż całkiem niedaleko niej znajduje się mężczyzna, którego trudno byłoby posądzić o paranie się najemnictwem. Nerdyjczyk wyglądał zdecydowanie na uczonego, a przynajmniej na kogoś, kto ma nieco więcej rozumu w głowie, niż pozostali z tej bandy. Obiekt był o tyle interesujący, iż Ines odbiła się od ściany i raźnym krokiem podeszła doń, przysiadając skrajem pośladka na blacie stołu, nie mogąc znaleźć normalnego siedziska.
  — Jestem Ines — powiedziała łamanym nerdyjskim, przypominając sobie podstawy tego języka. Nie umiała zbyt wiele w nim mówić, ale podstawową rozmowę przeprowadzić już tak. Kontynuowała powoli i głośno, by przekrzyczeć towarzystwo. — Nie wygląda pan... jak inni — wykonała zamaszysty ruch ręką,aby pomóc sobie w rozmowie. — Co pan... robić tutaj? Skarbu szukasz?

Avatar użytkownika
Helena z Wichrowa
Dzika Matka
Człowiek
Miano: Helena z Wichrowa
Profesja: Bandyta
Płeć: ---
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 12
Dołączył(a): 16 cze 2017, 20:50
Helena z Wichrowa

Re: Gospoda "Wygłodniały Sikho"

Postprzez Helena z Wichrowa » 11 lip 2017, 21:29

  Helena wypadła bardzo kiepsko na tle Ahammada, bo w przeciwieństwie do niego, nie wybiła zębów frajerowi, który zajął jej krzesło. Rzuciła typka siłą, a potem sprzedała mu kopa w dupsko, co by szybciej sobie poszedł. — No czekaj, jakieś gówno mi siadło na krześle. — Odburknęła do swojego czarnucha, gdy przystawiała sobie krzesło, a potem bezceremonialnie, usadziła na nim swoje cztery litery. — A daj spokój, kurwa jego mać! — Machnęła dłonią zażenowana. —U nas, w Jaksarze to napierdalają się po królewsku, a tutaj? Szkoda gadać, psia jucha. — Po tych słowach, nagle jej twarz przybrała wyraz głębokiego zdziwienia. Popatrzyła na Ahammada jakby był jakąś dziwaczną istotą, o której jeszcze nikt nie napisał i jej nie odkrył. W końcu się przełamała, zapytała. — Oczko, co to kurwa jest shoarma?
  Ten kurwidołek zwany Bakaszem był czymś dziwacznym i pokręconym. Mało podróżowała po innych państwach, właściwie to wcale. Na wszystko, co było inne narzekała i pytała się, używając najczęściej takich zwrotów jak "po chuj", "po cholerę", "na co to komu". Do tego ten dziwny charczący język połączony z machaniem łapami jak u jakieś dzikiej małpy... W Jaksarze to jednak wszystko było proste, czarne było czarne, a białe było białe. Ilekroć ktoś ją zaczepił używając przy tym nerdyjskiego, warczała i korzystała z jedynego słowa, które znała — bwana. Skoro prostą kurwę stosuje się niemalże do wszystkiego w jej rodzinnym kraju, to czemu gdzie indziej miałoby być inaczej?
  — Oczko, a w ogóle to dlaczego u was kobity noszą te czarne szmaty? Co one, kurwa? W Drugich się bawią, czy jak? — Zapytała ciekawa. Kto normalny łazi w czarnym podczas, gdy słońce wypina się dupą do Ziemi i sra żarem? Postanowiła nie czekać na odpowiedź, bo właśnie kątem oka zobaczyła jakiś czarnuchów gapiących się na nią i gadających coś między sobą w tym paskudnym języku. Odwróciła od nich wzrok, a następnie przerzuciła na Ines, bo kompan coś tam o niej wspomniał.
  — Wygląda jak kurwa, no i chuda jakaś. — Szybko podsumowała na głos. — Zaraz! Ty chcesz powiedzieć, że ja jakaś gorsza jestem, psia jego mać? — Rzuciła wściekle do Ahammada.
Postanowiła wrócić spojrzeniem do grupy czarnuchów, którzy na nią się gapili. Jako, że lekko się poddenerwowała, to wykonała w ich kierunku międzynarodowy gest mający znaczyć "masz jakiś problem?".

Avatar użytkownika
Antymag
Support
Support
Profesja: Antymag
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10
Korony: 20
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 147
Dołączył(a): 04 kwi 2015, 15:45
Antymag

Re: Gospoda "Wygłodniały Sikho"

Postprzez Antymag » 11 lip 2017, 23:13

  Gówno, co siadło na krześle bandytki potulnie zabrało swoją kopniętą dupę i oddaliło się nieco dalej od niebezpieczeństwa, jakim była Jaksarka. Zaznaczanie swojej pozycji w gromadzie było bardzo ważnym elementem każdego zapoznania się z nową kompanią. Czarnuchy powinny przecież wiedzieć, kto tutaj rządzi i kto jest w stanie napierdolić wszystkim jedną ręką, prawda? Tym bardziej, jeśli liderem był taki słabeusz jak ten cały Nirii, który miast poćwiartować przeciwnika, po prostu pozwolił mu żyć. Jak jakiś gruby frajer.
  — Pamiętasz to, co zrobiliśmy z Błaz... Bła... Kurwa, tego grubasa, co to go na moście nie zajebałaś?
  Imię "Błażej" wciąż było ponad możliwości ciemnoskórego. Ale wystarczyło samo wspomnienie tego, co się stało na statku, by bandytka zrozumiała czym jest shoarma. W pewnym momencie podróży przez morze bowiem grubas wypił chyba za dużo rumu, nawet jak na jego tuszę. Przybyło mu odwagi i obwieścił siebie panem statku, którym płynęli. Dwadzieścia minut później na górnym pokładzie w kamiennej misie smażyły się jego szczątki obsypane jakimiś żółtymi i brązowymi prochami, co to niby miały mięsu nadać smak. Załoga oczywiście nie zjadła poszatkowanego tłuściocha, a jedynie wyrzuciła go za burtę. Nerdyjscy żeglarze nie byli aż tak barbarzyńscy, by jeść zabitych przez siebie ludzi. Co ciekawe, podobnie wyglądające kawałki mięsa można było dostać na prawie każdej ulicy Bakaszu za bardzo niewielką cenę. Główną różnicą było właściwie to, że było w nich o wiele więcej mięsa, a mniej tłuszczu niż w zabitym, wstydliwym barbarzyńcy.
  — No. To zrobiliśmy z niego na statku shoarmę. — Dopowiedział Oczko to, co Helena już zdążyła pojąć. Potem kontynuował, odpowiadając na kolejne pytanie swej towarzyszki. — Taka tradycja. Jak która pokaże co więcej, to jest kurwą. Albo potrafi napierdalać.
  Czarnuchy, którym Helena posłała uniwersalny gest pokazania łokcia lekko się zmieszali. Jeden z nich chciał chyba wstać i jej przywalić z pięści, ale powstrzymali go pozostali, mówiąc szybko w swoim języku, i oczywiście używając do tego dłoni. Pokazali podczas gestykulacji na jej topór. Oni nie mieli takich fajnych zabawek. Z reguły mieli miecze, podobne do tego, które miał Oczko. Wśród podróżujących byli i tacy, co posiadali jakieś dzidy i inne kije z ostrzami. Takie, które ona potrafiłaby o cyca złamać.
  — Taką, to ja bym wyjebał i zostawił w rowie dla innych. — Odparł jej swobodnie Nerdyjski bandzior, gdy tylko usłyszał zarzuty. — Na co taka więcej. Ani osady spalić, ani kupca ograbić, bo się pewnie przestraszy i sama spierdoli gdzie kutasy rosną.

  W tym czasie obgadywana Ines sprawdzała, czy jej broń na pewno jest gotowa do tego, by ją bronić. Wyglądało na to, że tutejsi nie mieli zamiaru podchodzić do kobiety, która jest uzbrojona. Było to zapewne spowodowane tym, że na ogół żeńska rola sprowadzała się do bardzo niewielu rzeczy w tych stronach świata. Każde odstępstwo z reguły było przeciwieństwem utartego schematu. Jeśli więc Ines miała przy sobie broń — wszyscy twierdzili, że musi umieć ją walczyć lepiej niż niejeden mężczyzna. Niezależnie od tego, czy przekonanie było zgodne z prawdą.
  Zignorowawszy bandziorów wokół zbliżyła się nieco do człowieka wyglądającego na inteligentnego, którego skóra była chyba najciemniejsza ze wszystkich tutaj się znajdujących. Jej nieudolność w mowie wywołała niewielki szmer i nieco śmiechu wśród obserwujących ją mężczyzn. Ten jednak po prostu uśmiechnął się uprzejmie i jej odpowiedział czystym Altrachen, zupełnie jakby sam stamtąd pochodził.
  — Zantyr. Jestem językoznawcą. Osobiście interesuje mnie tylko Hirmińska biblioteka, jeżeli jeszcze cokolwiek z niej zostało. Teksty tam zgromadzone były w większości unikatami. Do tego zapisane były w nieco innej odmianie Nerdyjskiego niż można dzisiaj spotkać. Nie chciałbym, by tamta wiedza się zmarnowała.
Tylko poważne sesje. Ale za bycie zbyt poważnym zabijam.

Avatar użytkownika
Terjei
Człowiek
Człowiek
Płeć: Mężczyzna
Korony: 5
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 4
Dołączył(a): 11 lip 2017, 12:48
Terjei

Re: Gospoda "Wygłodniały Sikho"

Postprzez Terjei » 12 lip 2017, 18:47

  Nikt nie zwracał uwagi na młodzieńca, który stał pod jedną ze ścian w miejscu gdzie było najwięcej wolnej przestrzeni. Za to on uwagę zwracał obserwując każdego, kto podejmował jakieś akcje bądź w jakiś sposób wyróżniał się z całej tej bandy. Zapewne nie każdego udało mu się ocenić. Zbyt wielki panował w karczmie tłok, a i działo się niemało. Było jednak kilka osób, które w oczy się rzucały.
  Jak na przykład ta ruda cholera. Co u diabła tutaj szlachetna panienka robiła? Przygód się zachciało? A może jeno na szlachetną panienkę się kreowała? W takim wypadku pewnie skusiła się na bogactwa. Jak by nie było miał nadzieję, że nic dobrego jej z tej wyprawy nie przyjdzie. Niech ją te zbiry ubiją i zerżną, niekoniecznie w tej kolejności. Niczego więcej jej młody Jaskarczyk nie życzył. To samo chciałby rzucić tej drugiej, ale w jej wypadku bardziej prawdopodobne było, że to ona pozabijałaby tych, którzy na nią napadli. Szybko przeniósł spojrzenie na kogoś innego. Dłużej zatrzymał się dopiero na przywódcy tej bandy, ale szczerze mówiąc nie wiedział co o nim myśleć. Z jednej strony facet wydawał się mu niepasujący na lidera. Z drugiej jednak miał pieniądze, których raczej nie dostał w spadku. Raczej sam na nie zapracował. Człowiek sukcesu cholera jego mać. W ostatniej chwili Terjei powstrzymał się przed splunięciem na podłogę na tą myśl.
  — Cholera... — mruknął w ojczystym języku. Nie miał pojęcia po jakiego diabła przystąpił do tej wyprawy. Nie pasował tu. Nie pasował tak samo jak ta ruda małpa, albo i jeszcze bardziej.
  Przecież mógł złoto zdobyć w inny, mniej niebezpieczny sposób. Może nie tyle ile co Niiri obiecywał po tych ruinach, ale wystarczająco dużo na jego potrzeby. A tutaj? Czuł, że żywy z tego nie wróci. Ba! Pewnie zdechnie zanim w ogóle zobaczą te ruiny. Tym razem nie udało mu się powstrzymać od splunięcia. Cóż, przynajmniej szybciej skończy się ten jego nędzny żywot.
  Mimo, że jego rozmyślania przesiąknięte były jadem i czarnymi scenariuszami cały czas miał pogodny wyraz twarzy.

Avatar użytkownika
Helena z Wichrowa
Dzika Matka
Człowiek
Miano: Helena z Wichrowa
Profesja: Bandyta
Płeć: ---
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 12
Dołączył(a): 16 cze 2017, 20:50
Helena z Wichrowa

Re: Gospoda "Wygłodniały Sikho"

Postprzez Helena z Wichrowa » 13 lip 2017, 7:51

  — Za wysokie progi, czarnuchu! — Roześmiała się na widok czarnucha odciąganego przez swoich kumpli. Co prawda nie znał jaksarskiego, no ale oprócz mowy ciała, Helena potrafi tylko tak. Trąciła Ahammada w ramię, wskazując na tych tchórzy. — Ty! Patrz jak już dupy zasrali, kurwa jego mać! Hahaha! — Pełna dumy, rozsiadła się wygodnie na krześle. Zapomniała już nawet o scenach zazdrości, które to szykowała na Oczko, bo co to ma być? On należy do niej — koniec kropka. Jeszcze będzie pod nosem gapił się na jakieś chude wywłoki.
  — Ty, to on miał na imię Bla-coś-tam? — Zerknęła na swojego czarnucha, nie kryjąc zdziwienia. Ta malutka informacja wyleciała jej kompletnie z głowy. Kto by się przejmował takimi płotkami? Zwykłe narzędzie, no co? Najwyżej się zepsuje i wyrzuci. Tak myślała o większości ludzi, których brała pod swoje brutalne skrzydła. U niej nie ma miejsca dla miękkich rurek, a jak się taki znajdzie, to działa jeszcze selekcja naturalna. — No i chuj, trzeba było nie wychodzić przed szereg, nie? Swoją drogą, to niby kastrat, a jaja to jednak miał, nie? No, ale jebać go! W mojej bandzie nie ma miejsca dla wielkiego kałduna bez piątek klepki. — Burknęła, zarzucając nogę na nogę. — Poza tym, to na chuj kogoś tak ciąć? Ile to się trzeba produkować. Ja to bym inaczej zrobiła, wiesz jak? Ha! Nie wiesz, bo ci nie powiedziałam, kurwa jego mać. Słuchaj, bo dwa razy powtarzać nie będę... — Wzięła wdech. — Bierzesz delikwenta, łamiesz mu giry i łapy, no a potem uczysz go pływać. Wiesz, jak chcesz się nauczyć to spierdalasz na głęboką wodę, bo wtedy efekt najlepszy. — Podzieliła się swoimi metodami działań.
  Po chwili dopadło ją chyba znudzenie, bo nie odzywała się przez jakiś czas. Jeszcze nie skrzyżowała rąk na piersi, więc chyba się nie obraziła. Niewątpliwie powodów trochę by się znalazło, a jak za mało to można jeszcze coś wymyślić.— Kiedyś był taki uczony, on mi wytłumaczył, że jak kogoś w mordę lejesz... — Przerwała ciszę, rozglądając się znudzonym wzrokiem po okolicy jakby szukając kogo w tłumie. — To się nazywa, no! Kurwa, jak to było? — Zmarszczyła brwi przypominając sobie te jakże trudne słowa. — Jednoosiowy stan naprężenia. Kurwa, kto to wymyślił? Pewno jakiś kurwi syn, co se baby znaleźć nie umiał. — Przeciągnęła się na krześle. — No i teraz sobie szukam komu by tu w mordę dać, bo kurwicy już dostaję. No kurwa! Ale jak mam komuś wpierdolić jak tu wszyscy się mnie chyba boją.

Avatar użytkownika
Żywia
Człowiek
Człowiek
Miano: Żywia
Płeć: Kobieta
Korony: 20
Szylingi: 5
Pensy: 4
Strzały / Bełty / Pociski: 30
Posty: 21
Dołączył(a): 21 lip 2017, 16:41
Lokalizacja: Niedaleko stolycy wakacji
Żywia

Re: Gospoda "Wygłodniały Sikho"

Postprzez Żywia » 30 lip 2017, 22:53

Pojawiła się w gospodzie, nie wiadomo kiedy i nie wiadomo skąd. Była niczym element tła, nie przykuwała uwagi w swoim ciemnym płaszczu. Była niczym ninja, wtopiła się w tłum, udając, że jej nie ma. Tylko wprawne i czujne oko mogło zaobserwować jej przybycie. Usadowiła się w kącie, popijając co chwila z piersiówki. Dla ciekawskich nie był to jednak alkohol, a zwykły sok. Ledwo minął jej potężny kac, a że nie należała do masochistek, to nie chciała się znowu tak katować. Poza tym w głowie miała mnóstwo pytań. Choćby główne: Jak ona do cholery się tutaj znalazła? Ostatnie co pamięta to picie wódy na Śnieżnym Wypizdowie. A później jedna wielka pustka. Trafiła do zupełnie innego królestwa, nie rozumiała nic, a nic z tego języka. Liczyła, że uda jej się spotkać jakiegoś „swojego”, coby ogarnąć jak wrócić do domu. Jednak póki co, piła sok, walcząc jeszcze z kapciem w ustach. Mimo że była już w dobrej formie, to wolała się nie katować. Miała ewidentny wódowstręt. Opierając się tak w samym rogu, obserwowała z zainteresowaniem wszystkich zgromadzonych ludzi, szukając ciekawych zachowań. Miała ochotę iść na polowanie, ale nie znała tego terenu, a także zwierząt, które tutaj występowały. Wolała nie powtarzać sytuacji, kiedy jeszcze za młodu najadła się wilczych jagód. Zdecydowanie za dużo mistycznych przeżyć, jak na jeden dzień. Zabawa w chowanego z drzewami nie przypadła jej zdecydowanie do gustu. Ale doświadczenie na pewno całkiem interesujące. Co jakiś czas sprawdzała czy jej łuk oraz kołczan są na swoim miejscu. Miała paranoję, że ktoś w tym tłumie może ją pozbawić tego oręża. Dla pewności trzymała sztylet w dłoni. Robiła to jednak na tyle dyskretnie, że był ukryty w rękawie jej płaszcza. Dlaczego chodziła w czarnym płaszczu w taki upał? Ano dlatego, że obawiała się, że tutejsze słońce spali jej doszczętnie gębę. Mając na sobie jedynie lekką lnianą koszulę, skórzany gorset i lniane portki nie pociła się aż tak tragicznie. Gorzej było ze stopami. Buty niby lekkie, ale w pełni zabudowane. Dopiero przyglądając się tutejszym kobietom zorientowała się, że wygląda jak jedna z nich. Cała na czarno z ukrytą twarzą. Całe szczęście nie przebywały tutaj. Wyłapała dwie kobiety w tłumie. Jakąś rudą i wysoką blondynę. Niestety w tym hałasie nie mogła usłyszeć jakim językiem się posługują. Jednak nawet jakby usłyszała swój ojczysty dialekt, to raczej nie podchodziłaby do nich. Nie wyglądały zbyt przyjaźnie, a i sama Żywia nie miała ochoty na szukanie przyjaciół. Chciała się jedynie dopchać do właściciela i liczyć, że zna jaksarski. No i oczywiście, że powie jej, jak trafić do ojczyzny. Jednak z racji tego, że nie było opcji przebić się przez tłum, bez użycia broni, jak i robienia zamieszania, odpuściła. Postanowiła poczekać, aż się trochę rozluźni.
Obrazek

Avatar użytkownika
Antymag
Support
Support
Profesja: Antymag
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10
Korony: 20
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 147
Dołączył(a): 04 kwi 2015, 15:45
Antymag

Re: Gospoda "Wygłodniały Sikho"

Postprzez Antymag » 31 lip 2017, 15:56

  To kiedy Żywia pojawiła się w gospodzie "Pod Wygłodniałym Sikho" akurat nie ulegało większej wątpliwości. Znalazła się tutaj bowiem w czasie, gdy zaczęła trzeźwieć. Gdyby była bardziej podejrzliwa, pomyślałaby pewnie o tym, że została porwana. Gdyby zaś była głupsza, chwyciłaby za butelkę, by pozbyć się tego okropnego bezsmaku w ustach. Na jej szczęście, żadna z tych dwóch rzeczy się nie wydarzyła. Fakt, że musiała podróżować w stanie nietrzeźwym był dość oczywisty, jednak nie tak oczywisty jak wieść o tym, że na pewno nie znajduje się już w Jaksarze. Okolica też nie przypominała ani trochę opowieści o Waldgrossen, czy Wyspach. Ciemnoskórzy mężczyźni wpatrywali się w nią jak w łakomy kąsek, czekając pewnie tylko, aż zostanie osamotniona.
  -- Ejże, kurwa! Takiego szczyla bić? Jakbym go kurwa dorwał, to by zobaczył co znaczy mierzyć się z równym sobie! -- Odezwał się gdzieś koło niej dziwnie znajomy głos. Podstarzały człowiek z łukiem na ramieniu obserwował z zaangażowaniem jak jeden z obecnych tu bandytów wyciąga młodego chłopaka na środek pomieszczenia ku uciesze większości zgromadzonych. Młodzieniec najwyraźniej coś mu odpowiedział, jednak dziewczę nie było w stanie odróżnić jego słów od bełkotliwego krzyku ludzi z jej otoczenia. Wypchnął on blondyna nieco dalej od siebie i wymierzył prawy sierpowy w jego twarz. Zaatakowany natychmiast zasłonił się dłonią i zgiął nogi w kolanach. Zaciśnięta pięść przecięła powietrze i uderzyła w jeden z filarów podtrzymujących sufit. Po wyrazie, jaki przybrała jego twarz można było wnioskować, że połamał sobie co najmniej jeden palec. Rozległy się salwy śmiechu, które zaatakowały Łuczniczki. Blondyn korzystając z okazji wymierzył prostego prosto w nos bandyty, wykorzystując to, że ten się przekrzywił pod wpływem bólu.
  -- Haha! Patrzcie go, taki chodliwy, a mały chłystek go bije! -- Najbardziej bolał ten właśnie śmiech. Ochrypły, śmierdzący alkoholem, obrzydliwie znajomy. Wydobywający się z ust należących do myśliwego siedzącego tuż obok niej. Tylko, że z tego, co pamiętała zanim zaczęli pić było ich razem ośmiu, licząc nią samą.

  -- Jednoosiowy stan czego, kurwa? -- Zapytał Helenę Oczko. Najwyraźniej pojął z mądrości uczonego jeszcze mniej niż ona sama, bo ona przynajmniej pojęła nazwę zjawiska. Machnął jednak na to dłonią i zapatrzył się w widowisko, które odbywało się w miejscu, gdzie pięć minut temu było sporo więcej miejsca, a zderzały się tam ostrza, a nie pięść ze ścianą podpory. -- To nie jest ten sam, co go z krzesła spierdoliłaś kopniakiem?
  Nerdyjczyk miał rację. Czarnuch, który siedział dawniej na jej krześle teraz próbował bić na oko szesnastoletnią istotę, która chyba była chłopcem. Czyżby wyżywał się za to, że został tak znieważony przez babę? Jakkolwiek brzmiała myśl, która nim kierowała, musiał być skupiony tylko na niej, bo nie przewidział nawet tego, że zniewieściały blondyn uniknie jego ciosu. A włożył on z sierpowego chyba całą swą siłę, przenosząc jak najwięcej ciężaru ciała w cios. Jego reakcja zdradzała, że tą dłonią raczej miecza już nie utrzyma. Mało tego, że ten idiota poranił sam siebie! Młodzieniec oddał mu prosto w twarz, powodując niewielki juchotok.

  Być może Terjei zacząłby zadawać kolejne ciosy i pobiłby nawet swego agresora do nieprzytomności, lecz do akcji wkroczył dość bogato ubrany tubylec. Ten sam, co jeszcze przed chwilą rozmawiał z kobietą, której chłopak życzył z całego serca zerżnięcia i zabicia w dowolnej kolejności. "Wkroczył" było tu dobrym słowem. Mężczyzna wcale się nie spieszył, a jego obecność najwyraźniej zniechęciła napastnika do kolejnych prób spuszczenia srogiego wpierdolu nastolatkowi. Choć możliwym było, że opluty wycofał się ze względu na to, że póki co to on był tym przegrywającym walkę. Uczony odezwał się głośno w znanym tylko tutejszym języku. Mówił krótko, właściwie kilka zdań, ale mówił je tak, by każdy mógł je usłyszeć. Jakiś podstarzały łucznik zakrzyknął "Co kurwa?", ale został uciszony szturchnięciem przez kogoś z jego okolic. Potem jednak mówca odezwał się po Jaksarsku.
  -- Gospodarz uprzejmie prosił, byście nie uprawiali tu krwawych łaźni. -- W czasie, gdy on mówił, organizator wyprawy do Hirminy wstał i dołączył do niego na środku. -- Dobrze by było, gdybyście poczekali z zabijaniem, aż wrócimy z Hirminy objuczeni złotem. Jak po każdym z nas zostanie kałuża krwi, gówno zdziałamy.
  Zaraz po nim mówił coś Niiri. On jednak zajął sporo więcej czasu, podnosząc głos gdzieniegdzie. Siedzący koło Heleny Ahammad kręcił głową z uśmiechem i niedowierzaniem. Reszta tutejszych umilkła, słuchając go. Gdy skończył, Nerdyjczycy zaczęli wstawać w zamiarze ruszenia się gdzieś, jednak mówca zatrzymał ich jeszcze gestem, dopowiedział parę słów, które były chyba wstępem dla godzącego wcześniej bijących się naukowca. Kiedy jednak on mówił, ciemnoskórzy wyraźnie okazywali swoje zniecierpliwienie.
  -- Hirmina jest jedną wielką ruiną, a droga do niej jest długa i pusta. Każdy dostanie sprzęt potrzebny, by w razie czego odkopać pałace, które mogły zostać już zasypane, oraz otworzyć alternatywne do nich wejście. Oprócz tego zostaniecie zaopatrzeni w wodę i żywność, która będzie spoczywać na plecach wielbłądów. Dobrze wam radzę nie wypijania wszystkiego co dostaniecie od razu, a wstrzymywanie się do postoju — Ilość wody będzie zależna od tego, czy natrafimy po drodze na oazę. Zagraniczni dostaną nieco większy przydział wody od Nerdyjczyków, ponieważ nie są przyzwyczajeni do podróży po pustkowiach. Na zapleczu zaś czekają na Was narzędzia, o których wspomniałem i nieco grosza na doekwipowanie się.
  Uczony skończył, a Niiri zniknął w drzwiach prowadzących na tyły gospody. Ludzie stłumili się przy przejściu, przepychając się przez siebie, jak gdyby miało zabraknąć dla nich żołdu. Bardzo możliwym było, że sporo z nich chciało dostać tylko pieniądz, a następnie nigdy już nie ujrzeć reszty swojej kompanii. Gdy już bohaterom udało się dostać na miejsce, dostali swój przydział bez większych ceremonii. Poinformowano ich jeszcze, że wyruszają o świcie i lepiej będzie dla nich, by już wtedy byli na nogach.


Spoiler:

Spoiler:
Tylko poważne sesje. Ale za bycie zbyt poważnym zabijam.

Avatar użytkownika
Terjei
Człowiek
Człowiek
Płeć: Mężczyzna
Korony: 5
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 4
Dołączył(a): 11 lip 2017, 12:48
Terjei

Re: Gospoda "Wygłodniały Sikho"

Postprzez Terjei » 02 sie 2017, 12:20

Bijatyka potoczyła się jak najbardziej po myśli blondyna. Przede wszystkim udało mu się uniknąć jakichkolwiek obrażeń, a w dodatku napastnik uszkodził sobie dłoń. Widać było po wyrazie jego twarzy, że jego łapsko trafiając na filar cało z tego nie wyszło. Przez moment na mordce Lalki pojawił się paskudny uśmieszek, a chwilę później jego pięść trafiła w twarz czarnucha. Z nosa trysnęła krew i Ter chciał pójść za tym ciosem, ale w paradę mu wszedł znajomek tej rudej dziwki, która jeszcze chwilę temu tak bacznie przyglądała się jak niewielki chłopaczyna miał dostać wpierdol — bo prawdopodobnie nikt nie liczył na inny finał. Niestety nie udało mu się dostrzec wyrazu twarzy rudej, bo zniknęła mu z oczu.
Co ważniejsze jednak wyglądało na to, że był to koniec mordobicia. I dobrze, kiedy językoznawca i organizator przemówili Terjei starał się zniknąć z centrum uwagi. Stracił zainteresowanie dalszą walką, ha jakby w ogóle był tym zainteresowany. Teraz mógł wrócić pod jedną ze ścian i stamtąd słuchać dalszego wywodu na temat wyprawy.
Kiedy wszystko zostało wyjaśnione nadal z tego samego miejsca obserwował jak czarnuchy i cała reszta tłoczą się po żołd. On sam miał zamiar ruszyć w tamtym kierunku kiedy towarzystwo trochę się przerzedzi. Przynajmniej zdążył zastanowić się na co wydać zaliczkę. Nie było to co prawda wiele, ale powinno wystarczyć.
Kiedy więc udało mu się dostać na zaplecze wziął łopatę. Wydawało mu się, że będzie to bardziej pomocne narzędzi w przerzucaniu miękkiego piasku niż kilof. Bo jeśli te ruiny zostały zasypane przez pustynie to raczej piaskiem niż zbitą ziemią. Wydawało mu się to logiczne. Nie, żeby miał zamiar jakoś szczególnie ciężko tą łopatą operować, ale jeśli już do tego dojdzie to przynajmniej nie będzie to bezsensowne machanie. A na co miał zamiar wydać pieniądze? Na rzeczy najbardziej na pustyni niezbędne jego zdaniem, czyli dodatkową wodę oraz jakieś okrycie. Jego ciemny płaszcz raczej tylko utrudniałby podróż. Dlatego chciał wymienić go na jakieś lżejsze, cieńsze łachy. Coś co przepuszczało by powietrze, ale też chroniło ciało przed słońcem. A kiedy już nabył to co według niego niezbędne należało znaleźć jakieś miejsce na nocleg. Nie wiedział czy upokorzony czarnuch nie będzie się chciał mścić dlatego dobrze byłoby znaleźć jakąś osobną, najlepiej zamykaną izbę. Acz przy takim tłumie marne były na to szanse. Więc pewnie czekała go noc w jednym pomieszczeniu z większą grupką. O ile było to możliwe to nie chciał trafić do miejsca gdzie otoczony byłby przez czarnuchów. Ale nieważne czy miał spać sam, otoczony przez czarnuchów czy też swoich pobratymców z Jaksaru. Nim zamknął ślepia jego dłoń zacisnęła się na rękojeści sztyletu.

Avatar użytkownika
Żywia
Człowiek
Człowiek
Miano: Żywia
Płeć: Kobieta
Korony: 20
Szylingi: 5
Pensy: 4
Strzały / Bełty / Pociski: 30
Posty: 21
Dołączył(a): 21 lip 2017, 16:41
Lokalizacja: Niedaleko stolycy wakacji
Żywia

Re: Gospoda "Wygłodniały Sikho"

Postprzez Żywia » 05 sie 2017, 12:49

Przyglądała się bijatyce z zainteresowaniem. Chłopak nie miał większych szans w starciu z przerośniętym czarnuchem. Jednakże były to tylko domysły. Jednak chłopak okazał się sprytny. Wykorzystując siłę przeciwnika, którą włożył w cios, po prostu przykucnął. Dzięki czemu pięknie uniknął ciosu, a zarazem połamał palec albo kilka agresorowi. Całkiem ciekawa technika. Ciekawe czy było to wyuczone, czy po prostu intuicyjne uniknięcie rozpaćkana buźki.
Znajomy głos mężczyzny sprawiał, że aż się jeżył jej na głowie każdy włos. Wiedziała kim jest. Tyle, że nie pamiętała nic po rozpoczęciu cugu. Chyba mieli polować na jakieś stwory. A jak było naprawdę? Może on jej to powie. Ale chyba póki co wolała żyć w błogiej nieświadomości. Może zapyta o to podczas wyprawy. Wszak mieli przecież mnóstwo czasu na rozmowy. Nie było co się śpieszyć w szukaniu tej bolesnej prawdy. Dopiero co skończyła odczuwać skutki swojego cugu. Dwudniowy kac sprawił, że zastanawiała się czy nie lepiej byłoby się zabić. W końcu wtedy już umierała i to nie była przenośnia. Teraz też wewnętrznie umierała przez fakt, że czarnuchy się na nią patrzyły jak na ostatni kawałek pizzy. Z drugiej strony umarła też, kiedy zdała sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje. No cholera jasna! Przejechała cały kontynent po pijaku! I nic z tego zupełnie nie pamięta… Dobrze, że wiedziała, że to nie porwanie. Ale, żeby przegapić taką przygodę życia? To było dosyć żenujące.
Nim bójka się na dobre rozwinęła wpadł jakiś mężczyzna i zaczął bulgotać w tym dziwnym języku. Nic, a nic z tego nie zrozumiała. Jednak niedługo później usłyszała słowa w swoim ojczystym języku. Teraz już w końcu wiedziała, co ma robić. Odczekała jednak, aż kolejka się zmniejszy. Nie chciało jej się przepychać łokciami przez tę masę ludzi. To nie były jej klimaty. Bardzo ceniła sobie swoją przestrzeń osobistą. A te czarnuchy dodatkowo strasznie śmierdziały. Nie było bata, żeby się tam wraz z nimi przepychała.
Kiedy już trochę się rozluźniło, to sama ruszyła na „zaplecze”. Otrzymała swój przydział wody, 5 koron oraz łopatę. Najwidoczniej kilofów już nie było. No trudno. Z tym zaopatrzeniem ruszyła wprost po więcej wody. Wolała nie ryzykować. O ile bez jedzenia można przetrwać dwa tygodnie, to bez wody maksymalnie 2 dni. Zakupiła sobie jeszcze trochę suchego prowiantu i poszła szukać miejsce do spania. Postanowiła jednak wykorzystać fakt, że tutaj było pioruńsko ciepło i zasnęła pod gołym niebem. Grunt to znaleźć dobrą miejscówkę do spania. Godzinę przed świtem wstała, upolowała sobie jakieś dziwne zwierzątko. Upieczone smakowało wyśmienicie. Ale nadal nie wiedziała, co to dokładnie było. Jakiś ptak, idealny na śniadanie. Wróciła do gospody, w oczekiwaniu aż wszyscy się zbiorą i będą mogli ruszyć na podbój Hirminy. Liczyła, że się trochę obłowi. W końcu już miała listę rzeczy, jaką chciałaby kupić za te pieniądze. Pieniędzy nigdy nie było za dużo.
Obrazek

Zaloguj  •  Zarejestruj

cron