Menu

Partnerzy Specjalni:



  
Avatar użytkownika
Drakar
Żywa Legenda
Nieaktywny
Profesja: Żniwiarz
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 20
Punkty Ducha: 1
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 162
Dołączył(a): 01 maja 2014, 17:03
Drakar

Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Drakar » 04 sty 2015, 13:00

Zapewne wiele słyszałeś opowieści o przepięknym porcie Al-Jasir, którzy przyciąga setki ludzi. Przepiękna przystań, ogrody, marmurowe budynki i czyste drogi. Wszystko to sprawa że port ten wygląda jak obraz z bajki i nie ma się co dziwić że często jest odwiedzany. Jednak dla wielu osób to nie piękno jest Al-Jasir jest tutaj ważne, a znajdujący się w nim zamtuz Al-Abdul, który oferuje najlepsze dziewczyny z całego kontynentu. Budynek zamtuza nie jest ukryty czy położony gdzieś na uboczy, on wręcz wita przybyszy swoimi bogatymi zdobieniami, wielkim szyldem i tańczącymi przed wejściem dziewczynami.

Wnętrze jest jeszcze bardziej bogate niż warstwa zewnętrzna. Liczne wspaniale szyte dywany, złote filary, fontanny i bar dla gości. Wszystko to znajduje się na parterze razem z tańczącymi i umilającymi czas dziewczynami. Piętra to już tylko pomieszczenia dla tych którzy postanowili udać się na prywatną rozmowę oczarowani urokiem którejś z dam.
Należy pamiętać także o znajdującej się w podziemiach łaźni w której także jak zawsze służą nam pomocą przepiękne pracownice Al-Abdula.

Avatar użytkownika
Cassavir
Człowiek
Człowiek
Płeć: Mężczyzna
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 10
Dołączył(a): 11 lut 2015, 21:13
Cassavir

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Cassavir » 12 lut 2015, 22:09

To była długa podróż. Cygan nie lubił pustyni, pyłu, piasku, gorących dni i lodowatych nocy. Jednak nadszedł kres jego drogi... Al-Jasir jedno z wspanialszych miast ludu pustyni. Teraz kroczył jego przepełnionymi tłumem uliczkami rozglądając się nerwowo, pilnując aby żaden uliczny złodziejaszek nie przywłaszczył sobie jego mieszka. Był odziany w szary, podróżny płaszcz, a głowę oplatała mu chusta. Tak więc tylko bladość jego twarzy, choć naznaczona bezlitosnym słońcem pustyni, odróżniała go od tubylców. Broda wyraźnie zarysowywała się na młodej twarzy cygana, nie golił się co najmniej od tygodnia. Był zmęczony... marzył o kąpieli, pozbycia się tego cholernego piasku przylegającemu mu do ciała. Tak... woda... istny szczyt marzeń...
Mijał kolorowo ubranych ludzi, stragany, warsztaty rzemieślnicze szukając miejsca w którym mógłby zatrzymać się na popas. Obserwując miasto dziwił się gwarowi jaki panował na szerokich ulicach Al-Jasir. Był przyzwyczajony do miejskiego zgiełku, jednak tu było inaczej, bardziej tłoczno. Nie wiedział czy to zasługa przywierających do siebie budowli, mnogości kolorów, czy żywiołowej aktywności handlarzy. Jedno było pewne — miasto tętniło i podobało mu się to. Wtem jego uwagę przyciągnął pięknie wykonany budynek, przed którym powabne dziewczęta zachęcająco wykonywały taniec brzucha. Napisz na szyldzie głosił: 'Zamtuz Al-Abdula'. Cassavir uśmiechnął się pod nosem. W końcu należy mu się coś, chwila relaksu precyzując dokładnie, po długiej podróży. Śmiało wkroczył do budynku.
Krocząc ku ladzie za którą stał schludnie ubrany, nieco otyły i łysy choć dość młody mężczyzna. Przy okazji podziwiał bogate wnętrze zastanawiając sie jaką fortunę mógłby zbić, gdyby systematycznie po kawałku był w stanie wynosić luksusowe sprzęty. Uroki kobiet także nie uszły jego uwadze. Szczególnie spodobała mu się ciemnowłosa dama z pięknymi szafirowymi kolczykami... cudo... dziewczyna oczywiście też.
— Pokój z tobą. Czy utrudniony wędrowiec mógłby liczyć na chwile odpoczynku zażywając gorącej kąpieli w towarzystwie waszych pięknych dziewcząt? — Zagaił do mężczyzny rytualnie posługując się niedopowiedzeniami i dwuznacznościami, zgodnie z niepisanym systemem konwenansów królującym w przybytkach tego typu.

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Eirlys » 13 lut 2015, 18:05

Przepych wnętrza zamtuza, nawet przewyższający bogactwo zdobień fasady, oraz piękne kształty młodych tancerek zdawały się silnie kontrastować z wyglądem przybysza. A przynajmniej takie wrażenie miał stojący za zdobioną płaskorzeźbami, złotem, masą perłową i Oni tylko wiedzą czym jeszcze ladą młodzieniec, o czym świadczył wyraz jego twarzy, gdy z uwagą przypatrywał się jego nieogolonej twarzy i skórze pokrytej warstwą piasku. To miejsce widocznie miewa zazwyczaj nieco schludniej wyglądających gości. Dwóch statecznie wyglądających mężczyzn siedziało właśnie w fotelach i popijało, nie zwracając zbyt wiele uwagi na dwie młode dziewczyny o urodzie typowej dla Cesarstwa, wdzięcznie prężące swoje ciała nieomal u ich stóp.
— Oczywiście, to miejsce zostało stworzone po to, by ulżyć strudzonym wędrowcom — odparł młodzieniec, przybierając niezwykle radosną minę. Ukłonił się kilkakrotnie w trakcie swej wypowiedzi w typowo służalczy sposób, ale gdy podniósł głowę po ostatnim takim ukłonie, wieńczącym koniec wypowiedzianego przezeń zdania, jego wzrok był władczy. Spojrzał na ubraną w jakkolwiek by nie patrzyć wiele odkrywającą suknię. Była to właśnie właścicielka szafirowych kolczyków, na które wcześniej Cassavir zwrócił uwagę. Wygląd dziewczyny wskazywał na to, że była rdzenną mieszkanką Sułtanatu. Jej oliwkową cerę i czarne, lśniące włosy opadające falami na ramiona podkreślał kolor sukni, czyli bardzo intensywny granat. Jak wskazywał głęboki owalny dekolt, dziewczyna była dobrze obdarowana przez naturę, a dwa rozcięcia przyozdobione haftem, które ciągnęły się wzdłuż jej nóg aż do bioder, jedynie utwierdzały w tym wrażeniu.
— Salima zaopiekuje się panem. To pański pierwszy pobyt tutaj, prawda? Salima zaprowadzi pana więc gdziekolwiek pan zechce — odezwał się ponownie młodzian, wskazując ruchem głowy na czarnowłosą, która pokornie ukłoniła się, gdy pierwszy raz wymówiono jej imię.
— To będzie dla mnie ogromna przyjemność, — rzekła Salima, uśmiechając się lekko — panie... — urwała, czekając na jakieś miano, którym miałaby tytułować swojego klienta.

Avatar użytkownika
Cassavir
Człowiek
Człowiek
Płeć: Mężczyzna
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 10
Dołączył(a): 11 lut 2015, 21:13
Cassavir

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Cassavir » 14 lut 2015, 4:29

Cygan widział moment zmieszania w oczach mężczyzny. Cóż, podróżując przez pustynie jednymi miejscami są oazy gdzie można teoretycznie zażyć kąpieli... a to nie zawsze bo, zazwyczaj jedyną formą orzeźwienia jest zwykle polanie się wodą, czy też obmycie zamoczonymi szmatami, gdyż żaden zdrowy na umyśle wędrowiec nie wazy się wchodzić do wody pitnej w celu oczyszczenia się i czasami jest wręcz to strata czasu, gdyż wystarczy choć niewielka buza piaskowa, aby przeklęty pustynny pył ponownie przykleił się do ciała. Był zaniedbany to prawda, ale liczył że Salima już odpowiednio się o niego zatroszczy.
— To prawda w waszym wspaniałym przybytku jestem po raz pierwszy, choć w pięknym Al-Jasir bywałem już przelotnie raz, czy dwa.
Wtem odezwała się kobieta. Swoją drogą ciekaw był czy to przypadek czy rozmawiający z nim mężczyzna, wątpił w to iż to był sam Al-Abdul, zobaczył że na tę dziewczynę spoglądał ze szczególnym zainteresowaniem. Mniejsza...
Odwzajemnił uśmiech i rzekł:
— Cassavir, moja droga. Wpierw chciałbym obmyć się. Tak więc chciałbym wynająć pokój i zamówić balie z wodą, lub też odwiedzić łaźnię jeśli takową posiadacie.
Zerknął na młodego mężczyznę sądząc, iż on może mu odpowiedzieć na pytanie.

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Eirlys » 16 lut 2015, 19:46

Kobieta uśmiechnęła się, gdy przybysz wyjawił jej swoje imię. Być może się jej spodobało, bo kilka razy, jakby sprawdzając jego brzmienie, wypowiadała je bardzo cichutko, ledwie dosłyszalnie — a może takie właśnie zasady panują w tym zamtuzie, by prostytutki zachwycały się każdym aspektem jestestwa swych klientów. Tymczasem mężczyzna stojący za ladą uśmiechnął się uniżenie i z wielką radością — oraz dość szybko — odpowiedział na pytanie wędrowcy.
— Ależ tak, oczywiście, że mamy łaźnię. Salima oczywiście pomoże panu się obmyć lub weźmie z panem kąpiel, o ile jest takie pańskie życzenie. A może chciałby pan towarzystwa w wannie jeszcze jakiejś panny? Możemy spełnić każdą pańską zachciankę, wszak nie brak u nas ponętnych kobiet — szeroki ruch ręką na wykwintnie urządzone wnętrze, gdzie kilka tancerek rozgrzewało się do tańca, a kilka wiło się w dość dwuznacznych pozach, by zapewnić rozrywkę klientom. — Nasz kompleks posiada wszelkie wygody, jakich tylko zapragnąłby mężczyzna. Więc jakże mielibyśmy nie mieć łaźni?
Rzeczywiście, postawione w ten sposób pytanie tłumaczyło wszystko. Salima pokłoniła się Cassavirowi i ujęła jego dłoń w sposób sugerujący nieśmiałość. Musieli przepadać za nią miłośnicy skromnych panien, którzy mogą sobie pozwolić jedynie na zainteresowanie ladacznicy. Kobieta zaprowadziła mężczyznę ku schodom prowadzących w dół. Zeszli potem do wyłożonej marmurowymi płytkami sali, w której podłodze wykuto schody, jednak tym razem prowadziły one wprost do basenu, w którym kąpieli zażywały dwie jasnowłose niewiasty, nawzajem się dotykając ku uciesze staruszka, który siedział na najwyższym schodku otulony grubym płaszczem. Starość spowodowała, że był teraz zgarbiony i cały pomarszczony oraz — najwyraźniej — musiał źle znosić zmienne temperatury. Nie mogąc sam brać udziału w takiej uciesze, z lubieżną radością przyglądał się dwóm szczupłym, młodym dziewczynom, które jęcząc wodziły wzajemnie dłońmi po swoich ciałach.
— Chodźmy dalej. Ta sala nie jest przeznaczona na obmycie się, lecz na różnego rodzaju i w różnym towarzystwie kąpiel. Jest jeszcze jeden taki basen i gdybyś, mój panie, chciał, to potem... — rzekła Salima, całkowicie nie krępując się widokiem dogadzających sobie kobiet.
Czarnowłosa wprowadziła Cassavira do pomieszczenia, którego środek zajmowała spora wanna w kształcie morskiej muszli. Była na tyle duża, by z łatwością pomieścić kilka osób pragnących zażyć kąpieli w swoim towarzystwie, jak to wcześniej określiła Salima. Wanna była wypełniona już czystą wodą i otulała ją zasłona gęstej pary. Nawet podłoga była ogrzewana gorącym powietrzem płynącym w rurach pod kaflami. Ściany ozdobiono malowidłami, prawdopodobnie dodając do farb pszczelego wosku, a potem utwardzając obrazy w wysokiej temperaturze. Malowidła przedstawiały dość sugestywne sceny, których bohaterami byli piękni ludzie. Określało to jednoznacznie, w jakim miejscu znalazł się Cassavir.
— Czego pragniesz, mój panie? — spytała Salima, prężąc swoje ciało jak kotka. Widać było, że jej pytanie nie dotyczyło jedynie kąpieli.

Avatar użytkownika
Cassavir
Człowiek
Człowiek
Płeć: Mężczyzna
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 10
Dołączył(a): 11 lut 2015, 21:13
Cassavir

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Cassavir » 17 lut 2015, 2:58

Mężczyzna uśmiechnął się lekko.
— Wydaje mi się, że Salima będzie wystarczającym towarzystwem — odrzekł. Wiedział ze stać go na odrobinę relaksu, jednak nie pragnął tego, sakiewkwa zbytnio opustoszała. Już sama kąpiel to dodatkowe koszta... więcej dziewcząt podwyższyłoby cenę.
Jak się okazało zamtuz posiada łaźnie. Cassavir skinął głową słuchając zapewnień młodzieńca o wszelakich atutach przybytku.
— A więc dobrze.
Odwrócił wzrok w stronę kobiety.
— Więc prowadź.
Zeszli po schodach, minęli pomieszczenie z łaźnią, gdzie ogrywała się scenka na widok której złodziejowi na twarz wypełzł lekki uśmieszek... częściowo przez przyjemny widok jaki miał patrząc na kobiety, a częściowo z komizmu całej sytuacji. Widać staruszkom także zdarza się chadzać do burdelu, choćby tylko popatrzeć.
Wreszcie dotarli na miejsce.
Oczy zabłysły mu, gdy ujrzał balie z wodą. Wilgotne powiertze już teraz przyjemnie skraplało mu się na ciele. Marzył aby zanurzyć się w wodzie. A miał być to dopiero początek wrażeń.
— Mamy czas, droga Salimo. Wpierw chciałbym się umyć. Widzisz, mam za sobą długą podróż. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, abyś mi w tym pomogła. Jest jeszcze jedna sprawa. Chciałbym się ogolić. Chyba lubisz ogolonych mężczyzn? — Uśmiechnął się figlarnie. Może nie tak sobie wyobrażała początek ich kąpieli, ale Cassavir zamierzał się doprowadzić do porządku, skoro miał do dyspozycji wannę oraz dziewczynę. Położył torbę na podłodze i ściągnął z głowy materiał chroniący go przed słońcem. Kobieta mogła dojrzeć jego nieco przepocone, nieuczesane, średniej długości, lekko falowane ciemne włosy. Uśmiechnął się przyjaźnie do dziewczyny, ujął za pobudek i namiętnie pocałował w usta. Po chwili oderwał się od warg Salimy i z tym samym uśmieszkiem rzekł:
— Pomóż mi się rozebrać. Obmyjesz mi ciało. Był ubrany w zwyczajny strój podróżny. Jego koczowniczy strój znajdował się w plecaku, jak zwał nieco nad wyraz swój zwykły worek za rzemieniu.
Gdy był już nagi siadł na skraju wanny, pod stopy podstawił jakąś płachtę materiału, aby obcięty zrost nie zaśmiecił podłogi, ujął jeden z noży do rzucania i sprawdził ostrość przeciągając kciukiem po ostrzu. Gdy natrafił na odpowiedni użył go jak brzytwy. Wcześniej oczywiście zamoczył twarz, aby łatwiej pozbyć się brody.
— Obmyj mi plecy, moja droga Salimo — odezwał się do dziewczyny. Z pewną wesołością zastanawiał się co ona teraz sobie myśli. A może to co zrobił nie było takie dziwne, albo kobieta przyzwyczaiła się do różnorakich dziwactw klientów? Mniejsza. Cassavir postanowił wykorzystać jeszcze jeden aspekt tej sytuacji.
— Al-Jasir to piękne miasto. Pierwszy raz tu byłem mając 8 lat. Nigdy nie zapomnę zachodu słońca, chowającego się za horyzontem i oświetlającego czerwonawym blaskiem port. Dawno mnie tutaj nie było. Może znasz droga Salimo najnowsze wieści z miasta? Coś interesującego. Możliwe że zagoszczę w wspaniałym Al-Jasir na dłużej.
Dobrze wiedział że prostytutki najczęściej najlepiej wiedzą co i jak dzieje się w mieście. Być może usłyszy coś interesującego.
Cassavir co jakiś czas wodził ręką po brodzie sprawdzając długość zarostu. Był ostrożny... nie chciał zaplamić krwią tak pięknej niewiasty jak Salima.

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Eirlys » 20 lut 2015, 20:37

Salima nie zdawała się być w jakikolwiek sposób urażona tym, że jej klient chce ją wykorzystać jako pomoc przy myciu, ani też faktem, że piach pokrył Cassavira dość grubą warstwą, co sprawiało, że trzeba będzie go dobrze szorować, aby pozbyć się brudu. Delikatnie się uśmiechając, zdjęła jego koszulę i spodnie, wykorzystując każdą nadarzającą się okazję, by dotknąć skóry mężczyzny. Gdy mężczyzna usiadł na skraju wanny, uczynnie podsunęła mu płachtę z grubego, czerwonego materiału. Gdy skończył się golić, wrzuciła ów materiał wraz z kłakami, które wcześniej porastały twarz podróżnika, do wiklinowego kosza. Zamiast niego rozłożyła jednym płynnym ruchem miękki dywan, w którego włosiu wręcz zapadały się stopy. Ladacznica podała jeszcze mężczyźnie słoik z emulsją, by natarł sobie nim twarz — choć właściwie przeznaczenia owej mlecznobiałej substancji o niezbyt intensywnym zapachu Cassavir musiał się domyślić, kobiecie wydało się zbędne tłumaczenie — po czym zajęła się spełnianiem prośby swego klienta. Najpierw zmyła piach z pleców wodą, potem natarła je intensywnie i bardzo przyjemnie pachnącą mazią, a potem spłukała ją wodą z dzbana, przy okazji masując ciało mężczyzny i cichutko mrucząc mu wprost do ucha komplementy. Jej usta znajdowały się tak blisko ucha jej klienta, że ten nieomal czuł dotyk jej języka.
— Cieszę się, że Al-Jasir sprawiło na tobie dobre wrażenie, mój panie — odparła kobieta. Po czym umilkła, prawdopodobnie po to, by zebrać myśli. — Interesującego, mój panie? Nie wiem, co mogło by cię zainteresować, a więc zacznę od początku. Ibrahim, pragnący zawsze unikać podawania swego nazwiska — co nie jest dziwne, jako że brzmi niezbyt dostojnie: Udin — założył sektę. Tak twierdził, gdy znajdowaliśmy się w tym samym pomieszczeniu, co teraz my, mój panie. Doprawdy, znalazł dotąd kilkunastu sprzymierzeńców, którzy wierzą w jego wizję Dżinów, ale czyż jest to już sekta? Straż pragnie ich przetrzebić, gdyż ich demonstracje zakłócają porządek, lecz nie działają zbyt dobrze. Wszak wielu ludzi wie, gdzie mieszkają ci ludzie i kim są, a wciąż są na wolności. Wywołuje to pewne niezadowolenie wśród praworządnych obywateli i przeciwników odstąpień od religii naszego kraju. Poza tym, od czasu trzęsienia ziemi kilku rzemieślników jęło robić więcej broni, a nawet zwoływać wyprawy. Chcą ruszyć do źródła, a właściwie — ograbić jego zawartość — kobieta przerwała, po czym zniżyła głos do szeptu. — Przybyła też doskonała wróżbitka, podobna do ciebie, mój panie. Pragnie spotkać jednego z Koczowników, jak twierdzi. Czy ostatnia wieść może dotyczyć cię, mój panie?
Ladacznica spojrzała w oczy Cassavira, uważnie obserwując jego reakcję na jej słowa.
— Są też inne sprawy, związane z przybywającymi stale do miasta karawanami i planowanym buntem przeciwko sułtanowi. Czy powinnam podać ich szczegóły?

Avatar użytkownika
Cassavir
Człowiek
Człowiek
Płeć: Mężczyzna
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 10
Dołączył(a): 11 lut 2015, 21:13
Cassavir

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Cassavir » 24 lut 2015, 2:48

Cassavir był zrelaksowany. Poddawał się zabiegom kobiety... z pewnością miała w tym wprawę. Równie mocno cieszyło go to, że piasek który mimo solidnej ochrony w postaci pustynnego ubrania Cassavira przedzierał się systematycznie przez nie i obcierał mu skórę wreszcie zniknie. Przyzwyczajenie się do niewygód to jedno, ale ich akceptacja to zupełnie inna sprawa. Gdy pozbył się zarostu i natarł się maścią miło chłodzącą mu twarz wszak podrażnioną po goleniu, czuł że wraca do siebie. Z zainteresowaniem słuchał relacji prostytutki, a wieść o kimś z jego ludu czekającego rzekomo na innego Koczownika bardzo go zaskoczyła, co zresztą było widoczne na jego twarzy. Zmarszczył czoło i uniósł brew.
— Nie sądzie, choć niezbadane są wyroki onych.
Sztuka stawiania tarota była praktykowania od pokoleń wśród Mądrych Kobiet ludu Koczowników. Jedni wierzyli w to inni nie. Cassavir zawsze miał wrażenie że coś jest na rzeczy mimo, że na własnej skórze przekonał się że skuteczność wróżb zazwyczaj jest wątpliwa. Bywały jednak momenty gdy przepowiednie były niezwykle jasne, a ich wyroki koczowniczych wróżek wręcz niewiarygodnie trafne. Dziwna to była rzecz i sam nigdy nie wnikał w sprawy Mądrych Kobiet i ich metod, gdyż nie na jego to było głowę. Trzeba będzie odwiedzić tę wróżbitkę i dowiedzieć się o co tu chodzi.
Teraz gdy był ogolony powoli wszedł do wanny. Wskazał Salimie miejsce obok.
— Oczywiście, szczegóły interesują mnie w szczególności. — Uśmiechnął się lekko.
— Ale może od początku. Wspomniałaś o grupie która głosi swe heretyckie wizje Wielkich Dżinów. Na czym dokładnie polega ich błąd w rozumowaniu? I skoro głoszą te hasła publicznie dlaczego nie zostali do tej pory pojmani i osadzeni według nakazów Świętej Księgi? Czyżby miejscowi kapłani za nic mieli bluźniercze manifestacje pojawiające się im koło nosa? — Szczerze zdziwiło go to że tak patyczkują się z samozwańczym mułłą i jego poplecznikami. Nerdyjcznycy znani są ze swojej ortodoksyjności i wierności prawu zapisanemu w ich świętych pismach. Skąd więc ta opieszałość?
Smaczek dotyczący buntu także wydawał mu się interesujący. Zobaczymy co dalej powie Salima.

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Eirlys » 27 lut 2015, 22:50

Prostytutka uśmiechnęła się lekko i stanęła przed wanną, umożliwiając mężczyźnie obserwację jej każdego ruchu, gdy się rozbierała. Jej piękna, granatowa suknia nie posiadała żadnego zapięcia, a więc Salima po prostu najpierw wolno zsunęła ją z ramion, by potem pozwolić, aby ubranie swobodnie opadło do jej stóp. Następnie kobieta zdjęła swe kolczyki, namyślając się krótko nad odpowiedzią.
— Ibrahim rzekł, że Dżiny tkwią w nas... niejako jako ptaki zamknięte w klatce. Ludzie powinni uwolnić Dżiny, zadając sami sobie śmierć. Dlaczego więc Udin i jego wierni towarzysze tego nie zrobią? Zadałam mu te pytanie, ale odpowiedź była zbyt mętna... zbyt długa, by ją dokładnie przytoczyć. O ile dobrze zrozumiałam, potrzebne są przedmioty i pewne rytuały, aby po śmiercią ludzkiej klatki uwolnić Dżiny. A co zaś się tyczy tego, że heretyków nie dosięgła jeszcze kara, to niektórzy ludzie uważają, że idea Ibrahima trafia do niektórych strażników, bo zrównuje ich z Dżinami. Ja jednak sądzę, że liczy się tak naprawdę to — kobieta przerwała, unosząc do światła — gdyż pomieszczenie oświetlało kilka lampionów ze złota uwieszonych u sufitu — swój kolczyk. Światło świec doskonale odbijało się i załamywało w wyszlifowanej powierzchni szafirów, które miały bardzo piękny ogień. — Ibrahim ma kilku przyjaciół tu i tam, co odczuwamy dopiero teraz, gdy zgodnie z prawem powinniśmy dokonać na nim egzekucji. A i jego złoto, którego nawet ladacznice miewały okazję posmakować, jest ważne.
Czarnowłosa uśmiechnęła się lekko i weszła do wanny. Usiadła naprzeciw Cassavira, czekając na jakieś specyficzne instrukcje. Była wyprostowana i w żaden sposób nie pokazywała, aby jej nagość ją w jakikolwiek krępowała. Sposób, w jaki siedziała — poza tym, że służył zapewne pełnemu zaprezentowaniu jej wdzięków — przypominał nieco ten, jaki charakteryzuje dziewczęta uczone przez matki, by zawsze, niezależnie od sytuacji, siedziały prosto i były posłuszne. Tak więc ladacznica była bardzo posłuszna i przysunęła się bliżej, by oddech mężczyzny owiewał jej gładką, ciemną skórę.
— Mój panie, mam nadzieję, że rozmowa nie jest jedynym, czego ode mnie oczekujesz — rzekła cicho, w jej głosie można było wychwycić lekki smutek. — Trzęsienie ziemi nieco zmieniło w naszym życiu, nie tylko rzemieślnicy pragną wykorzystać sytuację. Egzarchowie dotychczas opiekujący się chorymi żołnierzami i wspomagający ich również w innych dziedzinach, mają poczucie krzywdy. Nie zarabiają tyle, ile by chcieli, nie mają tyle swobody, ile by chcieli, nie mogą nawet rozwijać swych zdolności w kierunkach, których pragną, gdyż nie są one potrzebne w oczach sułtana. Można odczuć ich działalność, tak jak poczuliśmy trzęsienie — wstrząsy, drżenie ziemi i zawalenie się tego, co już od dawna było stare i zniszczone. Ale nie zabili jeszcze nikogo, chyba że strażnicy strzegący zbrojowni są na ich sumieniu. Lecz to była zbrojownia z bronią treningową, na cóż im drewniane miecze i spiłowane włócznie?
Salima uniosła wzrok i spojrzała z wyczekiwaniem na swego klienta. Widać było, że w jakiś sposób idea rozmowy z klientem i zwykłe siedzenie obok niego jest jej obce i sprawia, że ladacznica odczuwa pewien dyskomfort.

Avatar użytkownika
Cassavir
Człowiek
Człowiek
Płeć: Mężczyzna
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 10
Dołączył(a): 11 lut 2015, 21:13
Cassavir

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Cassavir » 07 mar 2015, 6:09

Cassavir kiwał głową słuchając wszystkiego co prostytutka miała mu do powiedzenia. Zaiste wiele ciekawych rzeczy działo się w Al-Jasir. Ibrahim i jego uczniowie mogli się okazać niebezpieczni. Jesli jego nauki trafią na podatny grunt cygan nie zdziwiłby się, gdyby w mieście zaczęło dochodzić do rytualnych mordów dokonywanych przez nadgorliwych zelotów pragnących uwalniać Dżiny swoich bliźnich. Trzeba będzie się mieć na baczności. Niepokoje wśród rzemieślników także były dość niepokojące, choć raczej w dalszej perspektywie. Zaatakują gdy wpływy sułtańskie osłabną i zyskają posłuch u ludu lub gdy nadarzy się jakaś sprzyjająca wszczęciu buntu okazja. Jakby nie było miasto jest miejscem gry ryzykownej, ale mogącej przynieść znaczne profity jeśli wyczuje moment i wykorzysta zamęt jaki może tu wybuchnąć.
Spojrzał w twarz ladacznicy, słysząc w jej głosie smutek i widząc go w jej oczach. Mógł się jedynie domyślać jego źródła. Uśmiechnął się do niej, pogłaskał czule po policzku i rzekł:
— To bardzo ciekawe wieści. Bardzo mi pomogłaś piękna Salimo.
Cassavir nie był wzorem cnót, a chadzanie do burdeli nie było dla niego czymś niezwykłym i przypadającym mu skrupuły, ale nie lubił gdy kobieta nie wyrażała choć minimalnego entuzjazmu. Oczywiście po ladacznic nie spodziewał się wiele, ale czuł że coś jest nie tak, jeśli chodzi o tę kobietę.
— Widzę jakiś smutek w tych czarnych jak pustynna noc oczach. Spokojnie, moja droga... A jeśli chodzi o moje oczekiwania wobec ciebie, to liczę na twoją inwencję. — Schodził ręką coraz niżej, głaszcząc jej szyję, ramiona, zbliżając się do piersi. Rozłożył się wygodnie w wannie, jedną ręką pieszcząc jej ciało i uśmiechając się zachęcająco oraz czekając na ruch prostytutki.
Właściwie uzyskał już czego chciał, wszystko inne traktował jako nadwyraz przyjemny bonus.

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Eirlys » 18 mar 2015, 19:44

Czarnowłosa, jak na dobrą — i prawdopodobnie dość dobrze opłacaną — prostytutkę przystało, z pospieszną gotowością zaczęła spełniać pragnienie swego klienta. Właściwie, to nie aż tak pospieszną, gdyż nie rzuciła się na niego jak dzikie zwierzę, a przez kilka chwil pozwoliła mężczyźnie przesuwać dłoń po jej ciele. Cassavir czuł pod swoimi szorstkimi, pokrytymi odciskami nabytymi podczas licznych wędrówek dłońmi gładką skórę kobiety. Była bardzo miękka, widać było, iż ladacznica wiele uwagi poświęca swemu ciału — lubi o siebie dbać czy chce przyciągać lepszych klientów, nie wiadomo. Przez jakiś czas Salima siedziała wygodnie, z przymrużonymi lekko oczami i nieco kocim pomrukiem wydobywającym się z jej gardła pozwalając mężczyźnie na pieszczoty, a nawet wtulając się niekiedy w jego dłoń. Potem nagle otworzyła szeroko swoje czarne jak noc oczy, uśmiechnęła się do niego łobuzersko i przysunęła się do Cassavira tak blisko, że owionął go zapach jej skóry i czuł dudniące w jej piersi serce.
— Jeśli liczysz na moją inwencję, mój panie, to znam coś, co może ci się spodoba — wymruczała mu do ucha. Przy okazji masując jego ciało, umościła się wygodnie na jego kolanach tak, że twarz Cygana znalazła się pomiędzy piersiami. Kobieta na chwilę zastygła w bezruchu, czekając na jakikolwiek znak, że mężczyźnie nie podoba się rozwój wypadków. Nie chciała zawieść swojego klienta, bo to mogłoby źle odbić się na jej zarobkach i mogłaby utracić "renomę", jaką prawdopodobnie udało się jej zdobyć. Dlatego też później poddała się wszystkim wskazówkom Casavira.

Po wszystkim, Salima wyszła z wanny, przy okazji dając mężczyźnie możliwość ponownego przyjrzenia się jej nagiemu ciału. Wzięła jeden z ręczników i wytarła się do sucha, trąc dość energicznie, przez co jej skóra się zaróżowiła. Wybrała kolejny ręcznik i podała go Cassavirowi. Nim zdążyła zaproponować, że pomoże mu się wytrzeć, ktoś gwałtownie wtargnął do pomieszczenia. Było to dwóch mężczyzn — ten, który stał za ladą, gdy Cygan wszedł do zamtuza i jakiś odziany w jaskrawo czerwony płaszcz młodzieniec. Strój nieznajomego, poza tym, iż był zbyt intensywny, by można było na niego patrzeć, zdawał się ograniczać właśnie do owego płaszcza, jakby pod spodem chłopak był nagi. Ta osobliwa konkluzja docierała do obserwatora mniej więcej w tym samym momencie, w którym uświadamiał sobie, że rysy mężczyzny są dość delikatne, choć nie ładne i wcale nie kobiece, a jego sylwetka bardzo delikatna, zdawał się on nawet zbyt szczupły. Miał też ciemne włosy, falami opadającymi na wąskie ramiona.
-Salimo, musisz... — grubszy z przybyłych nagle urwał, uświadamiając sobie, że właśnie przeszkodził kobiecie w spotkaniu z klientem. Zmieszał się i momentalnie wycofał, następując na bose stopy chuderlaka odzianego w czerwień. — Przepraszam, nie byłem świadom tego, iż wasze... hm... spotkanie jeszcze się nie skończyło — wymamrotał, nie wiadomo czy do kobiety, czy też do Cassavira, gdyż utkwił wzrok w podłogę i mimowolnie miętosił palcami prawej ręki brzeg swojej koszuli.
— Doprawdy? — czarnowłosa zdawała się nie być szczęśliwa z rozwoju wypadków. Spojrzała na chudego chłopaka i wyraz jej twarzy błyskawicznie przeszedł w wściekłość. Oczy zwęziły się w szparki, gdy wysyczała dość nieprzyjemnym tonem: — A co on tu robi? Nie mamy klientów gustujących w wychudzonych eunuchach.

Spoiler:

Avatar użytkownika
Cassavir
Człowiek
Człowiek
Płeć: Mężczyzna
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 10
Dołączył(a): 11 lut 2015, 21:13
Cassavir

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Cassavir » 22 mar 2015, 0:58

Cygan, zadowolony z przejęcia inicjatywy przez Salime, wyszczerzył się jeszcze bardziej i oddał się przyjemniejszej części ich spotkania. Coż, Cassavir nie był zbytnio fantazyjny w tych sprawach, po prostu działał.
Po wszystkim po prostu leżał w wannie, odpoczyłał obserwując z niemałą satysfakcją nagie ciało kobiety. To była piękna chwila; ostatnio tak rzadko miał okazje, po prostu się zatrzymać, odetchnąć, popatrzeć... I wtedy rozwarły się drzwi, przez które wkroczł do środka dość zabawnie wyglądający tandem. O ile człowiek z ktorym rozmawiał wkraczając do zamtuza był krępej budowy, o tyle towarzyszący mu młodzieniec wyglądał jakby głodzono go przez ostatni miesiąc, a może i dwa. Cygan nie był w stanie nie uśmiechnąć się pod nosem widząc tak groteskowo różniącą się parę. Dopieru później dotarły do niego inne rzeczy: niewieście rysy młodziaka, jaskrawy ubiór oraz to, że był nagi pod tą swoją tuniką... Cassavir domyślił się w jakim charakterze pracuje tu młodzian, co wywołało w nim dość mieszane uczucia może nie z samego faktu, że ktoś lubił pofolgować sobie specyficznym gustom, ale koncepcja męskiej dziwki była dla niego dość dekadencka.
Złość Salimy zadziwiła go, a określenie młodzieńca eunuchem sprawiło, że jakoby bezwarunkowo spojrzał na krocze odziajego w czerwień i skrzywił się natychmiast, wyobrażając sobie proces odcinania jaj. Okropność... sama myśl bolała. Nawet coś na krztałt żalu względem kastrata wkradło się w serce cygana, bo nie był człowiekiem który radował się czyimś nieszczęściem. Chuderlawość eunucha mogła świadczyć o tym, że kastracje przeprowadzono, gdy był chłopcem, ponieważ wykastrowani mężczyżni zaczynają przybierać na wadze, lecz jeśli odbywa się w bardzo młodym wieku, to dorastając zachowują szczupłą sylwetkę; a przynajmniej tak słyszał.
Czując napiętą atmosferę westchnął z zrezygnowaniem, podniusł się z wanny i nie bacząc na towarzystwo, podszedł do Salimy i wziął ręcznik, którego nie zdąrzyła mu podać i szybko się nim przepasał.
— Jakieś problemy? — Zwrócił się do grubszego mężczyzny.

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Eirlys » 23 mar 2015, 15:48

Łysy młodzieniec nagle się zapowietrzył, gdy usłyszał oschłe pytanie kobiety. Jego nabrzmiałe policzki i czerwona twarz nadawały mu dość zabawny wygląd, choć kolor jego cery nie równał się kolorowi szaty, w jaką odziany był chudszy chłopak. W końcu pozbierał się i miał już obrzucić Salimę wyzwiskami, kiedy przypomniał sobie, iż w pobliżu znajduje się klient.
— Najmocniej przepraszam. Przybył ktoś, kto... bardzo ceni sobie towarzystwo Salimy. Nie wiedziałem, że jesteście jeszcze w trakcie... to znaczy zapomniałem, że miała umilić panu czas... a i ostatnio frakcja Ibrahima urosła w siłę, nie chciałem go irytować... — nagle zorientował się, że powiedział za dużo i gwałtownie zamilkł, wbijając błagalne spojrzenie w stronę ladacznicy i Cassavira. Czarnowłosa całkowicie je zignorowała, ba, nawet na krótką chwilę zapomniała o obecności nielubianego przez nią chuderlaka. Zmarszczyła brwi i spojrzała na podłogę tak, jakby zamierzała znaleźć w układzie płytek odpowiedź na jakieś szczególnie nurtujące ją pytanie. Mruczała przy tym cicho, choć nie tak, kiedy dotykał ją Cygan. Był to niski pomruk, charakterystyczny dla ludzi usiłujących zebrać chaotyczne myśli w logiczną całość.
— Czy zagroził, że uwolni uwięzione w nas Dżiny, jeśli nie przyjdę do niego? — spytała w końcu prosto z mostu, co całkowicie zaskoczyło wciąż stojących w drzwiach mężczyzn. Obaj drgnęli gwałtownie i wytrzeszczyli oczy ze strachu.
— Jak możesz tak... — odezwał się cicho młodzieniec w czerwonym płaszczu. Znać było po jego głosie, że był bardzo słaby.
Salima westchnęła ciężko i wzięła swą suknię. Nie tracąc czasu, zaczęła się ubierać, klnąc przy tym na czym świat stoi. Krótko przeprosiła Cassavira i zaproponowała, że mogą kontynuować spotkanie, jak już będzie gotowa, po czym wyszła z pokoju, po drodze ciągnąc za sobą łysego młodzieńca i coś mu gorączkowo wyrzucając.
Odziany w czerwień chłopak, wyraźnie nie czujący się dobrze w towarzystwie nie do końca ubranego mężczyzny, patrzył pustym wzrokiem na wannę. Jego skóra była podobnego odcienia, co skóra starszego mężczyzny, ale jego włosy były nieporównywalnie jaśniejsze, a jego brwi były praktycznie niewidoczne. Raczej trudno było go uznać za rzeczywiście urodziwego, o ile komuś po prostu nie zależało, aby po prostu "umilał mu czas" jakikolwiek chłopak, jak by to stwierdził młodzian pracujący za ladą.
— Mogę zająć się panem... do czasu, aż jakaś kobieta nie będzie wolna. Mam posprzątać po kąpieli? — wciąż nie patrzył na Cassavira, ale przynajmniej się odezwał. Podszedł do wanny, starając się nie zbliżać zanadto do wędrowca. Jego ciało drżało przy tym, co zdradzało lekkie falowanie materii, z której wykonano jego oryginalny strój. Nie zwrócił przy tym uwagi, że kolczyki kobiety leżą w pół drogi między drzwiami a wanną. Blask świec przyjemnie odbijał się w szafirach, a po krótkiej chwili można było zauważyć, że obok nich leży coś jeszcze. Niezbyt duża fiolka. Trudno było orzec, czy była pełna czy pusta, ani też czy była nanizana na jakiś łańcuszek — jeśli tak, musiał być bardzo cienki, bo nie widać było go z miejsca, w którym stał mężczyzna.

Avatar użytkownika
Cassavir
Człowiek
Człowiek
Płeć: Mężczyzna
Korony: 10
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 10
Dołączył(a): 11 lut 2015, 21:13
Cassavir

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Cassavir » 25 mar 2015, 1:51

A to ciekawe. Więc owy Ibrahim był tu i pragnął się spotkać z Salimą. Widać była rzeczywiście jego faworytą. Jeśli spowiada jej się ze swoich planów, choćaźby o nich wspomina przelotnie nie potrafiąc zapanować nad językiem, dzieczyna może być całkiem użytecznym źródłem informacji. Z ciekawością się przysłuchiwał dalszej rozmowie.
Z pewną dozą respektu spojrzał na Salimę, gdy ta z taką bezpośredniością wyrażała swoje myśli. Choć to też była głupota, mówić nieprzychylnie o Ibrahimie przy świadkach, wszak cygan mógłby być sprawdzającym ją stronnikiem samozwańczego mułły. Cassavir lubił jednak pewną dozę brawury, nawet jeśli w tym przypadku to była raczej rzecz nie odważna, a nierozsądna.
— Ah tak... — zaczął oschle. — Mam nadzieję, że ta niedogodność znajdzie odzwierciedlenie w cenie. Nie płacę wszak za minuty spędzone w samotności, nie mówiąc już o takiej zniewadze mężczyny odwiedzającego wasz przybytek. Liczę na rekompensate — odrzekł do otyłego mężczyzny.
Skinął Salimie na znak, że przyjmuje przeprosiny i odprowadził ją wzrokiem, gdy odchodziła z łysielcem. Spojrzał na młodzieńca lustrującym wzrokiem, starając się odgadnąć czemu został. Ten widocznie trzymał się od niego z daleka, co nieco rozbawiło cygana. Nieśmiała męska dziwka, o ile to co mówiła Salima jest prawdą, to ci dopiero zjawisko.
— Skoro taka twoja wola — odparł Cassavir rozbawionym głosem. Doskonale wiedział, że jego wola nie ma tu wiele do powiedzenia, ale postawa ubranego w czerwnień kastrata prowokowała złodzeja do żarcików.
Gdy tamten zajął się kompielą Cassavir dostrzegł kolczyki Salimy oraz fiolkę leżącą na posadzce. Oczy zaświeciły się naszemu złodzejowi momentalnie, gdy zobaczył łup. Warunki były idealne; nie dość, że był boso, to jeszcze posadzka była wykonana z marmuru. Tamten nie zorientuje się, że Cassavir coś kombinuje, nie usłyszy ani jednego kroku. Gdy młodzieniec był zajęty sprzątaniem wanny, cygan skradając się podszedł do obydwu przedmiotów, aby je zagarnąć. Był cichy, a przynajmniej starał się taki być. Nie musiał nie martwić o skrzypnienie podłogi, czy stukot butów uderzających o kamień. Mimo wszystko był ostrożny i ciągle zerkał na eunucha, czy czasem się nie odwraca. Jeśli wszystko by mu się udało, to w ten sam sposób wróciłby do miejsca z którego wyruszył. Po czym zupelnie otwarcie podszedłby do swoich zostawionych na podłodze rzeczy i ukrył fanty w torbie. Schowanie w dłoniach obu przedmiotów nie powinno być problebem, ewentualnie włożyłby je za ręcznik, ktorym był przepasany i udając, że podtrzymuje go tak, aby nie opadł, trzymałby swą zdobycz i dotransportował do celu, to jest torby.

Spoiler:

Avatar użytkownika
Eirlys
Support
Support
Profesja: Pomocnik alchemika
Płeć: Kobieta
Korony: 42
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 358
Dołączył(a): 12 sty 2015, 20:01
Eirlys

Re: Zamtuz Al-Abdul

Postprzez Eirlys » 25 mar 2015, 20:06

Cygan miał dużo szczęścia — wyraźny strach, jaki wzbudzał w chłopaku, powstrzymywał "eunucha" przed rzucaniem w jego stronę jakichkolwiek spojrzeń. Nic nie przeszkodziło wędrowcowi dokonać kradzieży. Szafirowe kolczyki przyjemnie ciążyły w jego dłoni, nie tylko ze względu na kamienie, ale i srebrze, z którego wykonani oprawę dla szafirów. Co prawda złodziej nie mógł sobie pozwolić na uważne przestudiowanie biżuterii, od razu jednak było widać, że była dziełem dobrego złotnika. Fiolka natomiast była nanizana na bardzo cienką nić, która zdawała się być jednak dość mocna. Flaszeczka okazała się niezmiernie malutka — nie była nawet większa od małego palca mężczyzny, była też dokładną kopią niezbyt pękatej butelki na wino. Pomimo tego, że była zatknięta szklanym korkiem, uwalniał się z niej delikatny zapach alkoholu i... być może ziół. Była to przyjemna woń, dość odświeżająca, choć raczej nie przywodziła na myśli jakiegokolwiek trunku pijanego dla rozluźnienia lub środku przydającego urody. Mężczyzna nie znał niczego, co miałoby dokładnie taki zapach. Wcześniej, gdy Salima miała ją przy sobie, wonie palących się świec, zapach skóry kobiety i olejków dodanych do kąpieli musiały zamaskować tę osobliwą nutę zapachową.
Gdy Cassavir chował we wnętrzu swej torby zdobycz, chłopak skończył sprzątać. Odchrząknął, by zwrócić na siebie uwagę mężczyzny, zaczerpnął głęboko powietrza i przemówił z trudem.
— Panie, proponuję, byśmy poczekali na Salimę w głównej sali, to jest tej, do której wchodzi się bezpośrednio. Gdy skończy już... spotkanie, będzie musiała po umyciu przejść przez to pomieszczenie, tam też mogą czekać kobiety nie zajęte... swoimi klientami — trochę ciężko było mu użyć jasnych określeń, każdej przerwie towarzyszyło westchnięcie i nerwowe bębnięnie szczupłych palców o brzeg wanny. Co ciekawe, chociaż jego głos był słaby i drżał nieomal cały czas, daleki był od powszechnego wyobrażenia o głosie kastrata. Z pewnością nie należał on do dojrzałego mężczyzny, jednak chłopak był niedorostkiem, nawet niewykastrowany nie miałby takiego głosu. Nie brzmiał też zbyt zniewieściale czy też dziecinnie. Co więcej, Cassavir mógł wychwycić pewne podobieństwo do artykulacji charakterystycznej dla Wędrowców, ale nie na tyle uderzające, by z pewnością stwierdzić, że młodzian wywodził się z tej samej grupy, co i Dego. — Przepraszam. Jeszcze do niedawna nawet nie podejrzewałem, że znajdę się w takim miejscu. Nie przyzwyczaiłem się do panujących tu warunków... — kolejny głęboki wdech, jakby chłopak zamierzał zanurkować w ciemne głębiny — … Jestem Florin. Jeśli nie odpowiada ci me towarzystwo, panie, lub chcesz o coś zapytać, coś zrobić, po prostu... powiedz.
Po wyrzuceniu z siebie tych wszystkich słów, co Florinowi sprawiało ogromny trud, chłopak zamilkł i bezczynnie czekał na relację Cassavira. Gdy tak stał, znowu wbił wzrok w podłogę. Co ciekawe — akurat w punkcie, w którym wcześniej leżały kolczyki i fiolka. W żaden jednak sposób nie okazał, jakoby zauważył brak czegokolwiek, nie wydał z siebie żadnego odgłosu, a jego twarz niejako zastygła w masce udręczonej, nieśmiałej i niezmiernie źle się w swej roli czującej męskiej dziwki.

Spoiler:

Zaloguj  •  Zarejestruj

cron