Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
Menu

Partnerzy Specjalni:



  
Avatar użytkownika
Vitav
Krtań
Egzarcha
Miano: Vitav
Profesja: Detektyw
Płeć: Mężczyzna
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Ducha: 1
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0
Strzały / Bełty / Pociski: 0
Posty: 505
Dołączył(a): 01 maja 2014, 15:13
Vitav

Mit stworzenia świata według Augiów

Postprzez Vitav » 06 lip 2017, 17:36

Mit stworzenia według Augiów

zarania czasów, gdy nie było ani ziemi, ani mórz, trwał wyłącznie mrok. Z niego wyłoniło się jajo, które pękło i wyrzuciło wielki Kamień. Spadał on przez eony, aż w końcu uderzył na samo dno nieprzebranej czerni. W miejscu uderzenia powstało pęknięcie, przez które przelały się pierwsze stłumione promienie światła. Złączywszy się z mrokiem dały narodziny pierwszej istoty. Nie miała ona ani oblicza, ani imienia. Była czystą siłą. Widząc Kamień, jedyną istniejącą rzecz, istota zapragnęła go wyłącznie dla siebie. Niestety nieważne jak próbowała go schować, za każdym razem ten przenikał przez nią spadając w najgłębsze odmęty. Istota w gniewie użyła całej swej mocy i zamachnęła się na Kamień, lecz ten odbił jej atak. Siła ciosu zniszczyła istotę, która rozpadła się na nieskończone elementy. Kamień zaś — pchnięty mocą — przebił się przez mrok i uwolnił światłość z ciemności.
  Tak oto narodziła się światłość i ciemność.
  Kamień spadając obracał się w blasku i mroku na przemian. Z istoty natomiast zrodziły się pomniejsze Moce, które osiadły na Kamieniu i razem z nim podróżowały poprzez światło oraz ciemność. Moce te chciały zmienić Kamień, uczynić z niego coś piękniejszego, lecz ilekroć próbowały Kamień chaotycznie się obracał zalewając to na zmianę ich dzieło oślepiającym blaskiem lub nieprzeniknionym mrokiem. W ten sposób Moce nie mogły podziwiać swojego dzieła, które czyniły na oślep. W końcu zadecydowały, że należy zaprowadzić porządek. Naradziwszy się ustanowiły, że Kamień należy zatrzymać. Jedna z Mocy dźwignęła Kamień na swoje barki i zamarła pośród światła i ciemności, unosząc się w nieskończoności. Oczom pozostałym ukazało się ich dzieło. Kamień był nieregularnie wyżłobiony, przeorany przez ogromne koryta, wzniesienia oraz spłaszczony. Najstarsza z Mocy widząc to rzekła: Ja będę władać powierzchnią Kamienia. Każda skała i każda drobinka piachu stanie się moim ciałem, moją wolą.
  Tak oto narodziła się ziemia, po której można było stąpać.
  Moce ponownie zabrały się do pracy. Szybko jednak zauważyły, że pomimo ich prób wszystko ponownie przybrało ten sam kształt, gdyż oślepiające światło rozpuszczało Kamień, a ciemność go chłodziła nadając jedną, wypaczoną formę. Po kolejnej naradzie Moce postanowiły uchronić Kamień przed wpływem światła oraz ciemności. Jedna z nich ściągnęła swoją błękitną skórę i zarzuciła na Kamień mówiąc: oto moje ciało, które uchroni nasze dzieło przed ogniem i lodem.
  Tak oto narodziło się niebo. Oddzieliło ono Kamień od światłości i ciemności.
  Pewne że nic im teraz nie zagraża Moce raz jeszcze zaczęły swe dzieło. Nadając powierzchni Kamienia wymyślne kształty tworzyły szkielet przyszłego świata. Jednak i tym razem światłość i ciemność przeszkodziły. Sprawiały bowiem, że ilekroć Moce schodziły na Kamień podziwiać swoje dzieło, jedna jego połowa skąpana była kompletnie w mroku, druga zaś w blasku. I nigdy to się nie zmieniało. Moce zapytały tego, który utrzymywał Kamień na swych barkach czy może iść przed siebie ażeby światło i ciemność za nim podążały. Ten jednak był zbyt słaby. Poradziwszy się Moce ustaliły, że należało raz na zawsze zakończyć sprawę nieposłusznej ciemności i światła. Największa z nich, najpotężniejsza i najdumniejsza, postanowiła, iż zamknie całą światłość w sobie i będzie nim władać. Opuszczając Kamień wessała światłość. Niestety moc światłości była tak wielka, iż Moc nie była w stanie się poruszyć. Dlatego też kolejna Moc opuściła kamień. Dmuchnąwszy z całych sił chciała wprawić światło w ruch, ale to ani drgnęło. Zebrawszy całą siłę uderzyła w kulę jasności, która zaczęła się powoli toczyć.
  Tak oto narodziło się słońce, które raz wprawione w ruch nigdy nie przestanie wędrować.
  W końcu Moce mogły się zabrać w pełni do pracy. Po czasie tak długim, że nie w sposób jest to sobie śmiertelnym wyobrazić, szkielet Kamienia został wykształcony. Wzniesienia, niziny, pagórki, podziemne labirynty, wszystko co się wznosi i opada, suchy kamień i nic więcej. Moce podziwiały słusznie swój trud, niektóre z nich zadowolone wynikiem zeszły przybierając rozmaite postacie i żyjąc w tym martwym świecie wedle swoich przekonań. Jednak niektóre z nich wciąż nie były usatysfakcjonowane i chciały dalej budować. Inne się temu sprzeciwiły obawiając się, że to unikalne dzieło może zostać zniszczone lub spaczone. Zaczęły się pierwsze spory i kłótnie. Nie wiadomo kto użył siły pierwszy, lecz kiedy to się stało nie można było już tego zatrzymać. Rozgorzała najstraszliwsza wojna od momentu stworzenia. Ogromny smutek ogarnął jedną z Mocy, która łkając wypełniła wszelkie doliny wodą. Ta zaś wznosiła się i wznosiła. Ziemia przerażony, że utonie zakrzyknął błagalnie. Moce bojąc się, że woda zaleje ich dzieło poprzysięgły zaprzestać boju w celu uspokojenia tej, która od tamtego momentu zaczęła się zwać: Wodą. Źródłem wszystkich rzek, mórz i oceanów. Zajęła ona miejsce królowej i ustaliła, że dopóki będzie trwać pokój pomiędzy jej braćmi i siostrami, ona utrzyma wody w przypisanych jej miejscach. Podczas wielkiej rady ustalono granice królestw Wody i Ziemi, kończąc bój.
  Tak oto narodziła się woda tego świata.
  Zdawało się że nic już nie zagraża rozwojowi Kamienia. Stało się jednak inaczej, oto bowiem Słońce — widząc jak słabsza od niego Moc przypisuje sobie koronę — zapłonęło wielkim gniewem i poczuło się urażone, gdyż to on był najpotężniejszym ze wszystkich. Zagroził, że jeśli Woda nie ugnie się przed jego wolą stopi wszystko to co zostało stworzone. Królowa Mocy jednak się nie ugięła i wraz ze swoimi pomocnikami wyruszyła naprzeciw bratu. Wojna rozgrzała na nowo, ale długo nie trwała. Za każdym razem kiedy wielkie wody unosiły się z Kamienia zmierzając ku Słońcu by je ugasić, wody zmieniały się w obłoki pod jego gorejącym spojrzeniem. Kamień zaczął jęczeć w bólu pod wpływem jarzącego gniewu. Nawet Niebo nie było w stanie ochronić Ziemi przed słonecznym wzrokiem. Wtedy jedna z Mocy, pomocnica Nieba, Powietrze, zebrała wszelkie obłoki i uformowała chmury, które razem z Niebem wędrowały po firmamencie dając wytchnienie. Jednak i to nie starczyło żeby powstrzymać wolę Słońca, które zezłoszczone wyplunęło strumienie ogni w kierunku Kamienia. Zagłada zdawała się być nieunikniona. Zlęknione Moce udały się po radę do drugiej z najsilniejszych Mocy, tego który utrzymywał Kamień na swoich barkach. Ten poradził im ażeby oderwać od Kamienia jego cząstkę i wznieść ponad Niebo w celu zasłonięcia Kamienia przed płomieniami Słońca. Moce usłuchały rady i tak też uczyniły. Młodsza siostra Słońca, żona Ziemi, władcy wszelkiej skalnej materii na Kamieniu, z pomocą małżonka uniosła wielki fragment skały i zasłoniła nim atak brata, stając się Księżycem.
  Tak oto powstał księżyc, który za każdym razem gdy słońce chce zniszczyć Kamień zasłania go swym ciałem.
  Pomimo wojny ze Słońcem dzieło budowy trwało nadal. Moce rozwijały się, a wraz z nimi Kamień. Królowa Mocy, Woda, zawsze pragnęła Ziemi, uważała go za potężnego, władczego i drugiego najważniejszego po niej na Kamieniu. Zapragnęła go mieć za króla, swojego męża, by dopełnić jej wolę jako suwerena Kamienia. Niestety Ziemia miał już żonę, Księżyc. Wykorzystując chwilę nieuwagi Księżyca, gdy zakrywała sobą atak Słońca, Woda zadarła się do komnat Ziemi i spłodziła z nim dziecko. Z ich unii narodziła się największa siła, pierwszy nowy byt od momentu powstania Mocy. Ta siła zwała się Życie i nadała sobie imię Nalma, pierwszej bogini. Był to moment przełomowy. Słońce widząc potęgę Nalmy zapragnął jej dla siebie. Zaoferował pokój Wodzie w zamian za rękę Nalmy. Królowa Mocy zgodziła się, ale nie Życie, które zarazem bało się Słońca ze względu na jego gniewną naturę, jak i go pożądała za sprawą jego siły, majestatu i piękna. Słońce, władcze i gniewne, nie czekał. Poszedł do Księżyca, zrozpaczonej po zdradzie męża. Wykorzystując jej żal namówił ją, aby tym jednym razem nie zasłoniła Kamienia sobą. Księżyc, chcąc ukarać Wodę i Ziemię, zgodziła się. Słońce uderzyło i w ognistym podmuchu porwało Nalmę, która jednak zamiast spłonąć w jego objęciach rozkwitła wydając liczne potomstwo. Kamień obrósł w roślinność, zwierzęta oraz życie, wielkie i małe, powstające w objęciach promieni Słońca.
  Tak oto powstało życie.
  Widząc to wiele Mocy zlękło się. Według nich Kamień za sprawą Życia zaczął się zmieniać na gorsze. Istoty, które powstały ze związku Słońca i Życia nie były podobne im. Posiadały słabsze od nich ciała oraz potęgę, acz nie potrafiły mówić ani myśleć. Były niedoskonałymi konstruktami. Moce obawiały się także, że ze związku Nalmy i Słońca urodzić się mogą kolejne bóstwa, a te stałyby się dla nich zagrożeniem, konkurencją. To zachwiałoby równowagę młodego świata wciąż liżącego rany po ostatniej wojnie. Jedna z Mocy postanowiła, iż musi powstać przeciwna siła dla życia. Opuszczając Kamień i udając się daleko poza wzrok braci i sióstr w odmęty ciemności Moc poszukiwała odpowiedzi. Po wiekach spędzonych w mroku zgubiła się błąkając wśród nieskończoności. Na jej ratunek wyruszyły inne Moce, ale podzieliły ten sam los, aż mroczne niebo stało się pełne małych, świetlistych punkcików: gwiazd. Widząc to Ciemność, która nie zważała na nic, rozradowała się, ponieważ smutno jej było trwać w samotności. Dlatego w podzięce posłała na Kamień cząstkę siebie, Cień. Od tego momentu za każdą żywą istotą podążał Cień, który gdy nadchodził odpowiedni momentu przecinał wstęgę żywota stworzeń zrodzonych z Życia, a ich energia powracała z powrotem do Kamienia
  Tak oto powstały gwiazdy i cień, posłaniec śmierci, który podąża za blaskiem słońca i życia.
  Od tego momentu wszelkie niższe potomstwo było śmiertelne i Moce uspokojone powróciły do swoich zajęć pewne trwałości swych rządów. Wznosząc wspaniałe budowle i łącząc się w pary Kamień wszedł w okres wiecznej szczęśliwości. Hierarchia raz ustalona miała trwać po wsze czasy. Ze związków innych Mocy powstawały kolejne bóstwa, które przybierały imiona i kroczyły po świecie stworzonym przez własnych rodziców. W końcu i one zaczęły budować Kamień wkładając weń swój dorobek. Jedno z nich, młodszy brat Nalmy, syn Księżyca i Nieba, nazwawszy siebie Amnumatu, pełen dumy, zapragnął stworzyć coś wyjątkowego. Istotę boską, taką jak on, ale mu podległą, by wypełniała jego wolę i zachcianki. Wiedział jednak że wszelkie dzieło wychodzące spod rąk bóstw było śmiertelne za sprawą Cienia zesłanego przez ciemność. Tylko Moce i oni, bóstwa, byli niewrażliwi na jego szept. Dlatego kiedy zapadła noc wypłoszył z pałacu swej matki, Nieba, jedną z jej służek, Powietrze. Ta biegnąc przez nieboskłon przysłoniła światło gwiazd swoją nocną suknią, czarnymi chmurami, i Cień, pogrążony w kompletnym mroku, zapadł w sen, albowiem siłę czerpał od światła. Wykorzystując to Amnumatu zapakował Cień do lustrzanego sarkofagu na zewnątrz i czarnego wewnątrz i z pomocą bóstwa siły, Xanodoka, wyrzucił sarkofag w odmęty ciemności poza Kamieniem. Tak pozbywszy się śmierci ze świata zabrał się do pracy. Przez jakiś czas nikt nawet nie zauważył braku Cienia, ponieważ śmiertelne istoty starzały się na Kamieniu bardzo powoli. Amnumatu zabrał się do tworzenia. Pożyczając ogień Słońca, lekkość Nieba i wytrzymałość Ziemi wyżłobił pierwszego smoka, w którego z pomocą Nalmy tchnął życie. Bestia jednak posiadała jeden elementarny defekt: nie miała duszy podobnej bóstwom i Mocom. Dlatego udał się na największą podróż w historii, w poszukiwanie Źródła Dusz. Jednak nim opuścił Kamień wszechwidzące Słońce dostrzegł brak Cienia. Zaniepokojony udał się z tym do innych Mocy, ale te zlekceważyły zaginięcie uważając, że jako element Ciemności Cień kroczy własnymi, nieznanymi ścieżkami. Amnumatu opuściwszy zaś Kamień trafił w najdalsze zakamarki i zgubiłby się niechybnie, lecz kierując się wskazówkami gwiazd odnalazł drogę w nieprzebranym mroku. Jego podróż powiodła go aż przed sam tron Ciemności spoczywającej w głębokim śnie. W jej piersi tkwiło białe jajo, w którym istniały dusze wszystkich istot mających dopiero co się narodzić. Wydzierając je przebudził Ciemność, która pod wpływem dotyku żywej istoty przemieniła się i stała się Śmiercią. Amnumatu czmychnął w trwodze z ciemnej krainy z powrotem na Kamień. Śmierć natomiast poprzysięgła, iż skradzione jej dusze powrócą do niej i tym samym stała się Królową Umarłych.
  Tak oto powstała kraina śmierci i jej pani, śmierć, pod władzą której powracają wszyscy umarli.
  Powróciwszy na Kamień Amnumatu użył Źródła Dusz nadając pierwszemu smokowi duszę. Tym czynem stworzył istotę równą Mocom i bóstwom, gdyż zdolna ona była do odczuwania Kamienia i porozumiewania się z nim. Dumny ze swego osiągnięcia zaprosił wszystkie bóstwa i Moce na wielką ucztę, na której przedstawił swoją kreację. Istota to była potężna. Za sprawą Ziemi wielka jak góra i tak samo wytrzymała, za sprawą Nieba zdolna wzbijać się wysoko w przestworza, a za sprawą Słońca z jej paszczy ział ogień zdolny poparzyć nawet nieśmiertelne ciało. Bóstwa, mimo że odczuwające zazdrość, biły mu brawo widząc w tym szansę i dla siebie, ale nie Moce milczące posępnie na tronach. Zdziwiony Amnumatu zapytał się więc: czemu milczycie, o wielcy? Czyż moje dzieło, równe waszym, nie jest wystarczająco piękne, by zdobywać wasze uznanie? Na to odpowiedziała mu Królowa Mocy: Czyniąc to złamałeś hierarchię tego świata, a bez niej na świecie zapanuje chaos, który zniszczy nasz trud. Amnumatu z goryczy i żalu oraz gniewu rozbił Źródło Dusz mówiąc: Czyniąc to daję wolność i odbieram wam władzę nad Kamieniem. Za ten akt buntu został złapany i uwięziony, jednak na ratunek ruszył mu smok oddechem stapiając kajdany. Dosiadłszy bestię uciekł daleko poza wody i znane lądy ku terenom odległym i zapomnianym. Za nim podążyło wiele z bóstw odrzucających istniejący porządek rzeczy, w tym i Nalma, która w głębi serca czuła wielką urazę do Mocy za to jak traktowano jej śmiertelne dzieci. Wśród Mocy zapanowało zamieszanie. Niektóre widząc słuszność w działaniach Amnumatu lub zwyczajnie ze względu na własne niesnaski z innymi Mocami wybrało podążyć za bóstwem i go wspomóc.
  Tak oto rozpoczęła się Wojna Dusz.
  Spośród Mocy Niebo i Księżyc dołączyło do Amnumatu, swego syna. Księżyc zasłoniła sobą buntowników kryją ich przed wzrokiem Słońca, Niebo zaś pokryło czarnymi chmurami królestwa Mocy, które ślepe nie były w stanie dostrzec wrogów. Tylko Ziemia jako władca Kamienia był w stanie ujrzeć ruchy przeciwników, albowiem to on zasiadał na tronie świata. Słońce, które długo poszukiwało Cienia ujrzało go za sprawą pomocnego blasku gwiazd. Skupiwszy swój palący wzrok na sarkofagu rozpuścił go uwalniając Cień, który z radością przyłączył się do wojny po stronie Mocy gniewny na Amnumatu za uwięzienie. Nalma, która pod jego nieobecność rozmnożyła swoje potomstwo pierwsza wykonała ruch, posyłając zastępy potworów. Zalały one pałac Mocy, które zaskoczone zabarykadowały się w Twierdzy Ziemi. Największej i najpotężniejszej fortecy wykonanej z diamentów i otoczonej rzeką lawy. Smoki, chimery i niezliczone szkaradztwo powstałe z gniewu Nalmy oblegało siedzibę Mocy, lecz te każdego dnia ubijały bezmyślne hordy, a Cień wróciwszy na Kamień kierował ich energię z powrotem ku Mocom, wzmacniają je z każdą ubitą kreaturą. Odzyskując grunt Moce kontratakowały. Woda uderzyła berłem w najgłębsze odmęty wywołując potężną falę wspartą przez masywne tupnięcie Ziemi. Gigantyczna fala przedarła się przez Powietrze i rozdarła Niebo, opadając na siedzibę buntowników. Wówczas to Xanodok, syn Słońca i Nalmy, bóstwo siły oraz potęgi, chwycił Ziemię za brodę odrywając wyspę z dnia morza i cisnął nią w Wodę. Siła uderzenia zachwiała Mocą dzierżącą Kamień. Świat zatrząsnął się w posadach burząc tron Ziemi, który upadł rozbijając głowę i koronę, a z jej kawałków powstały nowe lądy. W wyniku wojny to co było przepadło i powstało nowe. W końcu Kamień przebudził się i rzekł: Skoro nie potraficie żyć w zgodzie ze mną odrzucam was, tak jak i wy odrzuciliście mnie, bo kto przelewa krew na świętej ziemi nie godzien jest po niej stąpać. Moce, bóstwa i wszelkie ich wspólne stworzenie za sprawą Kamienia uległy przekształceniu i wszystko stało się jednym. A z jednego powstał człowiek.
  Tak oto powstał człowiek na Kamieniu.

Zaloguj

cron